• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj

12.09.2011

Pierwszy Wielki Szlem dla Stosur!

Źródło: PAP/msk

Australijka Samantha Stosur, rozstawiona z numerem dziewiątym, pokonała byłą liderkę rankingu tenisistek Amerykankę Serenę Williams (nr 28.) 6:2, 6:3 w niedzielnym finale wielkoszlemowego US Open (pula nagród 22,063 mln dol.) na twardych kortach w Nowym Jorku.

Stosur za zwycięstwo odtrzymała czek na 1,8 miliona dolarów (fot. PAP/EPA)

Podziel się:   Więcej
27-letniej Austraklijce udało się to za drugim podejściem, bowiem w ubiegłym sezonie w Roland Garros przegrała w finale z Włoszką Francescą Schiavone.

Stosur jest pierwszą australijską triumfatorką w Wielkim Szlemie od 1980 roku, kiedy najlepsza w Wimbledonie była Evonne Goolagong. Za to ostatnia jej rodaczka na liście zwyciężczyń US Open była do niedzieli Margaret Smith-Court w 1973 r.

W Nowym Jorku, w siedmiu poprzednich startach, Stosur najdalej doszła do ćwierćfinału, tylko raz - przed rokiem. W niedzielę wzbogaciła się o czek na 1,8 miliona dolarów.

W tym sezonie każdy z czterech najważniejszych turniejów wygrywała inna zawodniczka. W styczniu w Australian Open najlepsza była Belgijka Kim Clijsters, ale dwie kolejne imprezy przyniosły dość nieoczekiwane rozwiązania. W Roland Garros nie miała sobie równych Chinka Na Li, a w Wimbledonie Czeszka Petra Kvitova. Również sukces Stosur należy traktować w kategoriach niespodzianek.

Faworytką bukmacherów i większości fachowców tenisowych była przed meczem Williams, która wcześniej trzykrotnie zwyciężała w Nowym Jorku - w 1999, 2002 i 2008 roku. Jednak w niedzielę zdecydowanie była słabsza, a popełniła 25 niewymuszonych błędów, przy 12 po stronie rywalki.

Amerykanka słabiej wypadła też w liczbie zdobytych punktów 41-61, wygrywających uderzeń 19-20 i podwójnych błędów serwisowych 2-1. Lepiej za to w asach 5-2. Jednak w finale pięciokrotnie przegrała swoje podanie, a tylko raz zdołała przełamać Stosur.

Przebieg pierwszego seta był raczej zaskakujący, bowiem Australijka już w trzecim gemie zdobyła breaka, a po chwili odskoczyła na 3:1. Ponownie zdobyła gema przy serwisie rywalki na 5:2, a zakończyła partię po 31 minutach.

Williams za swoje zachowanie może zostać surowo ukarana
Foto: PAP/EPA

Agresja nie pomogła Williams

Otwarcie drugiego seta przyniosło nieoczekiwane przełamanie serwisu Williams, właściwie na własne życzenie, bowiem jeszcze przed zakończeniem wymiany głośno krzyknęła c'mon. Zgodnie z regulaminem została ukarana przyznaniem punktu rywalce, bowiem takie zachowanie uznawane jest za przeszkadzanie w grze przeciwniczce. Decyzja sędzi prowadzącej spotkanie mocno wzburzyła Amerykankę, która długo nie mogła zapanowac nad nerwami, a po meczu nie podała jej reki na pożegnanie.

Przez dłuższą chwilę się z nią kłóciła, a jak ta została nieugięta, zaczęła straszyć ją słowami: po raz ostatni siedzisz na stołku na turnieju i nigdzie na świecie już nie poprowadzisz meczu. W kolejnym gemie złość przekuła w agresję i dosłownie rozstrzelała Australijkę wygrywającymi uderzeniami, odrabiając stratę.

Dalej gra toczyła się zgodnie z regułą własnego podania, zanim w siódmym gemie Stosur ponownie nie zdobyła breaka. Udało jej się to dopiero w dziewiątym, przy czym zanim zakończyła trwające godzinę i 13 minut spotkanie, nie wykorzystała dwóch meczboli (od stanu 40-15). Udało jej się to dopiero przy trzeciej okazji.

W poniedziałek po południu (o godz. 22.00 czasu polskiego) rozpocznie się finał gry pojedynczej mężczyzn, w którym Serb Novak Djokovic (nr 1.) będzie miał okazję zrewanżować się za ubiegłoroczną porażkę w tej w właśnie fazie broniącemu tytułu Hiszpanowi Rafaelowi Nadalowi (2.).

Tenisista z Belgradu, aktualny lider rankingu ATP World Tour, w tym sezonie pięciokrotnie już pokonał Nadala, w finałach czterech imprez ATP Masters 1000 w Indian Wells, Miami, Rzymie i Madrycie oraz w Wimbledonie. Po sukcesie w Londynie zdetronizował Hiszpana w klasyfikacji i po raz pierwszy został numerem jeden na świecie.

Czytaj również: Matkowski: szkoda, ale to nie był nasz dzień

 
 
 
...