Bobsleista-strażak nie poddał się
Seria pechowych zdarzeń nie załamała łotewskiego bobsleistę Janisa Mininsa i wystartuje w Vancouver. Rozbicie motocykla na cmentarzu, operacja wyrostka robaczkowego, bolesna czkawka... - żadna z przeciwności losu nie załamała bobsleisty.
Materiały wideo
- Dwa dni po operacji to było prawdziwe piekło. Mięśnie miałem sparaliżowane,
nie mogłem oddychać, a do tego dostałem czkawki. Za każdym razem kiedy się
czegoś napiłem, pojawiała się czkawka. Można sobie wyobrazić jaki ból
towarzyszy czkawce tuż po zabiegu - powiedział 29-letni Minins, który na co
dzień pracuje jako strażak.
W dniu otwarcia kanadyjskiej olimpiady został przetransportowany helikopterem
z Whistler, gdzie odbywa się rywalizacja w lodowej rynnie, do oddalonego o
120 km Vancouver.
Minins nie wystąpił w dwójkach, ale w piątek i sobotę będzie startował w
czwórkach (podobnie jak Dawid Kupczyk, Marcin Niewiara, Michał Zblewski i
Paweł Mróz). Zresztą w bobie pojawił się już dziesięć dni po operacji.
- W szpitalu schudłem osiem kilogramów. To oznacza, że koledzy z załogi mogą
więcej zjeść - dodał.
W ubiegłym roku Łotysz rozbił należący do jego ojca motocykl Harley Davidson.
Nie zapanował nad jednośladem na 90-stopniowym zakręcie i wjechał w...
cmentarz.












