• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj

08.02.2012

Krzysztof Lijewski: jeszcze wrócę do Niemiec

Autor: Marcin Gebel, Źródło: SPORT.TVP.PL

Na wtorkowej konferencji prasowej prezes Vive Targów Kielce - Bertus Servaas ogłosił, że od nowego sezonu nowymi zawodnikami klubu będzie dwójka reprezentantów Polski - Karol Bielecki i Krzysztof Lijewski. O młodszego z braci Lijewski holenderski prezes walczył od kilku lat. Wreszcie się udało. Tylko u nas rozmowa z jednym z najlepszych leworęcznych rozgrywających świata.

Krzysztof Lijewski wraca do Polski, jednak sam zapowiada, że do Niemiec jeszcze wróci (fot. PAP/EPA)

Podziel się:   Więcej

Krzysztof Lijewski odchodzi po roku gry z Rhein-Necker Loewen
Foto: PAP

Krótko mówiąc, „nowa miotła” w zarządzie klubu zdecydowała, że trzeba rozwiązać z nami kontrakt. My nie chcieliśmy robić problemu i przystaliśmy na to.

Krzysztof Lijewski to o sześć lat młodszy brat Marcina, drugiego z reprezentantów Polski w piłce ręcznej. Obaj świętowali z biało-czerwonymi wicemistrzostwo świata w 2007 roku. Obaj grają także od kilku lat w Niemczech, w najlepszej na świecie Bundeslidze. Młodszy z braci zatęsknił jednak za ojczyzną i po siedmiu sezonach wraca do polskiej ligi. Od lipca 2012 będzie zawodnikiem Vive Targów Kielce. O tym, dlaczego zdecydował się na taki ruch opowiada w rozmowie ze SPORT.TVP.PL:

SPORT.TVP.PL: – Kiedy pierwszy raz usłyszałeś o ofercie z Kielc? W mediach od dłuższego czasu spekulowano na ten temat…
Krzysztof Lijewski: – Ja osobiście nie rozmawiałem z prezesem Bertusem Servaasem, wszystko uzgadniał mój menadżer i muszę przyznać, że te rozmowy były w zaawansowanym stadium już dużo, dużo wcześniej, niż pojawiło się to w prasie. Także zainteresowanie moją osobą ze strony kieleckiego klubu było od bardzo dawna. Bert już dawno robił „podchody”, jednak wcześniej nigdy nie mogliśmy dojść do porozumienia. Dopiero teraz wszystko potoczyło się po myśli obu stron i dlatego od lipca będę zawodnikiem Vive.

– Ty jednak stanowczo, od kilku lat podkreślałeś, że nadal chcesz grać w najlepszej lidze świata, jaką bez wątpienia jest Bundesliga. Co się zmieniło w ostatnim czasie?
– Nic się nie zmieniło. Spędziłem w Bundeslidze siedem wspaniałych lat, których nie żałuję. Niestety, w ostatnim czasie zarząd klubu, w którym obecnie występuje, podjął decyzję, że w znacznym stopniu obcina budżet na przyszły sezon. Dlatego zawodnicy z najwyższymi kontraktami muszą się rozstać z drużyną z Mannheim. Padło na mnie i Karola Bieleckiego. Jestem jednak pewien, że lista tych zawodników będzie jeszcze dłuższa. Także po tym sezonie jeszcze kilku ważnych zawodników z Rhein-Necker Loewen odejdzie.
Krótko mówiąc, „nowa miotła” w zarządzie klubu zdecydowała, że trzeba rozwiązać z nami kontrakt. My nie chcieliśmy robić problemu i przystaliśmy na to.

Młodszy z braci Lijewskich od kilku lat jest kluczowym zawodnikiem reprezentacji Bogdana Wenty
Foto: PAP/EPA

– Domyślam się, że propozycja z Kielc nie była jedyną. Sam prezes Servaas mówił, że walczył o Ciebie z THW Kiel i HSV Hamburg. Nie chciałeś iść w tym kierunku, masz zaledwie 29 lat i cała kariera przed Tobą?
– Chciałem, jak najbardziej. W Hamburgu już grałem, a do Kilonii nie było sensu teraz przechodzić. THW zakontraktowało trzech nowych zawodników na moją pozycję, także nie chciałem się pchać na czwartego, żeby przesiedzieć cały sezon na ławce, albo nawet na trybunach. Także nie tędy droga w tym momencie. Ja jednak wierzę, że kiedyś tam jeszcze wrócę. Z Vive związałem się na trzy lata, także nawet jak wywiąże się z kontraktu, to będę miał dopiero 32 lata, a w tym wieku można jeszcze grać… i to na niezłym poziomie.

Lijewski będzie teraz grał w jednym zespole z wieloma reprezentantami, m.in. z Bartłomiejem Tomczakiem (P)
Foto: PAP

– Ważną rolę w podjęciu decyzji odgrywał prezes Servaas, fakt, że wracasz do ojczyzny, ale chyba najważniejszą osobą w tym całym zamieszaniu jest Bogdan Wenta?
– Oczywiście. Przecież Bogdana znam już bardzo długi okres czasu, współpracujemy razem w reprezentacji, także doskonale wiem, że jest bardzo dobrym fachowcem. Bez problemu znajdziemy wspólny język. Już kilka razy udowadniał, że potrafi wyciągnąć z zespołu to, co najlepsze i głęboko wierzę w to, że nasza współpraca znów może zaowocować. Także zgadzam się, osoba Bogdana Wenty odgrywała w całej sprawie kluczową rolę.

– Vive Targi z takim składem będą poza zasięgiem w lidze. Jak zatem mobilizować się na mecze w Wągrowcu, Olsztynie czy Mielcu?
– W ostatnim czasie bardzo często słyszę to pytanie i zawsze odpowiadam tak samo: ja nie koncentruje się na swoim najbliższym przeciwniku, tylko całą uwagę poświęcam sobie, mojej drużynie i temu, jak my mamy zagrać. Każdego przeciwnika będziemy szanować, ale nikogo nie będziemy się bać, a to jakie warunki zostaną nam postawione, sam czas pokaże. Na pewno nie będziemy podchodzili do spotkań ligowych z „palcem w nosie”. Wszystko zweryfikuje parkiet. Już sam się przekonałem, że nikogo nie można lekceważyć, przecież w Niemczech były już różne historie, kiedy chociażby THW Kiel przyjeżdżało na spacerek do Balingen, a wracało do domu z porażką. Na papierze możemy wydawać się najmocniejsi, jednak nazwiska nie grają.

– Poważne wzmocnienia mają w perspektywie najbliższych lat zaprowadzić Vive Targi do Final Four Ligi Mistrzów. Myślisz, że to realne?
– To jest moje największe marzenie. Awans z polskim klubem do ścisłego finału, to byłoby coś fantastycznego. Ja już miałem okazję raz grać w takiej imprezie, będąc zawodnikiem HSV Hamburg i muszę powiedzieć, że jest to bardzo fajne przeżycie sportowe. Dlatego chciałbym to przeżyć jeszcze raz właśnie z Vive. Uważam, że jest na to szansa, ponieważ już wszyscy w Europie wiedzą, jak silnym zespołem mogą pochwalić się Kielce.

– Transfery na pewno wzmocnią kielecki klub, ale czy nie obawiasz się, że z Vive będzie podobnie jak z Czechowskimi Niedźwiedziami, gdzie sprowadzono całą reprezentację Rosji, a w końcowym rozrachunku i klub i kadra Sbornej idzie po równi pochyłej?
– Wiem o co ci chodzi i rozumiem twoje obawy. Też w ostatnim czasie bardzo dużo o tym myślałem. Dzisiaj możemy gdybać, czy tak będzie, czy też nie, czas pokaże. Na pewno sytuacja Czechowskich Niedźwiedzi jest dla nas przestrogą i w pewnym sensie materiałem do analizy. Ja jednak powtarzam, że skupiam się na sobie i swojej drużynie. Trzeba pamiętać, że na końcu to zawodnicy wychodzą na boisko, a nie trener, nie prezesi. Mówię tak, bo wierzę, że my będziemy mocniejsi, silniejsi i nie popełnimy tych błędów. Wszystko w naszych rękach.

Czytaj także: „Najtrudniejsze negocjacje w historii klubu”

 
 
 
...