Finał marzeń nie zawiódł
Na zakończenie niedzielnej Mszy Świętej w Katedrze w Vancouver ksiądz pozwolił sobie na drobny żart. – Przypominam jeszcze wszystkim, że za godzinę finał olimpijskiego turnieju hokeja na lodzie, gramy z Amerykanami i powinniśmy jeszcze wesprzeć modlitwą naszych hokeistów. Ale przecież wśród naszych rywali są też zapewne wyznawcy tego samego Boga, którzy też proszą o pomoc, więc byłoby to z naszej strony nie fair. Pomódlmy się zatem aby wygrał sport, aby po pięknej walce wygrał lepszy zespół. A po chwili pauzy dodał.– Mniej zorientowanym przypomnę, że w hokeju najlepsza jest Kanada...
I marzenia Kanadyjczyków się spełniły. Tuż po decydującym golu Sidney’a Crosby’ego Kanada oszalała. Na ulicach Vancouver dało się słyszeć jeden ogromny krzyk radości, na chwilę ustał ruch uliczny, ludzie padali sobie w ramiona w rytm klaksonów samochodowych. Mogłem się przekonać jak ważne było dla gospodarzy igrzysk to właśnie zwycięstwo. Hokeistom USA nie udało się zmącić Kanadyjczykom ich święta w ostatnim dniu igrzysk, choć byli blisko doprowadzając na 25 sekund przed końcem meczu do remisu i dogrywki. Po dodatkowych 7 minutach i 40 sekundach, nie błyszczący wcześniej w tym spotkaniu, Sidney Crosby zdobył gola przechylając szalę na korzyść drużyny spod znaku klonowego liścia. – Nie miałem czasu na zastanawianie się jak strzelić, krążek spadł mi na kij więc błyskawicznie uderzyłem w kierunku bramki – powiedział kilkadziesiąt sekund później przed kamerami kanadyjskiej telewizji. Uznany za najlepszego bramkarza igrzysk w Vancouver Ryan Miller popełnił jeden jedyny w tym spotkaniu błąd i wspaniały turniej hokejowych „dream teamów” dobiegł końca. Podium w turnieju mężczyzn identyczne jak u kobiet, jako że dzień wcześniej Finowie pokonali jednak, ambitnie walczących, ale zmęczonych Słowaków w walce o brąz.
Kanadyjczycy umieli „wygrać” te igrzyska dla siebie. Nie roztrząsali zbyt długo niepowodzeń i umieli się cieszyć sukcesami. Jak podają lokalne media przez Vancouver przewinęło się, przez 16 dni igrzysk, około 800 tysięcy turystów z całego świata. Tylko na zakup olimpijskich pamiątek każdy z nich wydał średnio 120 dolarów kanadyjskich. Za dwa lata mamy w Polsce Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. To, oczywiście impreza znacznie mniejsza od zimowych igrzysk, ale jednak znacząca w sportowym świecie. Czy będziemy także umieli ją „wygrać” dla siebie. Nie chodzi rzecz jasna tylko o sukces sportowy, ba o ten będzie chyba najtrudniej. Mam na myśli zbudowanie odpowiedniej infrastruktury i otoczki EURO, która spowoduje, że tłumy turystów, które przyjadą do naszego kraju zostawią u nas dużo pieniędzy, że będą chcieli i mieli na co je wydawać, a po imprezie powrócą do swoich domów zadowoleni mając o Polsce jak najlepsze zdanie, tak jak my powracamy z igrzysk patrząc z uznaniem i wdzięcznością na Kanadyjczyków, nie tylko dlatego, że zdobyliśmy w Vancouver rekordową liczbę, aż 6 olimpijskich medali.












