• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj

08.03.2010

Skąd ta niemoc faworytów?

Autor: Jacek Kurowski, Źródło: TVP Sport

Legia Warszawa i Wisła Kraków miały między sobą rozstrzygnąć rywalizację o mistrzostwo Polski. Tymczasem na wiosnę oba zespoły zgodnie... szokują swoją słabością.

Piłkarzom Legii zdecydowanie brakuje determinacji (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

Podziel się:   Więcej
Pozornie wszystko było w porządku. Głodni sukcesu piłkarze, pozycja wicelidera i własny stadion. Ale w trakcie meczu z Odrą kibice coraz częściej łapali się za głowę. Piłkarzy Legii ogarnęła niemoc. Według trenera Jana Urbana ta niemoc płynie... z trybun.

– Tracimy bramkę, zaczyna się nerwówka. Nie tyle na boisku, co na trybunach. Jest „szydera” z jednego zawodnika, za chwilę inny zrobi błąd i jest to samo. W takim układzie większość boi się zaryzykować, zagrać na pewniaka – tłumaczył swoich piłkarzy szkoleniowiec Legii.

Fakt. Kibice krzyczeli „Hańbicie Legię”. Prawda, że są w konflikcie z właścicielem. Ale z presją trzeba sobie radzić.

– Klasowy zespół nawet bez formy i bez pomocy kibiców jest w stanie wygrać 1:0. Jak jest w formie i kibice pomagają, to wygrywa 5:0 – uważa były zawodnik i trener Legii, Jacek Zieliński. Uważa również, że zespołowi potrzebni są klasowi piłkarze – nowa, lepsza jakość.

Czytaj także: Sensacja w Warszawie

Z kolei Stefan Białas, również były szkoleniowiec stołecznej drużyny, każdego z nowych wyposażyłby jeszcze w odpowiedni charakter. – Jeżeli zawodnicy mają odpowiedni, mocny charakter, to można go ukierunkować w zdobywaniu punktów i strzelaniu bramek. Grzeczni chłopcy nie nadają się do futbolu, trzeba szukać innej dyscypliny. Może szachy? – retorycznie pyta Białas.

Porażka z Arką nie śniła się kibicom Wisły w najczarniejszych snach
Foto: PAP/Jacek Bednarczyk

Trochę za grzeczni i za gościnni byli też piłkarze Wisły. Oni też grają przy pustych trybunach, a na dodatek wciąż nie u siebie. Im też, tak jak Legii, zdarza się zlekceważyć rywala. – Jeżeli swoich umiejętności nie ma na tyle by „na chodzonego” ograć zespół czy mniejszym nakładem sił, to wtedy się ten wynik różnie układa. A piłka taka jest, ze nie można jej lekceważyć. Jak się ją lekceważy to jest złośliwa – przypomina Marek Kusto, który w Wiśle zarówno grał, jak i zasiadał na trenerskiej ławce.

I wiosną dla wiślaków piłka właśnie taka jest. Po porażce z PGE GKS-em Bełchatów, krakowianie przegrali z Arką Gdynia. Maciejowi Skorży już wróży się koniec przygody pod Wawelem. Piłkarze rozkładają ręce, szukają winnych gdzieś wyżej. A powinni zrobić rachunek sumienia.

– Takie wpadki, bo jasne jest, że od czasu do czasu się przegrywa, zawodnicy powinni analizować. Wyciągnąć jakieś wnioski i ocenić, że tu w dużej mierze jest też nasza wina – uważa Henryk Kasperczak, pod którego wodzą Wisła jeszcze kilka sezonów temu ogrywała renomowane zespoły europejskie, jak Parmę czy Schalke.

Czytaj także: Wsteczny bieg mistrzów Polski

Porażki Legii i Wisły ucieszyły jedynie piłkarzy i kibiców Lecha. W Poznaniu zacierają ręce, słychać też głosy, że wyrównał się poziom Ekstraklasy. Pytanie tylko czy równamy w górę czy w dół.

Kto zdobędzie tytuł mistrza Polski?