Mundial 2018. Od mistrzostwa do mistrzostwa – Deschamps został nieśmiertelny

Eryk Delinger
16 lip, 10:00 | Francja
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Didier Deschamps (fot. Getty Images)
Reklama pewnej sportowej marki w żartobliwym nawiązaniu do pierwszego mistrzostwa świata Trójkolorowych głosi: "1998 był dobrym rokiem dla Francji. Urodził się Kylian Mbappé". Idąc tym tropem, niezły był też 1968. Francuska reprezentacja niczego wprawdzie nie wygrała, ale na świat przyszedł Didier.

NADSZEDŁ DZIEŃ CHWAŁY. ŚWIĘTUJE CAŁA FRANCJA

Nie ma rady, dziś trzeba te nazwiska wymieniać obok siebie. To piękny gol Mbappé przypieczętował wyjątkowe osiągnięcie Deschampsa, który został trzecim w historii zwycięzcą mundialu jako trener i piłkarz. Postać "Dede" nie jest tylko symbolicznym łącznikiem obu epok. Gdyby tegoroczny marsz Francuzów po złoto był filmem, byłby sequelem pełnym nawiązań do produkcji sprzed 20 lat.

Tacy jak on
Źródeł tego, jaka była Francja AD 2018 należy oczywiście szukać w tym, jakim trener był zawodnikiem. Eric Cantona próbował go dyskredytować określeniem "nosiwody", ale takie miano nie mogło urazić defensywnego pomocnika harującego na zdolniejszych. Jeszcze kilka miesięcy temu kolega z kadry, Christophe Dugarry pół-żartem wspominał: – Piłkarsko był przeciętny. Widzieliście kiedyś, żeby przedryblował trzech gości? Albo chociaż jednego?. W tej samej rozmowie rozpływał się jednak nad jego walecznością i silną psychiką.

Mimo wszystko "Dede"-piłkarz się wyróżniał. W latach 90., kiedy święcił triumfy, szkoliło się na jego pozycji we Francji już wysokich, silnych graczy, przy których 170-centymetrowy Deschamps wyglądał jak z innej planety. Jednak pracowitość i inteligencja pozwoliły mu zostać jednym z najlepszych specjalistów od brudnej roboty. Jako początkujący trener mówił: – Przy linii bocznej jestem jeszcze bardziej wymagający niż wcześniej. Kiedy grałem, wysoko zawieszałem sobie poprzeczkę, ale wiedziałem, że stać mnie na taki poziom. Trenerowi jest trudniej, bo nie da się zmusić jedenastu ludzi, by byli tacy jak ty. "Dede"-trener w mistrzowskim zespole miał jednak takiego piłkarza – powyższy opis jak ulał pasuje do N'Golo Kante. Pierwiastek podobieństwa widać w całej drużynie. Nowi mistrzowie są pragmatyczni, waleczni i gotowi poświęcać własne korzyści dla drużyny. Choć 14 lat temu utrzymywał, że to niemożliwe, chyba się udało: stworzył jedenastu takich jak on.

Nie musiał nikogo "zmuszać". Markę wielkiego przywódcy wypracowuje sobie we francuskiej piłce od ćwierćwiecza. Z opaską kapitana wygrywał Ligę Mistrzów z Marsylią oraz mistrzostwo świata i Europy z reprezentacją. W przerwie finału mundialu w 1998 to on, a nie trener Aime Jacquet pobudzał drużynę do walki: – Nie wypuścimy tego! Nie teraz, co? Nie teraz!. U progu trenerskiej kariery doprowadził zespół Monaco do finału LM. Zwycięstwo w Rosji tylko przedłużyło jego passę – jako piłkarz i szkoleniowiec miał udział we wszystkich wielkich sukcesach francuskiego futbolu w ostatnich 26 latach.

U progu obecnej dekady przywrócił blask Marsylii. W latach 2010-2012 wygrał z nią mistrzostwo Francji i trzy Puchary Ligi – pierwsze poważne trofea OM od czasu gdy opuszczał ją jako zawodnik. Ostatni sezon pod jego okiem zespół zakończył jednak na marnym 10. miejscu w Ligue 1 i znów opuścił drużynę. Mimo to, gdy Francuski Związek Piłki Nożnej zaproponował mu posadę selekcjonera, poważnie się wahał. Zadanie było trudne i mogło przekreślić dalszą karierę

500 Internal Server Error

Internal Server Error

Undefined variable: listing

Beczka prochu
Łatwo zapomnieć, w jakim stanie była reprezentacja Francji, kiedy Didier Deschamps zastępował Laurenta Blanca. Bezpośredni następca powszechnie wyśmiewanego Raymonda Domenecha nie spełnił swojej roli – wymienił kilku piłkarzy i odstawił tych najbardziej kłopotliwych, ale nie dotarł do sedna problemu. Szatnia wciąż była pełna punktów zapalnych, a kibice zwyczajnie nie lubili drużyny narodowej. Wciąż żyła pamięć o hańbie z mundialu w RPA. Strajk piłkarzy po karnym wydaleniu z kadry Nicolasa Anelki, który w przerwie meczu z Meksykiem miał odpyskować Domenechowi słowami "p... się, s...", i odpadnięcie z turnieju po fazie grupowej popsuły obraz reprezentacji. Blanc zamiótł problemy pod dywan, ale po porażce w ćwierćfinale Euro 2012 wszystko znów wyszło na wierzch: głosy o "trudnych charakterach" i obiekcjach piłkarzy wobec pomysłów trenera przypomniały, że to zespół z mechanizmem autodestrukcji.

Dziś wiadomo, że już w przygotowaniach do mundialu w Brazylii Deschamps kładł fundamenty pod przyszły sukces. To w 2014 na wielkim turnieju zadebiutowali Antoine Griezmann, Paul Pogba, Raphael Varane i Blaise Matuidi, a z pierwszoplanową rolą w kadrze oswajał się Olivier Giroud. Wówczas ani widowiskowe zwycięstwo w barażach eliminacji (powrót z 0:2 na 3:2 w dwumeczu z Ukrainą), ani ćwierćfinał w finałach MŚ nie poprawiły jednak obrazu kadry. Jeszcze do 2015 roku reprezentacji towarzyszyła aura gwiazdorstwa i skandalu. Szczyt osiągnęła, kiedy na jaw wyszedł udział Karima Benzemy w szantażu kolegi z kadry, Mathieu Valbuenie. Społeczne zaufanie do drużyny wciąż było bliskie zera.

Wywołane aferą odsunięcie Benzemy od zespołu było jedną z definiujących decyzji selekcjonera. Wychowanek Lyonu od lat był kreowany na lidera kadry, ale talentowi zawsze towarzyszyła opinia "trudnego" człowieka. Już po Euro 2008 William Gallas, członek ówczesnej starszyzny, nazywał go "arogantem". Tuż po turnieju Karim potwierdził opinię weterana. Przed sparingiem z Austrią okłamał przygotowującego sprzęt na mecz mówiąc, że Sidney Govou zgodził się oddać mu koszulkę z numerem 10. Zainteresowany o niczym nie wiedział, więc sprawa stała się przedmiotem sprzeczki. Potem wizerunek napastnika pogorszyło oskarżenie o wykorzystanie seksualne 16-letniej Zahii Dehar – ostatecznie postępowanie przeciwko niemu i Franckowi Ribery'emu zostało umorzone, ale reputacja piłkarza ucierpiała. Afera z szantażem tylko przelała czarę goryczy.

Karim Benzema (fot. Getty Images)

Zjednoczenie
Choć posunięcie wspomnianych miało racjonalne uzasadnienie, spotkało się z krytyką. Najostrzej atakował selekcjonera Cantona, który w braku powołania na Euro dla Benzemy i Hatema Ben Arfy dopatrywał się wręcz rasizmu: – Benzema i Ben Arfa to świetni piłkarze. Ale Deschamps to naprawdę francuskie nazwisko. Może jedyne tak francuskie. Nie jestem więc zdziwiony, że wykorzystał sytuację, by pominąć Benzemę. […] Dwaj z najlepszych graczy nie jadą na mistrzostwa. Obaj mają północnoafrykańskie korzenie. To ma prawo mnie zastanawiać.

Ostatnie echa absurdalnych oskarżeń zamilkły na dobre w listopadzie 2015 roku. Kilka dni po zamachu na Stade de France w trakcie meczu Francji trener kadry pomógł drużynie przejść nad dramatem do porządku dziennego i poprowadził ją do sparingu z Anglią na Wembley. Na poruszającej konferencji prasowej mówił wtedy: – Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, sport nie zna koloru skóry, nie zna religii. Wszyscy są mile widziani. W sporcie chodzi o różnorodność. To sposób jednoczenia ludzi i ważne, by tak pozostało.

W obliczu tragedii drużyna się zżyła, ale przywiązanie trybun odzyskali dopiero podczas domowych finałów mistrzostw Europy. Dzięki trenerowi kadra wyglądała pierwszy raz od lat na grającą o wspólny cel i wolną od wewnętrznych wojenek. Kibice to dostrzegli. Na nowo pokochali reprezentację. Decyzja o odstawieniu Benzemy ostatecznie się obroniła. Nawet przegrany finał Euro nie zniechęcił fanów do piłkarzy.

Selekcjoner nie uwolnił się jednak od wątpliwości. Wprawdzie opinia publiczna nie wciskała mu już do kadry Benzemy, Ribery'ego i Ben Arfy, ale bogactwo dostępnych klasowych piłkarzy sprawiało, że każda decyzja była przedmiotem debaty. Im bliżej mundialu, tym słabsza pamięć o Euro i tym więcej krytyki. Nawet wprowadzenie do drużyny młodych – Kyliana Mbappe, Thomasa Lemara i Ousmane Dembele – nie oddaliło zarzutów o zbyt zachowawcze podejście i niezrozumiałe decyzje personalne.