"Orły Nawałki". Dawid Kownacki: taki mamy zawód, że jesteśmy na świeczniku

RP
26 maj, 19:10 | Polska
udostępnij
Źródło: TVP 1
Dawid Kownacki – talent nie mniejszy, niż u Lewandowskiego
– Robię w życiu to, co kocham i jeszcze na tym zarabiam. To najlepsze, co może spotkać człowieka – powiedział Dawid Kownacki w programie Sylwii Dekiert "Orły Nawałki". O dzieciństwie, dojrzewaniu i obecnym życiu w Genui opowiedziały też mama i partnerka napastnika Sampdorii.

Kownacki o dzieciństwie:
Mieszkaliśmy poza Poznaniem. Często było tak, że od rana szkoła do 13-14, mama czekała na mnie pod szkołą z zupą w słoiku, szybko jadłem i godzinę dojazdu na trening do Poznania. Potem godzina z powrotem, wieczorem w domu lekcje i rano znów to samo. Koledzy w tym czasie byli na podwórku, ale nie było mi żal. Od zawsze robiłem to, co kochałem.

Mama Dawida o jego początkach w Lechu:
To były treningi pod balonem, na które rodzice nie mogli wejść. Pamiętam, że tylko zaglądaliśmy przez takie okienko. Moim zdaniem raczej niczym się nie wyróżniał spośród tych dzieci, dlatego byłam zdziwiona, gdy trener powiedział, że w piątek muszę go przywieźć na mecz, bo grają z Trzynastką Poznań, z którą nigdy do tej pory nie wygrali, i musi Dawid grać. No i wygrali 13:0 albo 13:1, a Dawid strzelił sześć czy siedem goli.

Kownacki o opiekunach na początku drogi:
Byli starsi zawodnicy, którzy czasem stali z "packą nad głową" albo pogrozili palcem. Do drużyny wprowadzał mnie trener Mariusz Rumak. Dużo z nim rozmawiałem, darzę go dużym szacunkiem. Jestem mu wdzięczny za to, że dał mi szansę w tak młodym wieku. I oczywiście mama, która bardzo mnie pilnowała. Często się z nią nie zgadzałem, ale dziś jestem jej wdzięczny.

Kownacki o życiu na świeczniku:
Nasz zawód jest taki, że jesteśmy na świeczniku, jesteśmy znani i musimy liczyć się z tym, że jesteśmy oceniani. W Polsce zdarzało się, że poszedłem do restauracji zjeść i za chwilę dostawałem różne komentarze, żebym szedł do domu, na trening, a nie siedzę w restauracjach. Nie było to miłe, ale z biegiem czasu dało się do tego przyzwyczaić.

Kownacki o transferze do Sampdorii:
Doszły do mnie głosy, że zainteresowane są dwa albo trzy kluby. Najpoważniej zainteresowany był Standard Liege. W mediach pojawiały się już informacje, że jestem blisko transferu do Belgii i w tym momencie oficjalną ofertę przysłała Sampdoria. Była konkretna, a ja wiedziałem, jak funkcjonuje klub, że są tu Polacy i po tych pierwszych siedmiu, ośmiu miesiącach mogę stwierdzić, że to była dobra decyzja.