"Brąz dzięki trenerce"
- Trenerka Ewa Białkowska podjęła słuszną decyzję desygnując do boju Katarzynę Bachledę-Curuś, Elizę Złotkowską i Katarzynę Woźniak, które w wyścigu drużynowym panczenistek zdobyły brązowy medal - uważa były szkoleniowiec kadry Leszek Ułasiewicz.
- Przez cały czas igrzysk, trzymałem kciuki za wszystkich polskich
olimpijczyków, a ze zrozumiałych względów szczególnie za bliskich mojemu
sercu łyżwiarzy - powiedział uradowany Leszek Ułasiewicz. W przeszłości
sam był przez osiem lat zawodnikiem, a po zakończeniu kariery szkoleniowcem
piastując funkcję trenera kadry narodowej kobiet, mężczyzn i szefa
wyszkolenia w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. Teraz nadal służy
związkowi swoją pomocą.
- Trenerka Ewa Białkowska podjęła słuszną decyzję nie zmieniając składu, który
utorował polskim zawodniczkom drogę na olimpijskie podium. Można by gdybać,
co by się stało, gdyby Polki pokonały w półfinale Japonki. Taki jest urok
sportu. Szczęście jest po naszej stronie. Medal to rekompensata za wyniki w
biegach indywidualnych, w których nasi reprezentanci pojechali słabiej niż
się spodziewano, po wcześniejszych siedemnastu rekordach Polski, dziesięciu
seniorskich i siedmiu juniorskich - dodał Ułasiewicz.
Drogę na podium Polki zaczęły od zwycięstwa w ćwierćfinale z Rosją. - Mogę
domyślać się, co myśli teraz trener Rosjanek, sympatyczny Nikołaj Gudin,
który tak liczył na złoty medal swoich zawodniczek. Tak był pewien swego -
powiedział Ułasiewicz, który opiekował się polskimi łyżwiarzami szybkimi w
zimowych igrzyskach olimpijskich w Innsbrucku w 1964, trzydzieści lat później
w Lillehammer i w Salt Lake City w 2002 roku.














