Mundial 2018. U sąsiada z tabeli. Senegal – żądza rewanżu

Eryk Delinger
01 cze, 16:16 | Senegal
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Reprezentacja Senegalu (fot. Getty)
Historia senegalskiego państwa jest krótsza niż większości federacji piłkarskich reprezentowanych w Rosji. Naturalne więc, że mniej frapująca jest także opowieść o ich piłce. Co więcej, nie jest bez wpływów – stale przeplata się z historią futbolu w kraju kolonizatora, Francji.

Senegal nie dał rady Luksemburgowi. Zła forma przed mundialem

Próby przeniesienia na grunt afrykańskich kolonii kultury wychowania fizycznego i gimnastyki były skazane na fiasko. Lokalnej ludności ćwiczenia kojarzyły się z wojskową musztrą, a ta rodziła skojarzenie z zamachem na ich tożsamość. Sporty drużynowe – to co innego. Futbol i rugby szybko przyjmowały się jako sposób spędzania wolnego czasu i jako widowisko. Najeźdźca nie wiedział, jak to spontaniczne zainteresowanie grą traktować – kanalizować czy dusić w zarodku. Pojedyncze anegdoty pokazują bardzo różne podejście francuskich władz: w jednym miejscu gry zabraniano, bo "budziła agresję" i "przynosiła kontuzje", zaś w innym dbano, by nie doprowadzać do rywalizacji rdzennych mieszkańców z Francuzami.

Próby narzucenia struktur (np. przyszkolnych klubów), w ramach których afrykańscy sportowcy mieli się rozwijać pod nadzorem imperialisty nie przyniosły zamierzonego efektu – nie przyczyniły się do wzmocnienia związku graczy z Francją. Rozprzestrzeniły jednak sport na tyle, że proklamując niepodległość młode państwa natychmiast organizowały także własne, krajowe związki piłkarskie. Tak było również z Senegalem, którego federacja – FSF – jest równolatką państwa: została założona w 1960 roku.

Dwóch ojców

Historia zorganizowanego futbolu zaczęła się jednak dużo wcześniej – w 1912 roku, kiedy do Francji przeniósł się Blaise Diagne, mający niebawem zostać pierwszym czarnoskórym członkiem Zgromadzenia Narodowego. Polityk zasłynął doprowadzeniem do przegłosowania przełomowej "ustawy Diagnego", przyznającej francuskie obywatelstwo mieszkańcom Czterech Komun – czterech najstarszych kolonialnych miast Afryki Zachodniej: Dakaru, Goiree, Saint-Louis i Rufisque. Z piłkarskiej perspektywy ważniejsze jest jednak, że do Metropolii Blaise przywiózł syna, Raoula. Wychowujący się od małego we Francji zainteresował się piłką jako trzynastolatek, a w wieku 20 lat, wbrew namowom ojca (ten widział w synu przyszłego wojskowego), został zawodowym graczem Racingu Paris.

Raoul Diagne był znakomitym, uniwersalnym zawodnikiem – naturalnym obrońcą, który zasłynął też popisowymi występami... w bramce. Grał tak dobrze, że w 1931 roku został pierwszym w historii czarnoskórym reprezentantem Francji. Był to pionierski przypadek reprezentacyjnej naturalizacji, dziś regularnie przynoszącej korzyści tak francuskiej, jak senegalskiej kadrze. Trzy dekady później Diagne znów zapisał się w dziejach, tym razem zdobywając miano "ojca senegalskiej piłki" - został pierwszym selekcjonerem Senegalu. Miał tę posadę przez trzy lata, a pracę zwieńczył sukcesem. Jego drużyna wygrała piłkarskie zawody w ramach ostatniej edycji Igrzysk Przyjaźni – wzorowanego na IO turnieju rozgrywanego między Francją i jej byłymi koloniami. Osiągnięcie Senegalczyków miało symboliczną wagę, bo w półfinale zorganizowanego w ich kraju pucharu pokonali 2:0 reprezentację Francji.

Przez kolejne dekady Senegal nie był w stanie dokonać niczego, co choćby zbliżyło kadrę do wyniku z 1963 roku. Nawet na swoim kontynencie nie zdołał przez 40 lat zaznaczyć obecności i pozostawał głęboko w cieniu potęg regionu: Ghany, Nigerii i Wybrzeża Kości Słoniowej. Ani razu nie wygrał Pucharu Narodów Afryki i ma dziś mało zaszczytne miano zespołu z największą liczbą występów na turnieju bez zwycięstwa. Najlepszy rezultat – drugie miejsce – przyszedł dopiero w 2002 roku.

Głos uciśnionych

2002 to zdecydowanie najlepszy rok senegalskiej kadry. Sukces na PNA okazał się tylko przygrywką przed Mistrzostwami Świata. Podczas turnieju w Korei i Japonii zespół pozbawiony znaczenia na własnym kontynencie, wbrew wszelkim oczekiwaniom, osiągnął najlepszy wynik w dziejach występów afrykańskich reprezentacji – dotarł do ćwierćfinału finałów MŚ, jak Kamerun w 1990 roku. Największy sukces Senegal miał już w grupie, po raz drugi w historii pokonując Francję.

Ładunek symboliczny znów był duży. Najbardziej oczywisty kontekst - mistrzowie świata kontra najsłabsza drużyna grupy – tylko podkręcał rywalizację kolonizatorów i skolonizowanych. 40 lat po wyzwoleniu Senegalu historia wciąż nie doczekała się "grubej kreski"; ba, nigdy Francuzi nie byli tak daleko od oficjalnego wyrażenia skruchy jak właśnie w 2002 roku, kiedy rekordową popularnością cieszył się nacjonalista Jean-Marie Le Pen. Niejasny charakter relacji Francji i Senegalu akcentowało też boisko: aż 21 z 23 kadrowiczów występowało na co dzień we francuskiej Ligue 1, a być może najlepszy urodzony w Dakarze zawodnik, Patrick Vieira, był gwiazdą Francji. Lekceważony Senegal odniósł podwójne zwycięstwo: wygrał mecz 1:0 i po remisach z Danią i Urugwajem wyszedł z grupy, a Francuzi odpadli z MŚ.

Wielka wygrana i późniejszy ćwierćfinał wyzwoliły w kraju i diasporach poczucie dumy z narodowych barw. Przez media przetoczyła się lawina euforycznych reakcji – od poważnych materiałów o "rewanżu za historię" po satyryczne komiksy. W jednym z rysunkowych pasków punktujących polityczne konotacje meczu koszulki z numerami Zidane'a i El Hadjiego Dioufa noszą prezydenci Jacques Chirac i Abdoulaye Wade, a Senegal wygrywa po karnym sprokurowanym przez Le Pena. Prezydent Wade próbował wykorzystać sukces drużyny i przekuć go w narzędzie propagandy, ale bezskutecznie. Bohaterami zostali piłkarze i – przede wszystkim – trener, Bruno Metsu.

To francuskiemu szkoleniowcowi przypisuje się większość zasług za tamten sukces. Do legendy przeszły przede wszystkim jego zdolności motywacyjne. - Był dla nas kimś więcej niż trenerem, był starszym bratem - wspominał już po śmierci trenera napastnik z Montpellier, Souleymane Camara - Jego przemowa przed meczem z Francją... Wciąż opowiadam o niej przyjaciołom. Potrafił nas poruszyć tak, że wiedzieliśmy, że nie przegramy. Umiał znaleźć właściwe słowa. Status herosa Metsu umocnił po powrocie z turnieju, przechodząc na islam i obierając nowe imię: Abdou Karim. Kiedy w 2013 przegrał roczną walkę z rakiem okrężnicy, pożegnano go na pogrzebie w Dakarze z honorami bohatera narodowego – w uroczystości uczestniczyli prezydent i przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, a trumnę zdobiła flaga Senegalu.

Wspólnie u podstaw

Po dziejowym sukcesie nie udało się jednak zbudować nic trwałego. Reprezentanci nie zrobili wielkich karier – najlepszy gracz, Diouf, zasłynął w Anglii głównie opluwaniem kibiców i rywali – a kadra nie utrzymała nawet zbliżonego poziomu. Trzeba jednak pamiętać, w jakim miejscu był wtedy senegalski futbol. Tamtejsza liga przeszła na zawodowstwo dopiero w... 2009 roku. Format rozgrywek stopniowo się kształtował - eksperymenty dotyczyły m.in. liczby drużyn i wprowadzenia dwóch faz gry. Od kilku lat senegalska Ligue 1 gromadzi 14 zespołów grających ze sobą wg standardowych reguł. W lidze na każdym kroku widać francuskie wpływy i tożsamościowy konflikt. W erze amatorskiej tytułami najczęściej dzieliły się dwa kluby o wymownych nazwach: ASC Jeanne d'Arc i ASC Diaraf (francuski zapis nazwy "Jaaraf", pochodzącej z rdzennego języka mniejszości etnicznej – Sererów). Teraz jednym z silniejszych rywali Diaraf jest Generation Foot, w praktyce będący akademią francuskiego FC Metz.

Rozkwit współpracy Generation Foot i Metz to obok profesjonalizacji ligi jedna z najlepszych rzeczy, jakie spotkały w ostatnich latach senegalską piłkę. Nie jest tajemnicą, że celem większości piłkarzy walczących o zawodową karierę jest wyjazd do Europy, a najłatwiejsza furtka to właśnie Francja. Dobra gra w Generation to jedna z najkrótszych dróg do dużej, europejskiej ligi – w ostatnich sezonach Metz zasilili tak m.in. Sadio Mane, Diafra Sakho i Ismaila Sarr, czyli cenni piłkarze reprezentacji.

Wydaje się też, że częściej niż przed laty Senegal korzysta z francuskiego systemu szkoleniowego i wzmacnia kadrę graczami urodzonymi nad Sekwaną. Dawniej naturalizacja była drogą jednokierunkową – w narodowej drużynie Francji grali choćby Vieira, Patrice Evra i Bakary Sagna. Teraz koszulki Senegalu zakładają dzieci francuskiej ziemi – nie tylko te, które na grę dla Trójkolorowych nie miałyby szans. Największe wrażenie robią nazwiska Kalidou Koulibaly'ego – wartego dziesiątki milionów stopera, który odrzucił zainteresowanie Didiera Deschampsa i mimo występów we Francji U20 wybrał Senegal – i mistrza świata U20 z Les Bleus, prawego obrońcy Youssoufa Sabaly'ego. Obecną kadrę uzupełniają urodzony w Bordeaux stoper Schalke, Salif Sane i przeprowadzony przez wszystkie szczeble francuskiej młodzieżówki napastnik Milanu, Mbaye Niang.

Zdrowsza, obopólnie korzystna relacja z Francją, profesjonalizacja piłki w kraju i szczypta szczęścia – bo pokolenie graczy takich jak Mane i Keita Balde musi się po trosze "trafić" - składają się na najsilniejszą reprezentację w historii Senegalu. O kontynuację dzieła kadry z 2002 ma zadbać kapitan Aliou Cisse, pełniący teraz funkcję selekcjonera. Wódz pamiętający sukces sprzed 16 lat może się wyjątkowo przydać, bo turniejowa drabinka dopuszcza rewanżowe starcie. Jeśli Senegal i Francja wyjdą z grup z innych pozycji (Lwy z pierwszej, a Trójkolorowi z drugiej, bądź odwrotnie) i przejdą etap 1/8, spotkają się w ćwierćfinale. "Rewanż za historię" nabierze kolejnej warstwy znaczeń.

Eryk Delinger