Mundial 2018. "Piłkarzyk", co nie gryzie się w język. Pokrętne losy Artioma Dziuby

Radosław Przybysz
07 lip, 07:00 | Rosja
udostępnij
Źródło: Sport.tvp.pl/ESPN
Artem Dziuba (fot. Getty)
Unaia Emery’ego nazwał szaleńcem. Publicznie kpił ze Stanisława Czerczesowa, a dziś mu salutuje. Nie znoszą go w klubie, którego jest wychowankiem. Wiosnę spędził w podrzędnym Arsenale Tuła, a na mundialu jest jednym z najlepszych napastników. Droga Artioma Dziuby na szczyt nie była prosta. Ale za to jaka ciekawa!

Trzy pokolenia golkiperów. Sukces Rosjan wykuty przez bramkarzy

Gole dla Rosji na mundialu mieli strzelać Aleksandr Kokorin i Fiodor Smołow. Ale Kokorin – wiecznie młody, zdolny – wiosną zerwał więzadła krzyżowe i na mundial nie pojechał. Smołow owszem, pojechał, ale formę strzelecką zostawił w Krasnodarze. Zagrał słabo na inaugurację mistrzostw z Arabią Saudyjską, a Dziuba, który wszedł za niego na boisko, strzelił gola, spisał się bardzo dobrze i miejsca w składzie nie oddał do dziś. W drugiej kolejce, z Egiptem najpierw tak wywierał presję na rywalu, że ten wpakował piłkę do własnej bramki, a potem sam trafił po efektownym przyjęciu piłki na klatkę. Trzeciego gola strzelił Hiszpanii, z rzutu karnego. Wcześniej, w sezonie 2017/18 dwukrotnie podchodził do karnych w lidze. Oba zmarnował.

"Dziubinho", jak pieszczotliwie mówią o nim kibice w Rosji, to taki piłkarz i człowiek, który najlepiej czuje się w grze o wysoką stawkę. Kiedy musi udowodnić całemu światu, że stać go naprawdę na wiele. Bycie solidnym przez cały rok jest nudne. A Dziuba nie znosi nudy. Nieraz źle na tym wychodził.

Powinien w ogóle cieszyć się, że dostał powołanie na mundial. Niejeden selekcjoner bardziej pamiętliwy od Stanisława Czerczesowa obraziłby się na Dziubę za to, co napastnik wywinął przed rokiem, podczas Pucharu Konfederacji. Najpierw wykręcił się przed powołaniem tłumacząc się problemami ze zdrowiem ("Nie chcę zabierać komuś innemu miejsca w składzie, bo nie jestem w stu procentach gotowy"), a potem, gdy Rosja nie wyszła z grupy, nie krył radości wrzucając na Instagram filmik, na którym razem z Kokorinem nabijają się z wąsów Czerczesowa, jednoznacznym gestem podkładając dłoń wskazujący pod nos. Dziś dłoni nie przykłada już pod nos, tylko do czoła, salutując selekcjonerowi po kolejnych golach, a wąsy byłego trenera Legii zmieniły się w kraju z obiektu żartów w modny symbol zwycięstw.



Dobrze dogadywał się z poprzednikiem Czerczesowa, Leonidem Słuckim (ale w trzech meczach na Euro 2016 nie strzelił żadnego gola), za to Fabio Capello nie akceptował jego luźnego usposobienia i pomijał przy powołaniach.

Kariera klubowa Dziuby też bynajmniej nie przebiega wzorcowo. Jest wychowankiem Spartaka Moskwa. Zadebiutował w nim wcześnie, w wieku 18 lat. Ale w kolejnych sezonach dostawał niewiele szans i praktycznie nie strzelał w goli, więc wysyłano go na wypożyczenia. Najpierw dwukrotnie na Syberię, do Toma Tomsk, a później – również dwa razy – do Rostowa. W słabszych klubach spisywał się lepiej niż w Spartaku, który też kilka razy dał mu szansę rozegrania pełnych sezonów w Moskwie.

Tak było np. w sezonie 2012/13, gdy drużynę prowadził Unai Emery. Kilkumiesięcznego pobytu w Rosji Hiszpan nie będzie dobrze wspominał. Odszedł w niesławie po przegranej 1:5 w derbach z Dynamem. Gdy po meczu dziennikarze zapytali Dziubę o przyczynę tak bolesnej porażki, ten odparł: – Zapytajcie naszego trenerishkę. "Trenerishka" to nieistniejące słowo, które można przetłumaczyć jako obraźliwe określenie bardzo słabego, małego trenera, kogoś bez pojęcia o futbolu. Wyrażenie to na długo przylgnęło do Dziuby. Spotkała go krytyka za to, jak wypowiedział się o swoim przełożonym i choć następnego dnia Emery’ego zwolniono, to napastnika jeszcze przez lata nazywano… "igrochishką", czyli "piłkarzykiem." Na con sam Dziuba reagował z uśmiechem, zresztą jak zawsze na krytykę.

Zdania o swoim byłym trenerze jednak nie zmienił. – To nie jest zły szkoleniowiec, ale jako człowiek… Powiedzmy, że ma bardzo skomplikowaną osobowość. Możecie zresztą zapytać piłkarzy Sevilli. To śliski typ, niezrównoważony emocjonalnie, czasem nawet szalony. Mówi ci, że jesteś najlepszy na świecie, a następnego dnia sadza cię na ławce – tak opisywał Hiszpana przed dwoma laty.

Artiom Dziuba w 2014 roku (fot. Getty)

Emery przeniósł się do Sevilli, z którą trzy lata z rzędu wygrywał Ligę Europejską, potem został mistrzem Francji z PSG, a dziś zaczyna pracę w Arsenalu Londyn. Wyszło więc na jego. Dziuba ostatnie pół roku też spędził w Arsenale, ale.. Tuła. Klub z półmilionowego miasta oddalonego o dwie godziny drogi z Moskwy wypożyczył piłkarza zimą po kolejnej bezowocnej rundzie w Zenicie St. Petersburg. I chyba obie strony nie żałują. "Dziubinho" był największą gwiazdą Arsenału, strzelił dla niego sześć goli w 10 meczach, a sam odbudował formę i pokazał się selekcjonerowi przed mundialem.

Pod koniec kwietnia, w 27. kolejce do Tuły przyjechał Zenit. W umowie wypożyczenia widniał zapis, zgodnie z którym Arsenał musiał zapłacić 120 tysięcy euro, jeśli chciał, żeby Dziuba zagrał w tym meczu. Piłkarz zaoferował się, że sam spłaci połowę tej kwoty, byle tylko mógł stanąć naprzeciw Roberto Manciniego, który dał mu niewiele szans jesienią. I dopiął swego. W 88. minucie strzelił gola na 3:3, który w praktyce pozbawił Zenit marzeń o miejscu dającym eliminacje Ligi Mistrzów.

Jaka będzie jego sytuacja w Petersburgu po mundialu? Najwięcej znów pewnie będzie zależało od relacji, jakie wypracuje z nowym trenerem, Siergiejem Siemakiem. Na pewno nie ma czego szukać z powrotem w Spartaku. W Moskwie spalił za sobą mosty, gdy w 2015 roku odrzucił dobrą ofertę przedłużenia kontraktu i wybrał jeszcze większe zarobki u rywala z północy.

Poza Spartakiem lubi go jednak cała Rosja. Blisko dwumetrowy piłkarz jest wiecznie uśmiechnięty i wyluzowany, a dziennikarze zawsze mogą liczyć na ciekawe, niebanalne wypowiedzi z jego strony. – Ta otwartość często odbijała mu się jednak czkawką, gdy najpierw coś powiedział, a potem pomyślał – przyznał w rozmowie z ESPN dziennikarz "Sport Expressu" Filipp Papienkow. – Udany mundial może jednak poprawić wizerunek. Być może przestanie już być postrzegany jako ten dziwny, wesoły gość z niewyparzonym językiem.