• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj

04.06.2011

Historyczny sukces! Roland Garros dla Na Li!

Źródło: PAP

Chińska tenisistka Na Li odniosła pierwsze zwycięstwo w Wielkim Szlemie. W sobotę triumfowała w turnieju na kortach im. Rolanda Garrosa, pokonując w finale broniącą trofeum Włoszkę Francescę Schiavone 6:4, 7:6 (7-0).

Na Li jest pierwszą Chinką, która wygrała rywalizację singlistek w turnieju Wielkiego Szlema (fot.PAP/EPA)

Podziel się:   Więcej
Przed rokiem 30-letnia Schiavone została w stolicy Francji pierwszą włoską triumfatorką imprezy wielkoszlemowej, a teraz historyczne zwycięstwo odniosła pochodząca w Wuhan 29-letnia Li. Nigdy wcześniej żadna Chinka nie wygrała tak prestiżowych zawodów.

Za zwycięstwo finalistka tegorocznego Australian Open otrzyma 2000 punktów do rankingu WTA oraz 1,2 mln euro premii. Schiavone zarobiła połowę tej kwoty i 1400 pkt.

Sobotni pojedynek był piątym między tymi tenisistkami. Trzecią wygraną zanotowała Li, która zrewanżowała się za ubiegłoroczną porażkę w drugiej rundzie paryskiego turnieju.

W pierwszym secie o zwycięstwie Chinki zdecydowało jedno przełamanie, w piątym gemie. W drugiej partii Li wygrała już pierwszego gema przy podaniu Schiavone i długo tę przewagę utrzymała. Włoszka odrobiła straty i wyrównała na 4:4. Później obie utrzymały własny serwis i o zwycięstwie w drugim secie miał zdecydować tie-break. Li grała bezbłędnie, szybko uzyskała prowadzenie, a zdenerwowana Schiavone nie potrafiła wygrać żadnej akcji.

Chinka lepiej serwowała (77 proc. pierwszego podania i trzy asy), ale - co może dziwić - popełniła o siedem niewymuszonych błędów więcej (24 wobec 17 rywalki). Łącznie wygrała 10 piłek więcej.

– To był nerwowy mecz, ale bardzo się starałam, by rywalka nie zobaczyła moich emocji. Szczególnie mną tąpnęło, gdy straciłam własny serwis pod koniec drugiego seta, ale wszystko skończyło się po mojej myśli – przyznała zwyciężczyni.

– Ktoś musiał wygrać i to Li na to zasłużyła. Nie pomogłam się wstrzelić w uderzenia z głębi kortu, ani ruszyć przeciwniczki z linii końcowej. Nie znalazłam na nią recepty, ale w Paryżu to nie udało się nikomu – podkreśliła Schiavone.

Czytaj także: "Król Roger" zatrzymał marsz Djokovicia