tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny
Anita Włodarczyk (fot. Getty Images)

"Kręcimy się wokół własnego ogona". Surowa czy realna ocena Polski w Rio?

Dokonując na gorąco oceny startu reprezentacji w igrzyskach w Rio kierować się będziemy z pewnością emocjami – uważa Zbigniew Pacelt. Wielokrotny olimpijczyk dodaje jednak, że "generalnie od 2004 roku jesteśmy w tym samym miejscu".

Pacelt to uczestnik 13 igrzysk – jako sportowiec (pływak i pięcioboista), trener i działacz – Daleki jestem od tak często używanych określeń jak klęska, tragedia czy katastrofa. Tak jak w każdych innych zawodach były sukcesy i porażki, radość i smutek. Były dyscypliny, które wypadły poniżej oczekiwań, jak pływanie, strzelectwo, żeglarstwo, nie wspominając o podnoszeniu ciężarów. A te, które dostarczyły nam sporo radości to wioślarstwo, kajakarstwo, lekkoatletyka, kolarstwo, zapasy – podsumował.

Jego zdaniem, odrębnej ocenie podlegają poszczególni zawodnicy, którzy mieli określone zadania wynikowe stawiane przez zespoły szkoleniowe związków sportowych. Zawsze w trudniejszej sytuacji są ci, którzy jadą na igrzyska jako faworyci, niż ci, którzy mogą sprawić niespodziankę.

– Niestety, w naszej ekipie było więcej takich sytuacji, kiedy zawodzili pewniacy. Miłym zaskoczeniem są brązowe medale zapaśniczki Moniki Michalik i Wojciecha Nowickiego w rzucie młotem oraz czwarte miejsce oszczepniczki Marii Andrejczyk. Dla mnie niespodzianką nie jest brąz Oktawii Nowackiej w pięcioboju. Już w kwietniu próbowałem zainteresować potencjalnych sponsorów przyszłą medalistką. Niestety, nikt nie chciał mi uwierzyć, że w Rio stanie na podium. W przedolimpijskich rokowaniach stawiałem na 12 do 13 medali. Mamy 11. Czy gdyby było ich trochę więcej, ocena startu ekipy byłaby inna? – pyta Pacelt.

Pełniący funkcję szefa lub zastępcy szefa Sztabu Przygotowań Olimpijskich w latach 1994-2004 sam sobie odpowiada:

– Nie jest to aż tak ważne, bowiem różnica jest niewielka. Od 2004 roku, kiedy to w Atenach Polska zdobyła 10 medali i ocena tego startu była bardzo surowa, sytuacja się powtarza. Po igrzyskach w Pekinie w 2008 roku zaproponowałem program czteroletnich przygotowań do Londynu, który nie znalazł uznania w oczach ówczesnego kierownictwa ministerstwa sportu i PKOl. W analizach i ocenach, jakie dokonywano od 2000 roku po Sydney, nigdy nie zwrócono uwagi na dwa bardzo ważne, moim zdaniem, elementy.

– Po pierwsze, każdym wieloetapowym projektem, a takim są przygotowania olimpijskie, powinien kierować jeden zespół koordynacyjny. Taki zespół – Sztab Przygotowań Olimpijskich – funkcjonował od 1993 do 2004 roku. W jego skład wchodzili przedstawiciele wszystkich instytucji odpowiedzialnych za organizację szkolenia w polskim sporcie.

– Po drugie finanse. To przecież one determinują zasięg i możliwości realizacji każdego projektu. W cyklu olimpijskim 1997-2000 Departament Sportu ministerstwa miał do dyspozycji ok. 400 mln zł z budżetu państwa i reprezentacja w Sydney zdobyła 14 medali. W kolejnym cyklu 2001-2004 było już zaledwie 330 mln zł i 10 krążków w Atenach. W latach 2005-2008 kwota znacznie wzrosła do ok. 760 mln zł, ale liczba medali pozostała na tym samym poziomie. I tak jest do chwili obecnej. Kręcimy się zatem wokół własnego ogona od 2004 roku. Pacelt, trener złotych medalistów olimpijskich z Barcelony 1992 w pięcioboju nowoczesnym (drużyna i indywidualnie Arkadiusz Skrzypaszek) zwrócił też uwagę, że w przeciwieństwie do ścisłej kadry, która ma wszystko, od wielu lat nie prowadzi się szkolenia zaplecza, kadry B i C, która funkcjonowała do Sydney.

– Nie wspomnę o pomyśle likwidacji szkolenia juniorów i juniorów młodszych w kadrach wojewódzkich. Czy to jedyne dwie przyczyny stagnacji? Na pewno nie, ale to już jest sprawą dalszych, pogłębionych analiz – powiedział wyróżniony w 2014 roku Europejskim Laurem Olimpijskim Pacelt.

Lekkoatletyka miała nam dać najwięcej medali i... tak się stało
Piękna brazylijska przygoda polskich piłkarzy ręcznych
Na początku był chaos... A później sukcesy w kolarstwie