Mundial 2018. Wojna, Bliski Wschód, finał MŚ. Kariera Zlatko Dalicia

Marcin Borzęcki
12 lip, 11:30 | Chorwacja
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Zlatko Dalić (fot. Getty Images)
Jego karierę piłkarską zahamowała wojna, która sprawiła że przeniósł się na front i pomagał walczącym kolegom. Jako trener pracował przede wszystkim na Bliskim Wschodzie. Selekcjonerem Chorwacji został natomiast na blisko 48 godzin przed decydującym o awansie na mundial meczem z Ukrainą. I właśnie w tych okolicznościach Zlatko Dalić stworzył zespół, który w niedzielę zagra o złoty medal mistrzostw świata.

Świat pod wrażeniem Chorwacji. "Trudni do zabicia"

Był 7 października 2017 roku. Chorwaci, o których od dawna mówiło się jako o drużynie z ogromnym, choć niewykorzystanym potencjałem, byli świeżo po remisie 1:1 z Finlandią. To stawiało zespół w piekielnie trudnym położeniu wieszając nad nim widmo braku awansu na mundial. Na kolejkę przed końcem piłkarze z Bałkanów zajmowali drugie miejsce w grupie mając identyczny dorobek punktowy, co Ukraińcy. W perspektywie jednak – wyjazd do Kijowa.

Wówczas działacze federacji zdecydowali się na dla wielu niezrozumiały i szalony ruch – na 90 minut przed końcem eliminacji pozbyli się Ante Cacicia, który z drużyną pracował od ponad dwóch lat. W trybie awaryjnym skontaktowali się z Daliciem, a ten, długo się nie zastanawiając, dotarł do Zagrzebia, złożył kilka parafek na dokumentach i tym sposobem przejął kadrę.

Czasu na to, by zapoznać się z piłkarzami miał niewiele, a sprawy nie ułatwiało to, że mało który z kadrowiczów kojarzył w ogóle twarz 51-latka. HNK Rijeka, Dinamo Tirana, Slaven Belupo, Faisaly, Al-Hilal, Al-Ain – tak prezentowało się bowiem CV Dalicia, gdy po raz pierwszy przekroczył próg chorwackiej szatni. Mało ekskluzywne? To mało powiedziane, ale urodzony na terenie ówczesnej Jugosławii trener nie miał zamiaru się tym przejmować. Na Bliskim Wschodzie zachwycali się jego podejściem do zawodników oraz niezwykłą umiejętnością zjednywania sobie ludzi. I właśnie to postanowił wykorzystać mając do dyspozycji niespełna dwie doby przed meczem z Ukrainą.

W Kijowie wygrał 2:0. W barażach rozprawił się w dwumeczu 4:1 z Grecją. A jak już się rozpędził, to w oficjalnych meczach nie potrafił zatrzymać go nikt – ani Nigeria, ani Argentyna, ani też Islandia, Dania, Rosja i Anglia. Po fantastycznym starciu z Wyspiarzami awansował zresztą do finału mundialu, choć jego historia przez długi czas nie wskazywała nie tylko na to, by miał kiedykolwiek walczyć o złoty medal MŚ, ale by w ogóle pracować na takim poziomie.

(fot. Getty Images)

Jak wielu młodych chłopaków na świecie, od zawsze marzył o karierze sportowca. Przyszedł na świat w prowincjonalnym Livno i właśnie tam stawiał pierwsze kroki w piłce. W późniejszych latach grał w Hajduku Split, Cibalii, Podgoricy oraz Velezie Mostar i choć nie miał przed sobą wielkich perspektyw, to nie zamierzał porzucać sportu. Zmusiła go jednak do tego wojna, która w latach 90. wybuchła na Bałkanach. I choć Daliciowi w głowie była przede wszystkim piłka, w obliczu realnego zagrożenia życia musiał reagować. Zaciągnął się do Chorwackiej Rady Obrony (HVO) i postanowił pomóc. Nie dostał jednak do ręki karabinu. Zamiast tego miał dostarczać pożywienie walczącym kolegom.

Po trzech miesiącach, gdy sytuacja na froncie nieco się uspokoiła, otrzymał pozwolenie od dowódcy, by opuścić wojsko i powrócić do tego, czemu oddawał się wcześniej. Otrzymał telefon od Stanko Poklepovicia, którego znał jeszcze z czasów, gdy był juniorem w Splicie. Z Hajdukiem jednak ostatecznie nie podpisał umowy i wkrótce trafił do Varteksu. – Livno już na zawsze będzie w moim sercu. Gdy tylko mogę, wracam tam by odwiedzić rodziców – 87-letniego Ivana i 86-letnią Kati. Mieszka tam również moja siostra oraz jej narzeczony. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy razem świętować medal, który przywiozę z mundialu – mówił jeszcze przed meczami półfinałowymi.

Wielkiej kariery na boisku jednak nie zrobił, ale nie chciał rozstawać się z piłką. Został więc trenerem – najpierw prowadził wspomniany Varteks, potem Rijekę, Dinamo Tirana i Slaven Belupo. W lipcu 2010 roku wyjechał do Arabii Saudyjskiej i rozpoczął wieloletni, egzotyczny etap życia, który przyniósł mu nie tylko doświadczenie oraz sukcesy, ale i miłość ze strony tamtejszych kibiców.

Znamy się od dzieciństwa i mogę śmiało powiedzieć, że przez te lata ani trochę się nie zmienił. Przede wszystkim jest człowiekiem, dopiero potem trenerem. Byłem z nim przez półtora roku w Arabii Saudyjskiej, potem przez trzy lata w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Dalić jest tam legendą – kibice kochają go nie tylko z uwagi na sukcesy sportowe, ale i na jego podejście. W tamtejszych klubach potrafi pracować nawet 100 osób, a on z każdym utrzymywał regularny kontakt. Nic dziwnego, że zawodnicy byli gotowi zrobić dla niego wszystko i cieszył się ogromnym szacunkiem – podsumował chorwackiego selekcjonera Borimir Perković, jego wieloletni asystent i przyjaciel.

Zlatko Dalić i Luka Modrić (fot. Getty Images)

Z Al-Ain dotarł do finału Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Został także mistrzem kraju, wygrał Superpuchar oraz krajowy puchar. Zespół pod jego wodzą zanotował ogromny progres, lecz Dalić przypłacił to brakiem czasu dla rodziny, co wyrzuca sobie do dziś. – Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Z żoną pobraliśmy się w 1992 roku. Żaden piłkarz ani trener nie odniesie sukcesu, jeśli nie ma wsparcia ze strony najbliższych. Moja kobieta wykonała tytaniczną pracę – podczas gdy ja bywałem na meczach i zgrupowaniach, ona zajmowała się domem, wychowywała dzieci. Bez niej nie byłoby możliwe to, bym realizował swoją pasję. Mam tylko żal, że przez ten zawód tak rzadko mogłem bywać z rodziną… – przyznał.

Kochają go kibice, ale również piłkarze. Ma niesamowity dar przekonywania do siebie ludzi, szybko scala szatnię. Chorwaccy piłkarze wspominają, że choć Dalić przejął drużynę tuż przed meczem z Ukrainą, to szybko ich "kupił". – Bardzo szybko nawiązaliśmy bliskie relacje, dziękuję za to Bogu, bo to jego zasługa. Jaki jest mój sekret? Po prostu dużo rozmawiałem z zawodnikami, dotarłem do ich świadomości i wspólnie osiągnęliśmy cel – przyznał 51-latek. Jego słowa potwierdzają zresztą piłkarze. – Atmosfera w zespole jest fantastyczna – mamy poczucie tego, że wszyscy stanęliby w obronie jednego i chcemy razem pokonywać kolejne przeszkody. Przed decydującym meczem w eliminacjach byliśmy pod ogromną presją, ale Dalić pomógł nam o tym zapomnieć – podsumował Sime Vrsaljko.

Z pozoru wygląda na niezwykle spokojnego i łagodnego, ale potrafi uderzyć pięścią w stół. Dzięki temu ma w szatni ogromny autorytet. Gdy w trakcie fazy grupowej rosyjskiego mundialu, napastnik Nikola Kalinić kręcił nosem, gdy Dalić chciał by ten wszedł na boisko z ławki – selekcjoner odesłał zawodnika do domu. Dał jasny sygnał pozostałym – pokazał, że nie będzie tolerował żadnych aktów niesubordynacji, a drużyna ma być zjednoczona w walce o sukces i chwałę.

W Chorwacji cenią zresztą nie tylko jego umiejętności, ale i podejście do zawodu. – Nie potrzebuję długoterminowych umów. Chcę awansować na mundial, pojechać do Rosji i wykonać swoją pracę najlepiej, jak potrafię. Jeśli uda się ograć Greków, to zamierzam bardzo dobrze przygotować drużynę, a w trakcie mundialu udowodnić, że pracuję tu nie dla pieniędzy, ale z miłości do reprezentacji. Jeśli społeczeństwo będzie w pełni identyfikowało się z zespołem i czuło dumę po kolejnych meczach, to będzie dla mnie największą nagrodą – stwierdził po meczu eliminacyjnym z Ukrainą.

Dalić słynie ze znakomitej współpracy z piłkarzami na płaszczyźnie mentalnej, ale jest również znakomity taktykiem. O tym mówił choćby Robert Podoliński, który był pod ogromnym wrażeniem tego, jak dojrzale Chorwaci zagrali z Anglikami. – W przekroju całego spotkania zwyciężył zespół lepszy, o większej kulturze piłkarskiej. Selekcjoner nie robił zmian personalnych, ale zmienił styl gry zespołu i tym bardziej chwała mu za to, że piłkarzy na boisku zdołał przekonać do innego sposobu rozgrywania spotkania. Uważam że Dalić jest głównym architektem tego sukcesu – podsumował.

Te słowa potwierdzają zresztą wszyscy ci, którzy mieli współpracować z 51-latkiem. Jego asystenci, jak wspomniany Perković czy Darren Read, przyznają że selekcjoner Chorwatów organizuje kapitalne treningi. Znajduje balans między defensywą a atakiem, umiejętnie analizuje grę rywala i nic nie pozostawia przypadkowi. – Jest perfekcjonistą żyjącym piłką 24 godziny na dobę. Dba o każdy szczegół, wie wszystko o zawodnikach swoich i o rywalach. Poza tym dużo rozmawia z piłkarzami, to klucz jego sukcesu – stwierdził Perković.

W niedzielę Chorwaci po raz pierwszy w historii zagrają w finale mistrzostw świata. Ich rywalem w walce o złote medale będą Francuzi, czyli aktualni wicemistrzowie Europy. Dla zespołu Dalicia to ogromne wyzwanie, ale identycznie mówiono zarówno o awansie z fazy grupowej, jak i o kolejnych spotkaniach w fazie pucharowej.