Vancouver 2010 Olympic GamesTelewija Polska SA

Strona główna  » Vancouver2010  » Saneczkarstwo
Za cztery lata czekają nas igrzyska w Soczi. Raczej już bez Małysza, jeszcze z Kowalczyk i... Właśnie, z kim jeszcze?

Staszulonek i Kurowski już w kraju

  • Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj
  • Dodaj do:
  • Dodaj do Śledzika
Źródło: PAP

Ewelina Staszulonek, ośma zawodniczka igrzysk olimpijskich w saneczkarskich jedynkach i Maciej Kurowski jako pierwsi olimpijczycy powrócili w piątkowe popołudnie do kraju. Byli zdziwieni, że na lotnisku piojawiła się tak liczna grupa dziennikarzy.

Ewelina Staszulonek była zaskoczona obecnością dziennikarzy na warszawskim lotnisku (fot.PAP/Jacek Turczyk)

– Skończyła się fantastyczna olimpijska przygoda, teraz chciałabym jak najszybciej dotrzeć do rodzinnego Świeradowa, gdzie oczekują na mnie mama Małgorzata, tata Zbigniew, siostra Katarzyna i brat Mateusz. Wiozę dla nich olimpijskie prezenty - nagroda za to, że jako pierwsi pośpieszyli z gratulacjami. Mam dla nich koszulki, czapeczki i breloczki. Siostra dostanie fajną czapkę. Taką różową w paski – powiedziała Staszulonek na warszawskim lotnisku.

– Wrażenia po igrzyskach w Vancouver są dla mnie z jednej strony szokujące, a z drugiej bardzo zadowalające. Z dziesiątego miejsca po pierwszym dniu udało mi się przesunąć na ósmą pozycję. Drugiego dnia wyprzedziłam dwie zawodniczki. Były troszkę na mnie złe, ale z drugiej strony gratulowały. Bo nie wiedziały, że po takim tragicznym wypadku w 2007 roku wrócę tak szybko i na igrzyskach pójdę tak strasznie do przodu. Na treningach w sezonie nie jeździłam tak dobrze. W Pucharach Świata też mi nie wychodziło. Mieliśmy testowany nowy sprzęt. Na igrzyska dostałam wyjeżdżony, przetestowany i już pojechał – dodała.

Najlepsza polska saneczkarska ostatnich lat 23 października 2007 roku miała we Włoszech groźny wypadek. Przy szybkości około 120 km na godzinę uderzyła w nakrywki toru, doznając otwartego złamania obu kości podudzia lewej nogi. Była dwukrotnie operowana - w szpitalu w Susie (Włochy) i w Monachium, pod okiem doktora Wagnera. Wróciła na tor w sezonie 2008/2009. W opinii ekspertów, jej powrót do sportu można uznać niemal za cud.

Natychmiastowa pomoc ludzi dobrej woli - z prezesem Polskiego Związku Sportów Saneczkowych Janem Błońskim na czele, który nie zawahał się naruszyć domowego budżetu, przeznaczając na rehabilitację zawodniczki spore środki - sprawiła, że Staszulonek wróciła do światowej czołówki.

Przed czterema laty w Turynie ukończyła olimpijską rywalizację na 15. miejscu.