„Kanada przebiła nawet Chiny”
Cztery lata temu po igrzyskach w Turynie wszyscy uważali, że pod względem organizacyjnym gorzej już być nie może. Jak się okazało Kanadyjczycy obalili ten mit. Prezes PKOl Piotr Nurowski zdradza swoje negatywne przemyślenia po igrzyskach w Vancouver.
Z kraju Klonowego Liścia najbardziej szczęśliwi wyjechali Brytyjczycy, którzy ogłosili, że Londyn z Vancouver wygrywa już 1:0. – Tak może do końca nie jest, bo na taką ocenę należy poczekać jeszcze dwa lata, ale po Kanadyjczykach spodziewałem się więcej. Jedynym plusem minionych igrzysk są wolontariusze i to nie ci młodzi, a starsi emeryci - pogodni, uśmiechnięci, otwarci, życzliwi i zawsze do dyspozycji – ocenił Piotr Nurowski, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Organizatorzy pokazali się z niezwykłej restrykcyjności i przestrzegania wszelkich przepisów. – Pod tym względem przebili nawet Chińczyków. Miałem dwie poważne scysje w strefie mieszanej, gdzie dziennikarze mogą spotykać się ze sportowcami. Raz gdy chciałem podejść do Adama Małysza z gratulacjami. O pół metra przekroczyłem dozwoloną linię i rzuciła się na mnie wolontariuszka. Podobna sytuacja była po sprinterskim biegu Justyny Kowalczyk. Wtedy nawet policjant stanął w mojej obronie – wspomniał Nurowski.
Prezes PKOl zdaje sobie sprawę, że pewne procedury muszą być zachowane.
– Byłem jednak szefem reprezentacji i na pewne rzeczy chyba można przymknąć oko. Porządek – jak najbardziej, bo borykamy się z problemem bezpieczeństwa, ale Kanadyjczycy zapomnieli, że są to igrzyska olimpijskie i trzeba być bardziej przyjaznym i elastycznym – uważa.








