Mundial 2018. Co wiadomo, a czego nie? To tajemnice mundiali…

Wojciech Koerber
09 lip, 16:30
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
(fot. Getty)
Kradzież Złotej Nike, zabójstwo Escobara, doping Maradony i sprawa Gadochy – piłkarskie mistrzostwa świata to także księga przestępstw i zagadek do dziś nierozwiązanych.

Legendy Spartaka, wrogowie Berii. Historia braci Starostinów

Kiedy 1 grudnia 2017 roku poznaliśmy grupowych rywali, starsi kibice z miejsca zaczęli wspominać bodaj najbardziej zbrodnicze wydarzenie w historii futbolowych mistrzostw świata.

Mówisz – Kolumbia, myślisz – Escobar. Andrés Escobar. W finałach mistrzostw świata w USA (1994) strzelił samobójczego gola w przegranym spotkaniu z gospodarzami imprezy. Kolumbijczycy ulegli Amerykanom 1:2, a że mieli już porażkę z Rumunią (1:3), byli bez szans na wyjście z grupy. Historia tego zabójstwa została już jednak opisana na wszystkie sposoby.

Dobry Mina do dobrej gry
Na rosyjskich boiskach postacią skupiającą uwagę w kolumbijskiej jedenastce, a przy okazji prześladowcą naszej, okazał się blisko dwumetrowy Yerry Mina, potrafiący główkować na wysokości pierwszego piętra. Wtedy, w USA, plac gry też przypominał pole minowe – gdy tylko wybiegali nań Kolumbijczycy.

Już po inauguracyjnej porażce z Rumunią do hotelu zamieszkałego przez drużynę zadzwonił ojciec Luisa Fernando Herrery z informacją, że ktoś zastrzelił jego brata. Z kolei obrońca Jaime Gabriel Gomez otrzymał pogróżki przed dramatyczną, jak się później okazało, potyczką z USA. Dlatego zrezygnował z gry przeciw gospodarzom imprezy. Teraz o zdrowie swoje i rodziny obawia się Carlos Sanchez.

32-letni obrońca zobaczył czerwoną kartkę za zagranie ręką na początku przegranej potyczki z Japonią, z kolei w przegranym meczu 1/8 finału z Anglią zapewnił rywalom rzut karny, wykorzystany przez Harry’ego Kane’a. Sanchez był nękany pogróżkami, co akurat zbiegło się z 24. rocznicą śmierci Escobara. Oby historia nie chciała się powtórzyć…

Pies marynarza
Tajemnicą mundialu, jak w piosence Bohdana Łazuki, pozostaną losy Złotej Nike, zwanej też później Pucharem Julesa Rimeta. Przechodnia nagroda wręczana mistrzom świata ginęła i znajdowała się, niekiedy wyglądając na oryginał, a niekiedy na… replikę. Wykonawcą statuetki ze skrzydlatą boginią zwycięstwa – wysokość 32 cm, waga 3,8 kg – był Francuz Abel Lafleur. U dołu znajdował się napis "Coupe du Monde de Football", natomiast na bocznych ściankach grawerowano nazwy drużyn triumfujących od 1930 roku. Między kolejnymi finałami znajdowała się u aktualnych mistrzów.

W czasie II wojny światowej statuetkę ukryła przed nazistowskimi Niemcami… teściowa włoskiego wiceprezydenta FIFA, Ottorina Barassiego. Skryła ją pod łóżkiem, w pudełku na buty. Jak się domyślamy, znając nieco kobiece słabostki, pewnie w jednym z pudełek na buty. Może właśnie dlatego żołnierze Trzeciej Rzeszy nie dokopali się do niej, choć w mieszkaniu należącym do teściowej prezesa włoskiej federacji piłkarskiej spędzili kilka godzin.

W 1954 roku Niemcy znaleźli wreszcie drogę po Złotą Nike, jednak nie dzięki wojsku, a dzięki piłkarzom. W finale szwajcarskiego turnieju pokonali Węgrów 3:2, choć już po ośmiu minutach przegrywali 0:2, po golach Puskasa i Czibora. Dzięki temu przez cztery kolejne lata statuetka zwiedzała miasta Republiki Federalnej Niemiec.

A gdy została wystawiona publicznie, biegli w temacie dostrzegli, iż jest o kilka centymetrów wyższa od pierwowzoru. Działacze FIFA tłumaczyli, że to tylko efekt renowacji, jakiej została poddana. Fakt jest jednak faktem, że według części historyków to właśnie w latach 1954-1958 mogła powstać kopia nagrody, natomiast oryginał trafił w prywatne ręce. Jeśli tak, zapewne już się nie dowiemy, gdzie jest dziś skrywany.

W 1966 roku do podjęcia finalistów mistrzostw świata szykowali się Anglicy. Na kilka tygodni przed rozpoczęciem imprezy zaginął Puchar Rimeta. Poszukiwania trwały kilka dni, aż w końcu zguba, zapakowana w gazetę, odnalazła się w żywopłocie, w południowej części Londynu. Znalazł ją kundelek o imieniu Pickles, z miejsca stając się bohaterem bulwarowej prasy.

Na spacerek wyszedł z marynarzem Davidem Corbettem, który po zgłoszeniu sprawy na policję stał się głównym podejrzanym. Miał twarde alibi, więc dostał 6 tysięcy funtów i zaproszenie na finałowe spotkanie. Z Picklesem, rzecz jasna!

Piłkarze reprezentacji Niemiec podczas mistrzostw świata 1954. (fot. Getty)

Puchar na wynos
Kiedy w 1970 roku Brazylijczycy wywalczyli po raz trzeci mistrzostwo świata (wcześniejsze tytuły – 1958 i 1962), otrzymali zgodnie z obowiązującym regulaminem statuetkę na własność. Cieszyła ich oczy 13 lat – w 1983 roku została skradziona z budynku tamtejszej federacji piłkarskiej, chronionego 24 godziny na dobę. Prezes wielokrotnie odwoływał się publicznie do sumienia złodziei, no ale, jak powszechnie wiadomo, ci fachowcy sumienia nie mają.

Brazylijczycy zrobili sobie zatem replikę, a dziś triumfatorzy mistrzostw świata otrzymują Puchar Świata FIFA, stworzony przez Włocha Silvio Gazzanigę globus unoszony przez dwóch piłkarzy. Nagroda jest własnością Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej, po finałowych spotkaniach dostaje się w ręce kapitana zwycięskiej drużyny, ale nigdy nie stanie się własnością żadnego z krajów. A co jest dziś cennym oryginałem, co podłą fałszywką – tego nie wie nikt, jak w piosence Łazuki…

Proszek Diego
Kiedy zawodowi koszykarze z ligi NBA szykowali się do debiutu w igrzyskach olimpijskich w Barcelonie (1992), podstawowy warunek ich udziału był następujący – w przeciwieństwie do wszystkich innych uczestników tej równie pięknej, co mundial imprezy, mieli zostać wyłączeni z licznych kontroli antydopingowych.

To był policzek dla olimpizmu, po którym baron de Coubertin pewnie się w grobie na chwilę ocknął. Futbol? Z pozoru przestrzega ślubów czystości, choć wielokrotnie był posądzany o to, że jest wyjęty spod prawa. Bo to nie tylko dyscyplina sportu, ale też gałąź przemysłu. Bo to tak wielki biznes, że na pewne przewinienia przymyka się oko. Czy tak?

Pseudoefedryna, metyloefedryna, nonpseudoefedryna i fenylopropanoloamina. W 1994 roku, podczas turnieju w USA, listę takich niedozwolonych pochodnych efedryny, i ten specyfik także, znaleziono w organizmie – jak się okazało, nie do końca boskiego - Diego Maradony. As Argentyny został wylosowany do kontroli po wygranej z Nigerią (2:1). Wcześniej pomógł pokonać Grecję (4:0), wpisany przy okazji na listę strzelców.

Wyrzucili mnie z futbolu, odcięli nogi, a duszę złamali – żalił się wówczas mediom, relegowany z najpiękniejszej piłkarskiej imprezy. Liczył już sobie wówczas 34 lata i potrzebował "boskiej" ingerencji, by odzyskać sprawność fizyczną. W tamtym roku nie grał de facto od stycznia, gdy skonfliktowany z trenerem i szefostwem klubu odszedł z Newell’s Old Boys.

Przy pomocy niedozwolonych środków zdołał się doprowadzić do stanu, który pozwalał mu pokazać chociaż przebłyski geniuszu na czwartym w karierze mundialu. W 1986 roku doprowadził Argentynę do mistrzostwa świata, a cztery lata później do ponownego finału z RFN-em, tym razem przegranego.

Maradonę przyłapano już w 1991 roku na zażywaniu kokainy. Kosztowało go to 15 miesięcy zawieszenia. Gdy wpadł podczas MŚ w USA, początkowo przyjął linię obrony zdziwionego i zszokowanego niesprawiedliwością świata sztangisty lub kolarza.

Diego Maradona podczas mistrzostw świata w 1970 roku. (fot. Getty)

Miałbym brać zakazane substancje? To absurd. Zwłaszcza że graliśmy w upale, w trudnym klimacie. Dopingowanie się mogłoby doprowadzić do tragedii. Przysięgam na życie córek, nie brałem żadnego dopingu – przekonywał zaraz po ogłoszeniu wyników trefnych testów.

Niedługo później, gdy przespał się z problemem, wyznał jednak, że – za zgodą lekarza reprezentacji – sięgnął po środek ripped fuel, mający pomóc w zrzuceniu balastu kilogramów. Problem polegał na tym, że w Argentynie specyfik nie zawierał efedryny, a w USA, niestety, już tak.

Choć Maradona mógł mieć pretensje wyłącznie do siebie, wolał je kierować w stronę FIFA. – Potrzebowali mnie, żeby zapełnić stadiony. Może myśleli, że gruby Maradona będzie wszystkich bawić. Przestraszyli się jednak, gdy zobaczyli, jak się prezentuje Argentyna. Zagralibyśmy w finale z Brazylią i wygralibyśmy. No to natychmiast przestałem być potrzebny – krzyczał, jak to do dziś ma w zwyczaju.

Teraz w Rosji, dokąd został zaproszony jako gość specjalny przez… FIFA, też już dał o sobie znać – m.in. pokazaniem środkowego palca. Według brytyjskich mediów otrzymuje za każdy dzień pobytu w kraju Władimira Putina 10 tysięcy dolarów i jest to część programu wdrażanego przez prezydenta FIFA, Gianniego Infantino. Chodzi o to, by gwiazdy sprzed lat świadkowały wschodzeniu gwiazdeczek. Ci, którzy śledzili spotkania Argentyny, świetnie wiedzą, jak często realizator pokazywał żywo reagującego, ale i śpiącego Maradonę, z zegarkami na obu rękach. Czyli jednak… wykorzystuje go ta FIFA. Ale i utrzymuje.

Cud w Bernie
W 1954 roku RFN sensacyjnie ograł w finale szwajcarskiego turnieju Węgrów 3:2, jak już o tym wspominaliśmy. Z czasem zaczęto nazywać tę wiktorię cudem w Bernie. Dlaczego? Wielka drużyna z Sándorem Kocsisem i Ferencem Puskásem przystępowała do finału jako niepokonana od 31 spotkań. Ba! Wcześniej, w fazie grupowej imprezy, rozbiła Niemców 8:3. A w finale uległa 2:3, choć po kilku minutach prowadziła 2:0.

Ówczesny lekarz Niemców zarzekał się po latach, że podawał wyłącznie witaminę C, a oni najwyraźniej wierzyli w jej cudowne działanie. Niestety, jeden z pracowników stadionu w Bernie znalazł w szatni Niemców, po finałowej potyczce, mnóstwo strzykawek. Miał jednak otrzymać od pracodawców zakaz dzielenia się tą informacją ze światem. Kilka lat temu Niemcy napisali raport, z którego wynika, że po II wojnie światowej był już w ich kraju kontrolowany przez państwo system dopingowy.

W 1954 roku pogromcy futbolowych artystów z Węgier mieli ponoć dostawać skrzydeł nie po Red Bullu, lecz po Pervitinie. Ta metamfetamina, której zapasy nie zostały wyczerpane na froncie przez czołgistów i lotników, miała wprowadzać pacjentów w stan euforii, maskować lęk, dodawać odwagi i pomagać zapominać o bólu. Choć powodowała też, rzecz jasna, efekty uboczne. Nie od razu jednak. Żołnierze wpadali w depresję, odczuwali kłopoty z sercem, odbierali sobie życie. Pogromcy Węgrów mieli solidarnie podupaść na zdrowiu z powodu żółtaczki dopiero po imprezie.

Ukłucie gospodarza?
Przed rozpoczęciem trwającego turnieju również pojawiły się wątpliwości co do czystości piłkarskich środowisk. FIFA wzięła pod lupę Rosjan, lecz żadnych nieprawidłowości jak dotąd nie stwierdzono. Media zachowują jednak czujność, bo przed kilkoma dniami publikowano zdjęcie Artioma Dziuby, zrobione w czasie meczu 1/8 z Hiszpanią. Powód? Przy łokciu piłkarza doszukano się śladu podejrzanego nakłucia żyły. Może to być jednak tylko przymiarka do tatuażu…

Nie płać Argentyno…
Wiecie, dlaczego marynarze admirała Nelsona byli niepokonani? Bo płacili im tylko za zwycięstwa. A zatem wszystko jest kwestią motywacji. W 1974 roku piłkarzy Kazimierza Górskiego próbowali zmotywować Argentyńczycy…

Nasi po dwóch zwycięskich spotkaniach – z Argentyną (3:2) i Haiti (7:0) – zapewnili sobie wyjście z grupy. Pozostał im jeszcze mecz z Włochami. Na ograniu przez nas Italii najbardziej zależało Argentynie, która próbowała szczęściu pomóc, przeznaczając kilkadziesiąt tysięcy dolarów na, powiedzmy, dodanie Polakom otuchy.

Tę "otuchę", czy też kapuchę, przekazano podobno Robertowi Gadosze. A ten ponoć nigdy nie rozdzielił jej pomiędzy kolegów. Sprawa wyszła na jaw dopiero po 30 latach (!), kiedy to Grzegorz Lato, król strzelców wspomnianego turnieju (7 goli), udzielił wywiadu "Przeglądowi Sportowemu".

Argentyńczycy ustalili, że każdy zawodnik i dwaj trenerzy ze swojej premii za zakładany awans do drugiej rundy oddadzą Polakom po tysiąc dolarów. W sumie 24 tysiące. Do przekazania ich zobowiązał się Rubén Ayala, choć nie ukrywał, że 6 tysięcy dolarów zatrzymał dla siebie. Za fatygę – zdradził w 2004 roku Lato.

Skąd miał takie informacje? Z pierwszej ręki. Otóż w 1982 roku przeniósł się z belgijskiego KSC Lokeren do meksykańskiego Atlante FC. I grał tam wspólnie z Ayalą.

72-letni dziś Gadocha, zamieszkały w USA, ma swoją wersję zdarzeń. Twierdzi, że nie wziął tych pieniędzy, a sprawę sfingowała jego była małżonka, działając w porozumieniu z niejakim Iggym Boćwińskim, Argentyńczykiem polskiego pochodzenia, będącym blisko kadry Górskiego.

Wylądowali nieco wypiwszy
W 1970 roku Anglicy wybrali się do Meksyku bronić tytułu, lecz napotkali szereg problemów. Bobby Moore został bezpodstawnie posądzony, w czasie przygotowań, o kradzież bransoletki w Bogocie i trafił do aresztu. Z kolei inny zaufany Alfa Ramseya – Jeff Astle, niebywale bał się podróży samolotami.

W trakcie jednego z rejsów próbował zatem dostać się w świat bajkowej rzeczywistości po drinkach. Gdy opuszczał pokład samolotu na lotnisku w Mexico City był asekurowany przez kolegów. Widząc to i wiedząc o wcześniejszych perypetiach Moore’a, jeden z lokalnych dziennikarzy napisał, że "reprezentacja Anglii to drużyna pijaków i złodziei.".

Przed wylotem na trwający właśnie turniej dostało się natomiast Meksykanom. Ośmiu reprezentantów tego kraju szukało aktywnego wypoczynku nie tylko przy alkoholu, ale też w obecności trzydziestu prostytutek. Efekt? Jak co cztery lata. Po raz siódmy z kolei zakończyli udział w imprezie po 1/8 finału.

Bobby Moore podczas mistrzostw świata w 1966 roku. (fot. Getty)

Ciąg dalszy nastąpi
Dzieje finałów mistrzostw świata to już przepastna księga, a kolejne rozdziały też nie będą nużące. Wystarczy wspomnieć, że Sepp Blatter, poprzedni szef FIFA, zadbał o to, by już w grudniu 2010 roku, przed odejściem na emeryturę, przyznać Katarowi mistrzostwa świata roku 2022. To pierwszy kraj-organizator z Bliskiego Wschodu i pierwszy islamski, co akurat wydaje się w tej sprawie najmniej istotne. Grunt, że nie mają tam kłopotów z niedoborem "papieru", prawda Mister Blatter?

Turnieje finałowe to encyklopedia postaw czystych, ale i zachowań podłych. I niemal każdy kraj żyje swoją legendą – Anglicy wynoszą pod niebiosa złotą drużynę małomównego Alfa Ramseya, Argentyńczycy mówią o słynnej ręce Boga, a my, po ostatnich aktywnościach w mediach społecznościowych Grzegorza Krychowiaka, głównie o palcu w… Ale to już nie jest informacja do kroniki kryminalnej.