2012-01-26 16:10
Francja   29:29 12:15 Islandia
Skład: 12. KARABOUE, 16. OMEYER – 2. FERNANDEZ (3), 3. DINART, 4. BARACHET, 5. G. GILLE (1), 6. B. GILLE (2), 8. NARCISSE (2), 9. JOLI (1), 11. HONRUBIA (2), 13. KARABATIC, 18. ACCAMBRAY (1), 19. ABALO (2), 20. SORHAINDO (2), 25. DETREZ (4), 27. BINGO
Skład: 1. GUSTAVSSON, 12. EDVARSSON – 2. SVAVARSSON (1), 3. KRISTJANSSON, 4. PALMARSSON (4), 5. INGIMUNDARSON, 6. HALLGRIMSSON (3), 7. ATLASON (2), 8. OLAFSSON (4), 9. SIGURDSSON (5), 14. GUDMUNDSSON, 15. PETERSSON, 17. JAKOBSSON, 18. GUNNARSSON (4), 19. KARASON (4), 21. RAGNARSSON (2).
Grupa II
  • Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj

25.01.2012

Francja na dnie. Tylko remis z Islandią

Źródło: SPORT.TVP.PL

Broniący tytułu Francuzi zremisowali z Islandczykami 29:29 (12:15) w swoim ostatnim meczu drugiej fazy mistrzostw Europy. Obydwa zespoły już wcześniej straciły szanse na awans do półfinału. Trójkolorowi zajęli ostatnie miejsce w grupie II.

Luc Abalo i jego koledzy pożegnali się z ME (fot. EPA/GEORGI LICOVSKI)

Islandczycy, którzy fatalnie rozpoczęli wtorkowy mecz z Hiszpanią, tym razem wyszli na parkiet mocno skoncentrowani i po niespełna dwóch minutach prowadzili już 3:0.

Dobrą dyspozycję utrzymali do końca pierwszej części gry. W efekcie do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 15:12. Duża w tym zasługa Palla Gustavssona. Bramkarz zespołu ze Skandynawii odbił 12 piłek, czyli połowę rzutów oddanych przez Francuzów.

Początek drugiej połowy należał do Trójkolorowych. Podopieczni Claude'a Onesty potrzebowali zaledwie sześciu minut, by objąć prowadzenie 17:16. Islandczycy nie zamierzali jednak składać broni, dlatego walka o zwycięstwo trwała do samego końca.

W ostatnich sekundach szansę na przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę mieli Francuzi, ale nie udało im się pokonać Gustavssona. Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był William Accambray. Kołowy Les Bleus zdobył 10 bramek.

Czytaj także: Niemcy ograni. Nasz los w rękach rywali