Mundial 2018. Jak bramkarz z sędzią – Jerzy Dudek i Rafał Rostkowski o obronie rzutów karnych

Rafał Rostkowski
03 lip, 19:32
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Danijel Subasić i Jerzy Dudek (fot. Getty Images)
– Im bardziej napastnik zwalniał bieg przed wykonaniem rzutu karnego, tym dalej wychodziłem z linii bramkowej. Sędziowie powinni egzekwować przepisy – powiedział Jerzy Dudek, który najbardziej zasłynął broniąc rzuty karne w finale Ligi Mistrzów.

ROSTKOWSKI: RZUTY KARNE BRONIONE BEZKARNIE

Podczas mundialu w Rosji bramkarze obronili dotychczas 11 rzutów karnych, wszystkie niezgodnie z przepisami, które od dawna są martwe. Bramkarze robią do przodu krok, dwa lub więcej zanim wykonawca karnego kopnie piłkę. Gdy piłka nie wpada do bramki, sędziowie nie reagują, choć zgodnie z aktualnymi przepisami powinni nakazać powtórzenie rzutu karnego i pokazać bramkarzowi żółtą kartkę.

W Polsce nie ma bardziej znanego eksperta od obrony rzutów karnych niż Jerzy Dudek, były bramkarz m.in. reprezentacji Polski, Feyenoordu Rotterdam, Liverpoolu i Realu Madryt. Dudek to bohater finału Ligi Mistrzów w 2005 roku w Stambule. Bramkarz Liverpoolu słynnym "Dudek dance" najpierw zdekoncentrował grającego w AC Milan Brazylijczyka Serginho, który skierował piłkę ponad poprzeczkę, a następnie Polak obronił dwa rzuty karne. Pierwszego wykonał Andrea Pirlo, drugiego – Andrij Szewczenko.

Dzięki Dudkowi Liverpool pokonał AC Milan i wygrał najbardziej prestiżowe rozrywki klubowe w Europie. Oba rzuty karne Polak obronił przed linią bramkową, tak jak wszyscy bramkarze podczas mistrzostw świata w Rosji.

RAFAŁ ROSTKOWSKI, SPORT.TVP.PL: – Sędziowie od zawsze pełnią w piłce nożnej rolę usługową, więc zapytam pana, bramkarza z takim doświadczeniem, co myśli pan o obronie rzutów karnych w meczach mundialu w Rosji? JERZY DUDEK: – Wszyscy znają przepisy i za każdym razem, kiedy dochodzi do rzutów karnych, to wszyscy przypominają te przepisy. Jedni się na nich znają, inni interpretują, że bramkarz może wychodzić z bramki. Kiedyś niektórzy mówili, że bramkarz kompletnie nie może się ruszać przed kopnięciem piłki przez wykonawcę, a przecież bramkarz może się poruszać wzdłuż linii bramkowej. Nie może tylko przed strzałem skrócić dystansu jedenastu metrów. Bardzo rzadko sędziowie decydują się na to, żeby powtórzyć rzut karny. Myślę, że przyczyną jest to, że tak naprawdę na boisku bardzo ciężko jest ocenić, czy moment zrobienia pierwszego kroku przez bramkarza nastąpił wcześniej niż strzał wykonawcy rzutu karnego.

Podczas rzutów karnych po meczu Dania – Chorwacja obaj bramkarze mieli bardzo prostą taktykę. Za każdym razem robili jeden krok do przodu i rzucali się w lewą lub prawą stronę, trochę skracając napastnikowi kąt do oddania strzału. Chodziło o najlepszy "timing", żeby nie dać się położyć i żeby być w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Czasami jest to trudne, żeby zrobić ten ruch na samej linii. Niektórzy bramkarze mają taktykę, też to widziałem, że cofają się w głąb własnej bramki, około pół metra za linię w kierunku siatki i swój pierwszy ruch w celu obrony strzału rozpoczynają stamtąd.

– Rozpędzają się? – Tak, szukają dynamiki i czekają na odpowiedni moment do interwencji. Cofając się za linię, nie dają sędziemu dobrego pretekstu do anulowania obrony. Jak pamiętam swoje interwencje, swoją obronę rzutów karnych, zawsze wyglądało to tak samo. Nigdy nie zaprzątałem sobie głowy, czy ona będzie zgodna z przepisami, skupiałem się na tym, żeby była skuteczna. To mnie interesowało.

– Ale gdyby sędzia nakazał powtórzenie rzutu karnego, to musiałby Pan zmienić sposób obrony. – Nigdy mi się to nie zdarzyło, ale gdyby sędzia nie uznał mojej interwencji i zarządził powtórkę karnego, to przypuszczalnie jeszcze większą presją obdarzyłby tego strzelającego niż mnie.

– Bramkarzom trudno się dziwić, bo robią to, na co sędziowie pozwalają, ale czy jest pan za tym, żeby zmienić przepis o rzucie karnym, żeby wyglądało to inaczej niż obecnie? Czy może jest pan za legalizacją stanu faktycznego, żeby bramkarze nadal mogli bronić metr, czasem dwa lub trzy metry od linii? – Przepis musi być jednoznaczny i powinien być egzekwowany. Nie może być tak, że bramkarze mogą wychodzić do drugiego czy trzeciego metra od bramki. Nie może być też tak, że jeden sędzia patrzy na strzelającego, potem na bramkarza i czasami mu szkoda unieważnić obronę rzutu karnego, albo z innego powodu ignoruje chorągiewkę podniesioną przez sędziego asystenta, który sygnalizuje wyjście bramkarza. Pytanie brzmi: czy wyjście o pół kroku jest tak istotne, żeby powtarzać rzut karny? I trudniejsze: kiedy dokładnie bramkarz zrobił to pół kroku? Czy na pewno za wcześnie? Żeby to sprawdzić, za każdym razem trzeba by odwoływać się do systemu VAR. Czasem dopiero analizując powtórkę telewizyjną można stwierdzić, czy bramkarz przekroczył przepisy i ruszył za wcześnie. Można też w butach bramkarza instalować specjalne czipy sygnalizujące czy opuścił linię bramkową przed kopnięciem piłki. Moim zdaniem to powinno być uregulowane, że bramkarz nie może opuszczać linii bramkowej przed wykonaniem rzutu karnego.

– Czyli jako były bramkarz nie zmieniłby pan przepisu o rzucie karnym ani nie miałby pan pretensji, gdyby sędzia zarządził powtórzenie rzutu karnego, który pan obronił wychodząc z linii krok czy dwa? – Nie, nie miałbym pretensji, bo takie są przepisy. Należy je tylko konsekwentnie egzekwować. Pamiętam swój obroniony rzut karny w finale Ligi Mistrzów w Stambule. Absolutnie pamiętam go jak dzisiaj – jak zamykam oczy, bronię strzał Pirlo wychodząc z linii bramkowej, bo Pirlo bardzo zwolnił. Prawie stanął jeden krok przed piłką, więc ja musiałem utrzymać pozycję, nie mogłem stracić dynamiki, żeby nadal być gotowym do obrony. On prawie stanął przed piłką, ja nie dałem się położyć. Stałem czekając na jego strzał. Andrea zrobił jeszcze jeden krok, więc ja też, żeby przyjąć pozycję do obrony. Pirlo w sumie dwa razy zwolnił przed strzałem, więc ja dwa razy opóźniłem swoją interwencję. W efekcie znalazłem się tam, gdzie obroniłem ten strzał. Czułem, że byłem przed bramką. W momencie, kiedy on oddawał strzał, już wiedziałem, że "z kroka" nie może mocno strzelić, więc miałem ułatwioną interwencję. W tym momencie byłem już chyba dwa metry przed linią. Jak obroniłem tę piłkę, to od razu wiedziałem, że jeśli spojrzę na sędziego i popatrzę mu prosto w oczy, to w ten sposób powiem mu, że nie jestem pewien swojej interwencji. Dlatego szybko się odwróciłem, uniosłem ręce do góry i pokazałem, że jestem pewien. W ten sposób uciąłem wątpliwości, które gdzieś tam przez głowę sędziego pewnie przeszły. Zachowałem się tak, ponieważ wiedziałem, że moja interwencja była – powiedzmy – na granicy akceptowalności. Gdybym spojrzał na arbitra i zapytał wzrokiem "powiedz mi, jak było z tą moją obroną", sędzia pewnie nakazałby Pirlo wykonać rzut karny ponownie. Aczkolwiek to są tak duże emocje, takie ułamki sekund, że sędzia miał bardzo trudne zadanie, żeby podjąć w takiej sytuacji odpowiednią decyzję.

– To ciekawe, bo wskazuje pan na związek przyczynowo-skutkowy między zachowaniem wykonawcy rzutu karnego a wyjściem bramkarza z bramki. Pana zdaniem, jeśli sędziowie tolerują nagłe i wyraźne zwolnienie biegu wykonawcy rzutu karnego tuż przed kopnięciem piłki, to powinni też tolerować przedwczesne wyjście bramkarza? – Tak, trzeba pilnować obu bezpośrednich uczestników rzutu karnego, strzelca i bramkarza, bo ich reakcje często są od siebie uzależnione. Jeżeli napastnik rozpędza się i biegnie bardzo szybko, to bramkarz wie, że też musi interweniować bardzo szybko, bo strzał może być mocny. Jeżeli wykonawca zwalnia i opóźnia oddanie strzału, to bramkarz też musi opóźnić swoją interwencję. Aby nie stracić dynamiki czy czasem nawet równowagi, bramkarz robi krok do przodu lub więcej. To naturalne i trudno bramkarzowi tego nie robić, jeśli chce zachować szansę na obronę. Tylko skrupulatne egzekwowanie przepisów przez sędziów mogłoby to zmienić.

Rafał Rostkowski
– były sędzia główny i sędzia asystent, sędziował m.in. w Ekstraklasie w latach 1991-2017, UEFA 1997-2017, FIFA 2001-2017.
Rafał Rostkowski na Facebooku