Mundial 2018. Mecz otwarcia znaczy emocje. Nigdy nie było nudno

Dawid Król
14 cze, 01:57
udostępnij
Źródło: sport.tvp.pl
(fot. Getty Images)
Finały mistrzostw świata to najważniejsza piłkarska impreza, nie dziwi więc, że mecze otwarcia z reguły obfitowały w emocje. Nie zabrakło w nich polskiego akcentu. Prześledźmy najciekawsze spotkania w ostatnich latach… i nie tylko. Transmisja otwarcia mundialu od 16:00 w TVP 1, TVP Sport, SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej.

"FOOTROLL" WYBRAŁ SKŁAD NA MUNDIAL. SĄ NIESPODZIANKI

Warto wiedzieć
Od 2006 roku w meczu otwarcia zawsze bierze udział gospodarz turnieju. Wcześniej grał w nich obrońca tytułu. Zmiana wpisywała się w politykę FIFA, która później odebrała zdobywcy złota na poprzednim mundialu pewne miejsce w kolejnych rozgrywkach. Po raz pierwszy taki zespół, czyli Włochy, musiał brać udział w kwalifikacjach przed finałami mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Grad bramek na ostatnim turnieju w Europie
Po raz ostatni mundial gościł na Starym Kontynencie w 2006 roku, kiedy turniej przeprowadzono w Niemczech. Wedle nowej formuły pierwsze spotkanie rozegrali gospodarze, którzy na Allianz Arenie w Monachium podjęli Kostarykę.

Już w szóstej minucie meczu pełną skalę talentu zaprezentował światu Philipp Lahm. Obrońca Bayernu Monachium pięknym strzałem z dystansu pokonał Josego Borrasa. W kilka minut później wyrównał Paulo Wanchope. Niemcy też odpowiedzieli błyskawicznie – bramkę na 2:1 zdobył Miroslav Klose, czyli późniejszy król strzelców turniej.

Miroslav Klose (fot. Getty Images)

Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:2 dla gospodarzy i stało na bardzo wysokim poziomie. Losy zwycięstwa ważyły się do samego końca, bo czwartego gola dla Niemców Torsten Frings strzelił dopiero w 87. minucie. W tej samej grupie występowali wówczas Polacy, którzy z Kostaryką wygrali, ale ulegli Niemcom i Ekwadorowi, co zaważyło na odpadnięciu w grupie.

Pokaz "siły" Canarinhos
Przed czterema laty na Maracanie turniej otworzyły reprezentacje Brazylii i Chorwacji. Gospodarze mieli jeden cel – pokazać, że chcą i mogą wygrać cały turniej. Tak też zrobili, pewnie pokonując Chorwatów 3:1.

W tamtym meczu strzelili zresztą wszystkie gole, bo jedyne trafienie dla Chorwatów zaliczył Marcelo – autor bramki samobójczej. Czas pokazał, że słowiański zespół był jedynym z Europy, który Canarinhos potrafili zdominować w tamtym turnieju. Kolejną drużyną ze Starego Kontynentu, z którą przyszło im się zmierzyć, byli Niemcy w półfinale. Słynne 7:1 pozostaje jedną z największych, o ile nie największą, traumą w historii futbolu w Kraju Kawy.

Marcel Desailly (fot. Getty Images)

Nie ma Zidane’a, nie ma Francji
Mundial w Korei i Japonii był ostatnim, gdy w meczu otwarcia wystąpił zespół obrońców tytułu. Wtedy byli nimi Francuzi – w 1998 roku wygrali turniej u siebie, a bohaterem był Zinedine Zidane. Człowiek, który główkował tak, że Brazylijczyków ścięło z nóg, a Trójkolorowi wygrali w finale 3:0.

Przed mundialem w 2002 roku do drużyny Rogera Lemerre’a napłynęły złe wieści. Zidane doznał kontuzji uda, co sprawiło, że opuścił dwa pierwsze spotkania turnieju. To wystarczyło, żeby Trójkolorowi pożegnali się z finałami mistrzostw świata już w fazie grupowej. W meczu otwarcia doszło do sensacji, gdy reprezentacja jednej z byłych francuskich kolonii Senegalu pokonała faworytów 1:0. Gola na wagę zwycięstwa strzelił Papa Bouba Diop.

Rewanżu nie było. Polski akcent w meczu otwarcia
Polacy w meczu otwarcia zagrali raz – w 1978 roku. Okoliczności były świetne, bo prowadzeni wtedy przez Jacka Gmocha biało-czerwoni musieli zmierzyć się z zespołem Republiki Federalnej Niemiec. Były też warunki, bo drużyna miała duże aspiracje sięgające nawet złotego medalu.

Jacek Gmoch (fot. PAP)

Nie udało się odegrać za przegraną Orłów Górskiego. Wprawdzie Polacy byli zespołem lepszym, tworzyli więcej sytuacji i dłużej byli przy piłce, ale gola strzelić nie potrafili. Mecz zakończył się wynikiem 0:0, a ambicje biało-czerwonych zostały ostatecznie rozwiane w drugiej rundzie, kiedy przegrali w grupie w Argentyną i Brazylią.

Najsłabszy gospodarz nie dał się pokonać
W 2010 roku gospodarz mundialu miał opinię najsłabszego od lat. Nie bez powodu, bo RPA rozgrywki zakończyło na fazie grupowej. Zwiastowano przełom i pierwszą porażkę organizatora turnieju w meczu otwarcia.

W Johannesburgu Republika Południowej Afryki podejmowała Meksyk. Gospodarze nie tylko nie przegrali tego meczu, ale byli nawet bardzo bliscy odniesienia zwycięstwa. W 55. minucie Soccer City owładnęła euforia, bo na 1:0 strzelił Siphiwe Tshabalala. W końcówce bramkę wyrównującą zdobył jednak Rafael Marquez. Trafienie obrońcy w ogólnym rozrachunku "wyrzuciło" RPA z turnieju.