Mundial 2018. Błąd PZPN w przygotowaniach? Rostkowski: Polacy nie zostali przeszkoleni z aktualnych przepisów

MW
20 cze, 12:27 | Polska
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
(fot. TVP Sport HD / Getty)
Polscy piłkarze przegrali we wtorek z Senegalem 1:2 i od porażki rozpoczęli występ na mundialu w Rosji. Zdaniem byłego sędziego międzynarodowego Rafała Rostkowskiego, druga bramka dla rywali została zdobyta w prawidłowy sposób i obnażyła brak wiedzy reprezentantów na temat aktualnych przepisów gry.

Oceny Polaków po meczu z Senegalem: trzy jedynki, a na plus tylko...

Polacy w meczu z Senegalem stracili dwa kuriozalne gole. Jeszcze w pierwszej połowie samobójcze trafienie Thiago Cionka dało rywalom prowadzenie, a tuż po przerwie M'Baye Niang podwyższył wynik – wykorzystał fatalny błąd i brak komunikacji między Janem Bednarkiem a Wojciechem Szczęsnym.

Mundial 2018. Zła passa trwa... Trzecia z rzędu porażka na inaugurację

Drugie trafienie dla Senegalczyków dostarczyło sporo kontrowersji. Zdaniem niektórych reprezentantów, bramka została zdobyta w nieprawidłowy sposób – Niang tuż przed włączeniem się do akcji przebywał poza boiskiem, a prowadzący mecz sędzia Nawaf Shukralla z Bahrajnu pozwolił mu na nie wbiec, gdy piłka zmierzała w kierunku polskiej bramki, tworząc w ten sposób przewagę w ataku. Powtórki pokazały jednak, że arbiter nie popełnił błędu, co w magazynie "Studio Mundial" w TVP Sport wyjaśnił Rostkowski.

Absolutnie nie ma tu żadnej winy sędziego. Nie miał innego wyjścia – jeśli piłkarz jest poza boiskiem w wyniku kontuzji, wymiany butów czy jakiejkolwiek innej, a nie dostał czerwonej kartki i zgłasza, że chciałby wejść, sędzia nie ma powodu, by odmówić. Jedyna okolicznością jest sytuacja, gdy Senegal atakowałby i w tym momencie zawodnik chciałby wejść. Wtedy sędzia nie zgodzi się, żeby nie stworzyć przewagi w ataku. W tej sytuacji piłkę głową zagrywał Michał Pazdan, zawodnik zgłosił chęć wejścia i widać na jednej z powtórek, że sędzia wykonał gest ręką zezwalający na jego powrót. Dopiero po chwili piłkę odbija inny Senegalczyk, ta trafia do Krychowiaka i Niang jest już na boisku. Kiedy Krychowiak nieszczęśliwie podaje piłkę w kierunku własnej bramki, pomijając przy tym Bednarka, wtedy Niang zaczyna biec sprintem. Sędzia nie miał innego wyjścia. Zasłanianie się winą sędziego czy tym, że piłkarze nie widzieli, jest nie na miejscu – uważa.

Rostkowski podkreślił też, że zdarzenie to nie powinno być oceniane jako kontrowersja. – Parę lat temu były wytyczne, że sędzia powinien zgodnie z tzw. duchem gry wyczuć i przewidzieć [zdarzenie]. Tego już nie ma. Jeśli piłkarz chce [wejść na boisko], sędzia nie może kierować się jakimś mitycznym duchem gry, bo duch gry w Polsce jest zupełnie inny niż w Senegalu. Nikt z ekspertów sędziowskich nie może zakwestionować decyzji sędziego, bo przepis jest jasny. W tych okolicznościach piłki nie posiadał Senegal, w związku z czym można było wyrazić zgodę na powrót piłkarza na boisko – powiedział.

Sytuacja z sędziowskiego punktu widzenia jest jednoznaczna, nie jest kontrowersyjna i tak na dobrą sprawę Polacy są sami sobie winni. Nie pierwszy raz w historii – dodał.

Jego zdaniem polscy piłkarze nie poznali wprowadzonych w marcu aktualnych przepisów gry. Rostkowski zasugerował, że PZPN powinien był zatrudnić specjalistę do spraw sędziowskich, który pracowałby z piłkarzami i sztabem kadry. Zamiast tego podczas zgrupowania w Arłamowie kadra przeszła szkolenie w trybie "last minute".

Piłkarze najwyraźniej nie zostali przeszkoleni z aktualnych przepisów gry w piłkę nożną. A warto podkreślić, że sama IFAB, czyli organizacja odpowiedzialna za ustalanie przepisów gry, twierdzi, że przepisy dwa lata temu przeszły rewolucję. Ostatnie zmiany IFAB ogłosiła w marcu tego roku. Było naprawdę dużo czasu [na ich poznanie], nie wiem dlaczego nikt z Kolegium Sędziów nie wysłał instruktora albo nie polecił panu trenerowi Adamowi Nawałce, żeby instruktor sędziowski pracował z reprezentacją na stałe – stwierdził.

Wiem, że piłkarze grają w różnych klubach w różnych krajach, ale można było wysłać materiały przez Internet. Żyjemy w takich czasach, że nie jest to żaden problem. Najwyraźniej nie zostało to zrobione, czego dowodem są liczne wypowiedzi piłkarzy w czasie zgrupowania w Arłamowie czy drugiego trenera pana Bogdana Zająca, czy nawet sędziego Szymona Marciniaka, którzy wszyscy zgodnie przyznawali, że piłkarze byli zaskoczeni tym, jakie zmiany nastąpiły w przepisach gry – dodał.

Fajnie, że takie szkolenie "last minute" się odbyło. Szacunek dla Szymona Marciniaka, że się na to zgodził, bo to też sytuacja dla niego niezręczna i nawet niebezpieczna, bo UEFA raczej nie byłaby zachwycona, że sędzia Elite przygotowuje się do dużego turnieju razem z piłkarzami czołowych klubów europejskich. Dziwne, że nie został zatrudniony do tej pracy instruktor sędziowski FIFA, UEFA czy PZPN. Nawet w Polsce jest wielu ludzi, którzy znają się na przepisach – ocenił Rostkowski.

Podkreślił, że tacy specjaliści pracują w sztabach wielu zagranicznych klubów i reprezentacji. – W wielu związkach narodowych, federacjach i klubach, choćby w lidze hiszpańskiej, są zatrudniani specjaliści do spraw sędziowskich. Najczęściej są to byli sędziowie albo ludzie, którzy są na bieżąco, bo się tym bardzo interesują. Oni są odpowiedzialni za to, by piłkarze, trenerzy, całe sztaby znały przepisy gry, aktualne interpretacje i wszystkie wytyczne dla sędziów. To podstawa – znać reguły gry, którą uprawia się zawodowo. Tak jak zawodowy kierowca musi mieć prawo jazdy, tak zawodowi piłkarze powinni mieć odpowiednią wiedzę. Za to powinny być odpowiedzialne osoby znające przepisy najlepiej, czyli środowisko sędziowskie, a w przypadku PZPN – Kolegium Sędziów – zakończył.