Sikora nie wyklucza startu w Soczi
Tomasz Sikora nie wykluczył swojego startu w następnych zimowych igrzyskach olimpijskich w Soczi. Wyraził także swoją dezaprobatę dla sytuacji, gdy biathloniści musieli startować w strojach w barwach Księstwa Monako. - To kompromitacja - podkreślił.
Tomasz Sikora nie wyklucza, że wystartuje także na kolejnych igrzyskach - w Soczi (fot.PAP/Grzegorz Momot)
- Nie podjąłem jeszcze decyzji o zakończeniu kariery. Na razie o tym nie
myślę. Po każdym sezonie zastanawiam się, co robić dalej. Nie wykluczam nawet
startu w następnych igrzyskach w Soczi - powiedział w czwartek po
przylocie wraz z całą ekipą biathlonistów z Kanady.
Pytany o stroje nie ma pojęcia, jak to się stało, że były one niedostosowane
pod różnym względem do treningów i startów.
- Stroje dostaliśmy na miejscu. Kompromitacją były rozmiary. Rozmiar L, który
zazwyczaj wybieram, okazał się dla mnie za duży, a ubiory rozgrzewkowe nie
były zimowe, a letnie. Nie wiem, jak to się stało, że barwy polskiej flagi
zostały na nich odwrócone. Kto za to odpowiada - nie wiem - wyjaśnił.
Jak podkreślił, oczekiwania zarówno jego, jak i mediów, a także i kibiców,
były z pewnością dużo większe niż to, co osiągnął. - Nie mogę być zadowolony,
ale widzę też pozytyw, że ustabilizowałem się w biegu. Natomiast nie wyszło
mi to, co decyduje w biathlonie, a mianowicie strzelanie. Teraz myślę tylko,
aby zamazać ten nieudany występ w igrzyskach dobrymi wynikami w trzech
ostatnich w tym sezonie zawodach Pucharu Świata - dodał Tomasz Sikora, który
Vancouver po raz piąty wystąpił na igrzyskach.
Czy można wyobrazić sobie polski biathlon bez niego? Sikora uważa, że nie ma
ludzi niezastąpionych, prędzej czy później ktoś ”wypłynie”, choć na razie w
gronie mężczyzn nie widać tego, któremu mógłby przekazać ”pałeczkę”. Za to -
jego zdaniem - jest bardzo silna drużyna kobiet.
Kto będzie trenerem kadry, jeśli dotychczasowa ukraińska para Nadia Biłowa i
Roman Bondaruk nie przedłużą umowy z Polskim Związkiem Biathlonu? Oboje
zadeklarowali w Vancouver, że chcą zakończyć wieloletnią współpracę. Póki co
Sikora nie widzi w kraju nikogo, kto mógłby ich zastąpić, a on sam nie pali
się do tego, by po zakończeniu zawodniczej kariery zostać trenerem.
- W Kanadzie byliśmy skoncentrowali na treningach i startach, więc na te
tematy nie rozmawialiśmy. Jeżeli Biłowa i Bondaruk nie zechcą dalej z nami
pracować, to trzeba będzie się rozejrzeć za kimś spoza kraju. U nas ciężko
jest kogoś wybrać. Ja nie widzę w Polsce szkoleniowca, który ma takie
doświadczenie, m.in. w Pucharze Świata, jak obecna para - powiedział
36-letni Sikora.
Jak dodał, wybór trenerów kadry nie leży jednak w gestii zawodników. - To
sprawa zarządu związku - podkreślił.
Zdobywca trzech medali mistrzostw świata (złoty w 1995, srebrny w 2004,
brązowy w 1997) debiutował w ”białej olimpiadzie” w 1994 roku w Lillehammer.
Potem startował w każdej następnej. Jak będzie wspominał igrzyska w Vancouver?
- Nie chcę dziś twierdzić, że bardzo źle, ale na myśl nie przychodzi mi nic
dobrego. I nie dlatego, że wracam bez medalu. Jeden pozytyw, że biegową formę
doprowadziłem do dobrego stanu. Drugi - bardzo sympatyczni Kanadyjczycy. A
dalej? - zastanawiał się i ocenił, że pod każdym względem, a przede
wszystkim organizacyjnym, nikt nie przebił w minionych latach Lillehammer. A
igrzyska w Vancouver będą mu się kojarzyć z... krwią.
- Tak częstych badań antydopingowych jeszcze w karierze nie miałem. W ciągu
dziesięciu dni cztery razy byłem wzywany na pobranie krwi. Nie jestem
absolutnie przeciwnikiem kontroli, ale nie może być tak, że rozwala się
zawodnikowi bardzo ważny etap przygotowań do startu. Wzięto mnie na badanie
podczas oficjalnego treningu, gdy testowałem narty. Odebrano mi w ten sposób
szansę na lepszy wynik. Poza tym podchodzono do nas jak do przestępców. To
było okropne, strasznie mi to przeszkadzało, wręcz irytowało - wspomniał
Sikora, który w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest na 16. miejscu.













