Na bobslejowy tor z... castingu
W nietypowy sposób przygodę z bobslejami rozpoczęły Belgijki Elfje Willemsen i Eva Willemarck, które we wtorek zadebiutują w igrzyskach w Vancouver. Przed prawie trzema laty wygrały specjalny casting, a pierwsze treningi przeprowadziły pod czujnym okiem kamer.
Wówczas ani one, ani autorzy projektu nie spodziewali się, że zwieńczeniem
będzie udział w igrzyskach. To był prawdziwy bobslejowy ”Big Brother”.
- Organizatorzy szukali sportowców, którzy chcą spróbować czegoś nowego.
Uprawiałam lekkoatletykę, ale wiedziałam, że w tej dyscyplinie nie spełnię
marzenia, jakim był start na olimpiadzie. Wiele sobie nie obiecywałyśmy po
bobslejach, ale z każdym rokiem czyniłyśmy większe postępy niż się
spodziewałyśmy - powiedziała Willemarck, która wcześniej trenowała biegi
sprinterskie. Jej partnerka rzucała oszczepem.
Na torze w Whistler wystartują w bobie, który kupiły od łotewskiego zawodnika
Janisa Mininsa. - To nasz sportowy anioł. Wiedział, że sprzęt, który używamy,
nie jest zbyt dobry, dlatego postanowił nam pomóc - stwierdziły 25-latki,
których najlepszym miejscem w Pucharze Świata było 14. w niemieckim
Winterbergu.
O pierwszym w karierze ślizgu w bobie Willemsen powiedziała wprost: - Na
jednym z zakrętów chciałam... wyskoczyć. Jechałyśmy coraz szybciej i
szybciej, strasznie trzęsło moją głową.
Jak przyznały, ich występ w Kanadzie będzie uwieczniony w filmie
dokumentalnym. - Bez programu nie byłoby nas w igrzyskach - dodały.












