Mundial 2018. "Kurczak" w kraju Kogutów. Historia Ivana Perisicia

Radosław Przybysz
16 lip, 13:10 | Chorwacja
udostępnij
Źródło: Sport.tvp.pl/"Guardian"/Sofoot.com
N'Golo Kante (L) i Ivan Perisić (fot. Getty)
Żaden chorwacki piłkarz w historii nie miał bezpośredniego udziału przy tylu trafieniach na mundialach, co Ivan Perisić (siedem bramek, cztery asysty). Strzelec gola na 1:1 w finale z Francją sam rozpoczynał karierę w kraju mistrzów świata. Musiał tam wyjechać, by jego ojciec mógł spłacić długi zaciągnięte na kupno... kurzej fermy.

Od mistrzostwa do mistrzostwa – Deschamps został nieśmiertelny

"Koka" – tak koledzy nazywali Perisicia w dzieciństwie. Spokojnie, nie ma to nic wspólnego z wybieganiem i wytrzymałością chorwackich piłkarzy. Koka to po ichniemu kurczak. Młody Ivan często pracował na fermie drobiu należącej do ojca w nadmorskiej miejscowości Omis położonej 30 kilometrów od Splitu. W okolicy wszyscy kibicowali Hajdukowi, a każdy młody chłopak marzył o karierze piłkarza i występach w lokalnej potędze. Perisić poza marzeniami miał też ogromny talent.

W szkółce Hajduka spędził sześć lat. Z każdym kolejnym rokiem było o nim głośniej. Gazety zaczęły pisać o nowym Aljosy Asanoviciu – brązowym medaliście mundialu 1998 i legendzie klubu. Latem 2006 roku Perisić miał wreszcie dostać szansę w pierwszej drużynie Hajduka – jako zmiennik ówczesnej gwiazdy, Niko Kranjcara albo nawet piłkarz wyjściowej jedenastki. Szczupły skrzydłowy z kręconymi włosami miał zaimponować trenerowi Zoranowi Vuliciowi podczas obozu przygotowawczego. Debiut nigdy jednak nie nastąpił. 17-latek zwrócił na siebie uwagę zachodnich klubów, m.in. Ajaksu, PSV, Hamburgera i Anderlechtu. Nikt nie był jednak tak konkretny jak francuskie Sochaux.

Kolacja nad brzegiem morza

Francuzi wysłali do Chorwacji prywatny samolot, którym zabrali piłkarza do siebie. Hajduk nie chciał go puścić, ale... I tu wracamy do Ante Perisicia i jego kur. Ojciec Ivana wpadł w kłopoty finansowe i był na skraju bankructwa. Sprzedaż syna do Francji mogła uratować jego biznes. Polecił mu więc przyjąć ofertę Sochaux. Do Ivana dołączyła jego mama i siostra, a tata został w domu i próbował odbudować firmę. Prawdę wyjawił dopiero osiem lat później, przy okazji mundialu 2014.

W owym czasie to była najlepsza decyzja dla naszej rodziny. Poprosiłem ich, żeby wyjechali za granicę z Ivanem i nie byli świadkami moich kłopotów – mówił gazecie "Slobodna Dalmacija". Na pokładzie samolotu, który przyleciał zabrać Perisicia do Francji, był m.in. Enis Sadiković, członek działu marketingu w klubie, wówczas w roli tłumacza. – Polecieliśmy tam, by lepiej poznać Ivana i jego rodzinę. Spotkaliśmy się na kolacji w restauracji ich znajomego, nad brzegiem morza i toczyliśmy miłą rozmowę, gdy nagle Alan Perrin – trener pierwszego zespołu – zaproponował, żeby Perisić od razu wsiadł na pokład i poleciał z nami do Sochaux. Jego rodzice byli zaskoczeni, ale się zgodzili – wspominał Sadiković na łamach portalu Sofoot.com.

Wojciech Szczęsny (L) i Ivan Perisić w 2011 roku (fot. Getty)

Hajduk przystał na ofertę w wysokości 360 tysięcy euro. Patrząc na dzisiejsze kwoty płacone za młodych Chorwatów wydaje się to śmieszną ceną. Klub więcej zarobił za procenty (tzw. system solidarnościowy dla klubów, które wyszkoliły zawodników) z transferu Perisicia w 2015 roku, gdy zmieniał Wolfsburg na Inter Mediolan za 20 milionów euro.

Kariera w Sochaux też nie ułożyła się po jego myśli. Spędził tam trzy lata i... nigdy nie wystąpił w pierwszym zespole. Choć początki były bardzo obiecujące. Freddy Vandeckerkove, ówczesny dyrektor klubu, wspominał: – Ivan nie należał do pokolenia PlayStation. Skupiał się tylko na futbolu. Lubił to i bardzo chciał odnieść sukces. Pamiętam, że interesował się też koszykówką, oglądał NBA i reprezentację Chorwacji. Sadiković dodał: – Trener rezerw, Eric Hely, był nim zachwycony. Mówił, że to drugi największy talent, jaki widział w naszym klubie, po Jeremym Menezie.

W takim razie, czemu nie wyszło? – To było błędne koło – wytłumaczył Hely. – Nowy trener Francois Gillot mu nie zaufał. Ivan się denerwował, bo uważał, że zasłużył na szansę. Był niecierpliwy. To z kolei denerwowało trenera. Mnie samego też często złościł swoim podejściem. Szkoda, bo widziałem, jak wielki ma talent, a do tego wyglądał jakby był podłączony do zawsze naładowanego akumulatora. Kolejni trenerzy uważali za bardziej obiecujących Algierczyka Ryada Boudebouza (dziś Real Betis) i Francuza Marvina Martina (Stade de Reims).

W końcu skrzydłowy wylądował w Belgii. Najpierw na wypożyczeniu w Roeselare, potem na stałe w Club Brugge. Kosztował ledwie 250 tys. euro, a po roku został królem strzelców i najlepszym piłkarzem ligi belgijskiej. – Nie doceniliśmy go, nawet nie daliśmy mu szansy. Dziś pęka mi serc, gdy widzę, jak dobrze sobie radzi. Dużo w niego zainwestowaliśmy, więc nie powinniśmy byli tak łatwo z niego zrezygnować – żałuje Jean-Claude Plessis, prezydent klubu w czasach, w których zatrudniono Chorwata.

Bura od Kloppa
Przez Brugię Perisić trafił do Dortmundu. W Borussii nie przebił się. Podpadł Juergenowi Kloppowi, gdy w chorwackiej telewizji narzekał na brak szans. Stwierdził, że trener faworyzuje swoich ulubieńców. – Publiczne wylewanie żali jest dobre dla małych dzieci. Jeśli gra za rzadko, to powinien zamknąć usta, ciężko pracować i sprawić, by trener go dostrzegł. A nie skarżyć się dziennikarzom – uciął Klopp.

Najwyraźniej Perisić go posłuchał. Po sprzedaży do Wolfsburga rozpoczął marsz na szczyt. Dziś marzy o nim Manchester United, jest gwiazdą Serie A i wicemistrzem świata. I pewnie może wykupić ojcu udziały w największych firmach drobiarskich Chorwacji.

Sochaux w ostatnim sezonie zajęło 10. miejsce w Ligue 2.