Mundial 2018. Rostkowski o reakcji Marciniaka: VARto czytać ze zrozumieniem

Rafał Rostkowski
06 lip, 14:45
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Szymon Marciniak (fot. Getty)
Mundialowe decyzje naszego arbitra ocenili jako złe m.in. byli sędziowie Premier League i FIFA, Mark Clattenburg i Mark Halsey. Clattenburg to sędzia finału Ligi Mistrzów i finału Euro 2016, kolega i pracodawca Szymona Marciniaka w Arabii Saudyjskiej.

Jasny i oczywisty problem z VAR

Szwedzka prasa niepodyktowanie karnego w meczu z Niemcami nazwała "kradzieżą w biały dzień". Mimo fali hejtu i krytyki, Szymona nie bronił i nie tłumaczył w mediach nikt z PZPN – ani rzecznik Kolegium Sędziów, bo takiego związek wciąż nie zatrudnił, ani szef Kolegium Sędziów, który dyplomatycznie zamilkł. A teraz uwaga: pretensje Szymon ma do mnie. Na dodatek za słowa, których nie powiedziałem ani nie napisałem. Szkoda, że tego nie sprawdził.

Przed mistrzostwami świata w Rosji trzymałem kciuki za Szymona i jego zespół – mówiłem o tym publicznie wiele razy. Udzielał mi się jego przedmundialowy optymizm, który prezentował w licznych wywiadach. Udzielił ich chyba najwięcej ze wszystkich sędziów mundialu. Był w nich dosyć konsekwentny i pewny siebie. Nie ukrywał znakomitych relacji z Pierluigim Colliną, szefem Komisji Sędziowskich FIFA i UEFA, więc nie wątpiłem, że ma solidne podstawy do optymizmu i wiary w ćwierćfinał, a może nawet półfinał. O półfinale mówili też jego najbliżsi współpracownicy. Nie mówiliby tego głośno i dziennikarzom, gdyby nie mieli szczerej nadziei lub wiedzy.

"O ile to był błąd" W czasie mundialu nie wspominam o drobnych błędach czy mało istotnych sytuacjach. Mówię o decyzjach ciekawych lub ważnych i głośnych kontrowersjach, bo taka jest rola eksperta, ale staram się eksponować pozytywy. Szczególnie podkreślałem je w pracy Szymona Marciniaka, Tomasza Listkiewicza i Pawła Sokolnickiego. Bo to Polacy, bo znajomi, bo wszyscy chcą wiedzieć, jakimi naprawdę są sędziami na tle światowej czołówki. W różnych miejscach wyrażałem opinię, którą umieściłem też w tytule tekstu dla portalu SPORT.TVP.PL: "Sędziowanie Polaków? Bardzo dobre z minusem". Taki był sens wszystkich moich wypowiedzi, jakich udzieliłem paru telewizjom, stacjom radiowym i dziennikarzom piszącym w Internecie lub prasie. W czasie mundialu chyba tylko Michał Listkiewicz powiedział publicznie o Szymonie więcej dobrego niż ja.

Początkowo starałem się bronić decyzji Szymona, także tej, którą podjął w meczu Niemcy – Szwecja. Nie widząc jeszcze dobrej powtórki, w przerwie meczu powiedziałem w programie na żywo: "O ile w ogóle to był błąd". Gdy zobaczyłem powtórkę dowodzącą, że Szwedom należał się rzut karny, zastanawiałem się głośno, czy nie zawiódł VAR, choć przecież VAR jest tylko od naprawiania błędów, a nie od wyręczania sędziów. Wskazywałem na prawdziwe lub możliwe okoliczności podejmowania kluczowych decyzji. Miałem wtedy nadzieję, że Szymon nie naprawił błędu tylko dlatego, że nie pomógł mu w tym właśnie VAR. Chyba wszyscy życzliwi Polacy mieli taką nadzieję. Jednak wielu ekspertów skrytykowało go za tę decyzję, bo obiektywnie i merytorycznie nie można jej obronić.

"Broni go pan za bardzo" Reakcje na moje komentarze były różne. Poza Szymonem – który podobno zgłasza pretensje, bo zmieniłem pracę i zostałem ekspertem telewizyjnym – nikt nie zarzucił mi zbyt ostrej krytyki. Wiele osób chwaliło merytoryczne i obiektywne podejście do tematu. Głosy krytyki, które do mnie docierały, dotyczyły tylko przesadnej – zdaniem niektórych – obrony Szymona. Mówili mi o tym znani piłkarze, cenieni trenerzy, niektórzy sędziowie i nawet dziennikarz. "Broni go pan niesłusznie" – usłyszałem.

Cóż, być może broniłem Szymona trochę za bardzo. Jeszcze rok temu sam sędziowałem, więc być może nie zdążyłem nabrać dystansu i zbyt mocno współczuję sędziom, gdy trafiają im się pechowe sytuacje. Łatwo jest chwalić, gdy wszystko jest w porządku – trudniej oceniać, zwłaszcza na żywo, gdy zdarzy się błąd i nie ma pewności, dlaczego został popełniony i dlaczego nie został naprawiony. Wątpliwości zawsze staram się rozstrzygać na korzyść sędziów, stosując domniemanie niewinności. Wiedzą to też sędziowie, których oceniałem w Polsce. Takie podejście to zdrowy fundament wszystkich cywilizowanych społeczeństw. Lepiej komuś coś odpuścić niż niesłusznie skrytykować, coś zarzucić czy ukarać.

Wydaliśmy miliony, korzystać z VAR! Broniłem więc Szymona zgodnie z sumieniem i wiedzą. Przez 30 lat sędziowałem z gwizdkiem albo chorągiewką różne mecze. Przez 27 sezonów występowałem w Ekstraklasie, 20 lat sędziowałem spotkania międzynarodowe. Pracowałem z najlepszymi polskimi sędziami – poza jednym, ze wszystkimi, którzy prowadzili mecze Ligi Mistrzów. Sędziowałem mecze aktualnym mistrzom świata, Europy, Azji i Afryki. Sędziowałem też mecze Ligi Mistrzów, jeden z nich z Szymonem. Brałem udział w wielu kursach FIFA i UEFA. To wszystko sprawia, że mam dużo pokory i szacunku dla pracy kolegów. Dlatego też od wielu lat byłem za tym, żeby sędziowie mogli korzystać z powtórek wideo. Od 2002 roku mówiłem o tym głośno, a od 2010 również publicznie, w mediach. Kiedy w 2016 roku IFAB i FIFA ogłosiły rozpoczęcie eksperymentu z powtórkami wideo, cieszyłem się, bo było dla mnie jasne, że to najważniejsza zmiana w historii przepisów gry w piłkę nożną.

Eksperyment się udał, VAR jest na mundialu. FIFA nie po to wydała wiele milionów dolarów na ten system, liczne szkolenia i dodatkowych sędziów, aby sędziowie nie korzystali z powtórek wideo, gdy zdarzy się poważny błąd. Gdy w pierwszej części mundialu okazało się, że termin "jasny i oczywisty błąd" sędziowie interpretują inaczej niż cały piłkarski świat, włącznie z władzami FIFA, do władz sędziowskich szybko został wysłany sygnał, że arbitrzy mają używać systemu VAR częściej i naprawiać kluczowe błędy, które mogłyby wypaczyć przebieg lub wynik meczu.

Brak dowodów, są poszlaki Sędziowie obecni we Francji nieco inaczej relacjonują niektóre meczowe wydarzenia. Wiadomo, każdy broni swego, również sędziowie asystenci wideo nie chcą brać na siebie cudzych błędów. Słuchałem, czytałem, ale nie zmieniało to moich ocen, bo liczy się obraz i dowody. Dlatego nadal brałem pod uwagę możliwość, że VAR nie podał Szymonowi pomocnej dłoni. Po paru dniach przestałem w to zbytnio wierzyć – z kilku powodów. FIFA przestała wyznaczać Szymona do meczów w jakiejkolwiek roli, choćby sędziego technicznego lub VAR. Francuz Clement Turpin, który w meczu Niemcy – Szwecja był sędzią asystentem wideo (VAR), został za pracę pochwalony i następnego dnia wyznaczony w tej samej roli w meczu Urugwaj – Rosja. Włoski dziennik "La Gazzetta dello Sport" napisał, że polski sędzia w meczu Niemcy – Szwecja nie podyktował rzutu karnego i nie użył systemu VAR ("non usa VAR"). Pierluigi Collina w czasie konferencji prasowej przyznał, że niektórzy sędziowie tak bardzo przywykli do tego, że sami podejmują decyzję, że mają problem z właściwym używaniem systemu VAR. Należy go wykorzystywać dla naprawiania błędów, a nie używać tylko dla obrony boiskowej decyzji.

Po publikacji włoskiej gazety "Arbiter Cafe" zamieścił na Twitterze jej skan i tweet o treści: "La Gazzetta dello Sport: FIFA uważa, że popełnione zostały trzy ewidentne błędy – brak rzutów karnych dla Serbii, Szwecji i Anglii. Sędziowie mieli zignorować VAR i za karę zostaną odesłani do domu. Niestety, w tym gronie jest także Szymon Marciniak". Konto "Arbiter Cafe" jest dosyć popularne, więc wiadomość szybko się rozniosła. W odpowiedzi Robert Sibiga, sędzia amerykańsko-kanadyjskiej ligi MLS, mający doświadczenie z systemem VAR dużo większe niż wielu sędziów mistrzostw świata w Rosji, napisał : "Jeśli dostał i zignorował to niestety muszą być konsekwencje. Nie da się w dzisiejszej piłce, mając technologię VAR >wiedzieć lepiej<...”. Napisałem, że całkowicie się z nim zgadzam. "Nie rozumiem, jak można ignorować podpowiedzi sędziów asystentów wideo mających dostęp do ujęć ze wszystkich kamer" – tak uważam. „Jeśli było tak, jak pisze "Gazzetta", to niedobrze" – powiedział Michał Listkiewicz w wypowiedzi dla portalu Onet.pl. Mimo to czekaliśmy jeszcze na obsadę w trzecim meczu, bo "może jednak", bo przecież "ogólnie sędziował bardzo dobrze", bo "tylko ta jedna sytuacja"...

Nie ignorujmy VAR i znaczenia słów Słowo "ignorować" ma konotację jednoznacznie negatywną, dlatego akurat ja nie używałem tego słowa w trybie twierdzącym w bezpośrednim odniesieniu do naszego sędziego. Zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego PWN "ignorować" znaczy "celowo nie zauważać, nie brać pod uwagę". Nie chciałem Szymona krytykować bez dowodu, że zignorował VAR, bez pewności, że to jego wina, dlatego mówiłem i pisałem, że "nie skorzystał z systemu VAR". Ten sam słownik na pierwszym miejscu podaje następujące znaczenie tego słowa "skorzystać": "odnieść korzyść z czegoś". Słowa mają swoje znaczenie, więc warto czytać ze zrozumieniem. Szymon może w jakiś niewidoczny dla wszystkich sposób użył systemu VAR, może zamienił kilka słów z sędzią asystentem wideo, ale z pewnością nie skorzystał z systemu VAR w najbardziej oczywisty i oczekiwany sposób: nie pobiegł do monitora, nie obejrzał powtórki i nie zmienił decyzji. Mógł to zrobić, ale nie skorzystał z okazji, czyli nie skorzystał z systemu VAR. Takie są fakty. Reszta to przypuszczenia, opinie, spekulacje czy sprzeczne relacje różnych osób, z których każda stara się bronić siebie lub kolegi.

Szymon żadnej widocznej korzyści z VAR-u nie odniósł, bo nie zmienił złej decyzji na dobrą i naraził się na międzynarodową krytykę. Gdyby użył systemu VAR i z niego skorzystał, byłby pewnie chwalony za zmianę decyzji, tak jak chwaleni byli sędziowie Bjorn Kuipers z Holandii, Milorad Mazić z Serbii i Damir Skomina ze Słowenii. Wszyscy użyli systemu VAR i skorzystali z niego we właściwy sposób, zmieniając złe decyzje na dobre. Wszyscy nadal są w Rosji – Kuipers i Mazić zostali wyznaczeni do sędziowania meczów ćwierćfinałowych. Kuipers poprowadzi spotkanie Szwecja – Anglia, Mazić będzie sędzią meczu Brazylia – Belgia.

Kurtyna podnosi się, opada I właściwie na tym należałoby poprzestać – na merytorycznej ocenie sytuacji. Nie wracałem już do tej sprawy, bo uznałem, że było-minęło i lepiej spuścić kurtynę po tamtym meczu. Jednak kurtynę podniósł Szymon, który pokazał, że się obraził i czuje się pokrzywdzony. Wyraził ogromne niezadowolenie, że ośmieliłem się opublikować słowa, których on nie zatwierdził lub się z nimi nie zgadza, a w ogóle to jego zdaniem było inaczej. Zgadza się chyba tylko to, że popełnił błędy w ważnych sytuacjach i że wrócił do Polski wcześniej niż się spodziewano.

Pretensji nie kieruje do hejterów, do FIFA, Colliny, Clattenburga, Halseya, sędziów VAR i szwedzkiej prasy, lecz do mnie. Za to, że wykonuję pracę niezgodnie z jego oczekiwaniami i za zdanie, którego akurat ja nie wypowiedziałem ani nie napisałem. Do mnie, bo Polak, bo znajomy, bo mówi i pisze w Polsce, bo może mógłby przemilczeć, tak jak nadal przemilcza się niewygodne sprawy w polskiej piłce nożnej. Pardon, ale są granice, których nie zamierzam przekraczać.

Kolega ma pretensje, że wypowiadam się o nim, choć byłem sędzią. Szymon był piłkarzem, teraz jest arbitrem i musi pokazywać kartki. Także kolegom, bo taką ma pracę, a koledzy muszą to zrozumieć. Ekspertami w mediach jest wielu byłych sędziów – oceniają kolegów, bo taką mają teraz pracę. Są w tym gronie znajomi i nieznajomi Szymona: Howard Webb, Mark Clattenburg, Mark Halsey, Dermot Gallagher, Keith Hackett, Errol Sweeney, Glenn Turner, Stefan Johannesson, Urs Meier, Markus Merk, Eduardo Iturralde González, Rafa Guerrero i wielu innych. W Polsce też było wielu arbitrów, którzy oceniali lub komentowali decyzje kolegów w telewizji lub innych mediach. Szymon również pozwalał sobie na ocenianie kolegów, ale teraz ma problem z przyjmowaniem krytyki.

Z wypowiedzi Szymona bije gorycz, ale jest silny, więc pewnie wkrótce się z tego otrząśnie. Przyjdzie czas na wnioski. Może na przykład taki, że nie warto tak dużo mówić, gdy tak dużo się przemilcza.

Rafał Rostkowski – były sędzia główny i sędzia asystent, sędziował m.in. w Ekstraklasie w latach 1991-2017, UEFA 1997-2017, FIFA 2001-2017.
Rafał Rostkowski na Facebooku

Krytyka Marciniaka wynika z nieznajomości protokołu VAR