"Mam dość układów i krytyki"
Nadia Biłowa od ośmiu lat jest z kadrą polskich biathlonistek. Wszystkie ją chwalą, a ona sama podkreśla, że kocha z nimi pracować. Ma jednak dość układów i krytyki za plecami. Poważnie zastanawia się nad odejściem.
Podobnego zdania jest trener Roman Bondaruk. W Polskim Związku Biathlonu
wywiązała się przeciwko tej parze ukraińskich szkoleniowców silna opozycja.
- To prawda. O kogo dokładnie chodzi nie powiem, ale nie są to przyjemne
sytuacje. Ja naprawdę chwalę sobie pracę w Polsce. Świetnie się tutaj
odnalazłam, poświęcam temu całe moje życie i oczekuję, że jeżeli ktoś ma
jakieś uwagi, powie mi to w twarz, a nie będzie komentować za plecami -
powiedziała Biłowa.
Żal narasta już od dłuższego czasu. Teraz osiągnął apogeum. - Nieważne co się
będzie robić i jak. Zawsze znajdą się ludzie, którzy skrytykują. A ja chcę po
prostu spokojnie pracować. Nie wchodzę w żadne układziki, rozmowy, głupoty.
Mam naprawdę dużo pracy i nie mam na to czasu. Ludzie natomiast gadają i
gadają. Można wytrzymać rok, dwa, trzy, ale osiem lat? W końcu trzeba
powiedzieć dość - dodała.
Biłowa nie boi się krytyki. Jest na nią przygotowana, ale jednocześnie
wymaga, by była konstruktywna i uwagi omówione przy jednym stole.
- My, jako trenerzy wiemy co mamy robić i do swojej pracy podchodzimy bardzo
poważnie. Trzeba jednak pamiętać o tym, że pewnych rzeczy nie można
przewidzieć - pogody, nastroju, samopoczucia. Obracamy się wśród dorosłych,
dojrzałych ludzi. Oni mają po 40-50 lat i to ich gadanie sprawia, że jest mi
smutno i nie chcę dalej tego ciągnąć - podkreśliła.
Z drugiej strony nie chce opuszczać polskich biathlonistek, z którymi przez
tyle lat zdążyła się zżyć.
- Żal mi zostawiać dziewczyny, bardzo duży żal. Zaznaczam też, że na dzisiaj
moje odejście nie jest jeszcze w stu procentach pewne. Przed nami są jeszcze
trzy zawody Pucharu Świata, trzeba się na tym skupić i dobrze przygotować -
zaznaczyła.
Prezes Polskiego Związku Biathlonu Zbigniew Waśkiewicz uzależnia wszystko od
decyzji zarządu. - Do końca roku trenerzy mają podpisane kontrakty. Nie jestem
w stanie im zagwarantować, że zostaną one przedłużone. To nie jest tylko moja
decyzja, a ich kandydatury musi zaakceptować całe środowisko, ale i oni sami
muszą wiedzieć, że chcą z nami zostać - ocenił.
Według Waśkiewicza trzeba do problemu podejść na spokojnie i wszystko
dokładnie przeanalizować. -Może jest jakieś zmęczenie materiału? Biathlon to
sport indywidualny i trzeba wziąć pod uwagę, że jak dwie jednostki przebywają
ze sobą dzień, wieczór i noc to zawsze coś się zużywa - uważa.
Trenerów bronią zawodnicy. To właśnie Roman Bondaruk przekonał Tomasza Sikorę
do tego, by nie rzucał sportu i podjął z nim współpracę. Efekt? Srebrny medal
olimpijski w Turynie. W tym roku krążka z Vancouver nie przywiezie, ale to
raczej powód pogody, aniżeli złej formy.
- Nie było jeszcze okazji ku temu, by usiąść spokojnie i wszystko
przedyskutować. Na to przyjdzie czas po igrzyskach - powiedział Sikora.
Nowakowska nie ukrywa, że od Biłowej nauczyła się bardzo wiele i to w dużej
mierze dzięki niej może cieszyć się z piątego miejsca w biegu indywidualnym
igrzysk w Vancouver.
- Jestem bardzo wdzięczna trenerce. W ciągu trzech lat zrobiłam duże,
siedmiomilowe kroki. Pomogła mi w kwestii strzelania, poprawiła technikę
wielu elementów. Jeżeli zdecyduje się odejść pozostanie w mojej pamięci, a
nawet sercu. Myślę, że będziemy miały kontakt i będziemy mile siebie
wspominać, aczkolwiek poczekajmy do końca sezonu, może opadną emocje i
zobaczymy jakie wtedy będą decyzje - mówiła Nowakowska.
Zawodniczka AZS AWF Katowice zdaje sobie sprawę z tego jak trudne zadanie
spoczywa na szkoleniowcach.
- Wszystko jest na ich głowie. Oni są mózgiem całej operacji, muszą trzymać
pieczę nad serwisem, nad odnową biologiczną, nad zawodnikami i czasami nad
sprawami organizacyjnymi. To naprawdę bardzo stresująca praca i może po
prostu potrzebują trochę odpocząć? - zastanawiała się Nowakowska.













