Błękitni znów zaskoczą? Urugwaj mocny jak... zawsze

Dawid Król
25 maj, 16:01 | Urugwaj
udostępnij
Źródło: sport.tvp.pl
(fot. Getty Images)
Urugwajczyków w roli faworytów mundialu nie stawiano nigdy… a raczej od bardzo dawna, mimo że to najbardziej utytułowana nacja futbolowa per capita na świecie. Na rosyjski mundial błękitni znów jadą mocni – w ostatnich latach kadra przeszła zmiany, na stałe wrócił do niej jej lider, pojawiła się nowa generacja… Transmisje z finałów mistrzostw świata na antenach Telewizji Polskiej, w SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej.

Na mundial z kredytem? Ulubieńcy w słabej formie

Trochę ponad trzy miliony ludzi – Urugwaj zamieszkuje mniej więcej tyle osób co konurbację górnośląska. To niewiele, bo automatycznie przekłada się na liczbę piłkarzy – jest ich mniej, więc trudniej wykreować solidną jedenastkę narodową, a jednak – im udaje się to od lat.

Pełna gablota z pucharami – dwa mistrzostwa świata, piętnaście zwycięstw w Copa America (najwięcej), dwa złota olimpijskie… nieźle jak na trzymilionowy naród. W czym tkwi sekret Urusów?

Miasto przesączone piłką

Nie tylko kraj może być dumny z futbolu. Wszystko zaczyna się i krąży wokół jednego miasta – Montevideo. To tam w 1930 roku, na Estadio Centenario, rozegrano pierwszy finał mistrzostw świata. Wygrali Urugwajczycy, pokonawszy Argentynę. Na arenie wciąż czuć ducha tamtej epoki, który wywarł też wpływ na miasto…

W urugwajskiej Primera Division występuje obecnie piętnaście zespołów i wszystkie mają siedzibę w Montevideo. Miasto ma milion i trzysta tysięcy mieszkańców, ale w futbol grają niemal wszyscy. Ludzie żyją piłką, uprawiają ją i chodzą na mecze lokalnych zespołów.

Największą siłą urugwajskiego futbolu jest równość – drużyny z niższych klas rozgrywkowych nie odstają znacząco poziomem od tych grających wyżej. Nie jest łatwo, rywalizacja jest zacięta. W efekcie Urusi są gotowi, gdy murawę trzeba "gryźć" i toczy się gra o trofea. Nawet w ostatniej dekadzie potrafili dojść do półfinału mundialu (w 2010 roku w RPA) i wygrać Copa America (w 2015 roku).

Są kluby, które szkolą znacznie lepiej od reszty wcale nie robiącej tego źle. Sztandarowy przykład to Danubio, w którym przygodę z poważnym futbolem zaczynali Edinson Cavani, Jose Maria Gimenez czy Christian Stuani, a w przeszłości Alvaro Recoba. Znakomitą szkółkę ma również Penarol..

Właśnie szkolenie sprawia, że Urugwaj nie zna pustki. Starych prędko zastępują młodzi, a poziom zespołu nie spada. W zeszłym tygodniu Oscar Tabarez podał 26-osobową wstępną kadrę na mundial i jest w niej aż dziesięciu nowych, głównie młodych, zawodników w stosunku do reprezentacji z turnieju w Brazylii.

(fot. Getty Images)

Urodzaj w środku pola

Szczególne szczęście Urugwajczycy mają do środka pola. Federico Valverde, Rodrigo Bentancur i Lucas Torreira występują na podobnej pozycji, są bardzo młodzi i wróży się im świetlaną przyszłość. Pierwszy jest zawodnikiem Realu Madryt ogrywanym na razie na wypożyczeniach, drugi występuje w Juventusie, a trzeci to motor napędowy Sampdorii, który po sezonie odejdzie z klubu, najprawdopodobniej do Napoli.

Wszyscy dostali szansę od Tabareza. Dzięki temu trener nie musi się obawiać o poziom kreatywności w środku pola – potrafią prowadzić piłkę, świetnie podać prostopadle, ale nie odpuszczają też gry w obronie. Przyszłość, być może także najbliższa, wydaje się być zabezpieczona, ale teraźniejszość wciąż upływa pod znakiem… napastników.

Rodrigo Bentancur (fot. Getty Images)

MŚ 2018: Włosi sparingpartnerami. Piłka na… pocieszenie?

Nadmiar napastników

Robert Lewandowski daje powody do radości polskim kibicom, bo oto nad Wisłą pojawił się napastnik ze ścisłej światowej czołówki – jeden w prawie 38-milionowym kraju. W Urugwaju w ciągu ostatnich dziesięciu lat snajperów tej klasy mieli aż trzech.

Tylko Diego Forlan pozostaje nieaktywny. Przez lata był liderem kadry, poprowadził ją do udziału w półfinale mundialu, był najważniejszy w szatni. Gdy odchodził, nie zakładano, że pojawią się więksi. A jednak – pozycja Luisa Suareza i Edinsona Cavaniego w futbolu wydaje się być mocniejsza.

Grają w czołowych europejskich klubach i strzelają sporo, bardzo sporo. W reprezentacji nie mają też kłopotu z przebywaniem na murawie wspólnie – choć ich pozycje w założeniu są podobne, to potrafią dojść do porozumienia.

Drużyna potrafi sobie zresztą radzić bez Suareza, którego zawieszono podczas mundialu w Brazylii. Wprawdzie odpadła w 1/8 finału z Kolumbią, ale zaliczyła dobry początek eliminacji do kolejnych finałów mistrzostw świata. Zawieszenie napastnika Barcelony było długie, bo do gry w kadrze wrócił dopiero w marcu 2016 roku.

Luis Suarez (fot. Getty Images)

Obrona niełatwa do skruszenia

W cieniu pozostawała dobra, solidna obrona Urugwajczyków. Tę czeka reorganizacja, ale jeszcze nie na mundialu w Rosji. Zagra Diego Godin, filar defensywy i jeden z najlepszych stoperów na świecie, ale gracz już 32-letni. Do następnego mundialu na pewno nie dotrwa.

Następcą, ale i partnerem jest kompan Godina z Atletico Madryt – Jose Maria Gimenez. Stoper ma ledwie 23 lata, ale zdążył rozegrać dla Urugwaju już 37 meczów. Kłopot w tym, że w czasem wciąż jeszcze miewa kłopoty z koncentracją i dyscypliną w grze.

Wrócić mundial do korzeni

W Montevideo chcą, aby do miasta ponownie zawitały finały mistrzostw świata. W 2030 roku, na stulecie pierwszego turnieju, Urugwaj znów miałby gościć zawody. Tym razem przy pomocy innych państw – Argentyny i Paragwaju.

Przeprowadzenie tak dużego turnieju jak mundial w pojedynkę nie leży w możliwościach finansowych Urugwaju. Nie jest to kraj biedny – w Ameryce Południowej należy do ścisłej czołówki, żyje się tam dobrze, nie cierpi głodu – ale też nie na tyle bogaty, aby pozwolić sobie na taki wydatek. Nie pomaga FIFA, która rozszerza liczbę uczestników do 48. To oznacza więcej stadionów i większe koszta.

Estadio Centenario (fot. Getty Images)

Jeden trener, wiele lat

Ogromnym atutem Urugwajczyków jest Taberez. Niełatwo o selekcjonerów z tak długim stażem, stanowisko piastuje od 2006 roku, a robił to też w latach 1988 - 1990. Dlatego błękitni żyją na jego zasadach. Wielu graczy nie pamięta wręcz, jak to jest być w reprezentacji u innego selekcjonera.

Przez lata Tabarez nadał Urugwajowi bardziej defensywny, pragmatyczny charakter. Wiedział, że zespół nie może grać tak jak Brazylia czy Hiszpania, że jest w nim sporo talentu, ale nie na tyle, aby pozwolić sobie na nonszalancję. Ta droga zdała egzamin, przyniosła sukcesy.

Do Rosji kadra pojedzie z myślą, aby znów pokusić się o niespodziankę. Są ku temu warunki, bo Urugwaj zagra w teoretycznie najsłabszej grupie na turnieju z gospodarzami, Arabią Saudyjską i Egiptem.

Oscar Tabarez (fot. Getty Images)