Vancouver 2010 Olympic GamesTelewija Polska SA

Strona główna  » Vancouver2010  » Saneczkarstwo
Za cztery lata czekają nas igrzyska w Soczi. Raczej już bez Małysza, jeszcze z Kowalczyk i... Właśnie, z kim jeszcze?

Staszulonek: sanki to moje ferrari

  • Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj
  • Dodaj do:
  • Dodaj do Śledzika
Źródło: PAP

Najpierw analiza toru, potem trening mentalny, w końcu ćwiczenia praktyczne i zawody. Ferrari, jak nazywa swoje sanki Ewelina Staszulonek, spisało się w Whistler świetnie. Polka zajęła w igrzyskach ósme miejsce. Jak przyznała, samochodem jeździ wolniej niż w lodowej rynnie.

Dla Eweliny Staszulonek sanki są jak ferrari (fot. PAP/EPA)

Jestem zadowolona i dumna, że potrafiłam zjechać na ósme miejsce. W ostatnich igrzyskach w Turynie nie było tak ciekawie, bo w dwóch z czterech ślizgów miałam problemy. Tutaj wprawdzie też pojawiały się przy starcie, ale takie miała każda z nas. Generalnie było dobrze – mówi Ewelina Staszulonek. Polka fantastycznie spisała się na torze w Whistler.

Ósme miejsce na igrzyskach olimpijskich, to życiowy sukces polskiej saneczkarki. Start zawodów został przeniesiony z powodu tragicznej śmierci Gruzina Nodara Kumaritaszwiliego w trakcie treningu. – Zjeżdżałyśmy z niższego poziomu, a różnica w prędkości wynosiła około 10 km/h. Dla mnie było to teoretycznie złe posunięcie, ale ze względu na bezpieczeństwo innych zawodniczek uważam, że podjęto właściwą decyzję – mówi Staszulonek i dodaje: – Jeżdżę na sankach, bo je kocham, ale nie jestem zadowolona, że giną ludzie na torze. Sama jestem po trzech operacjach, czeka mnie czwarta. Dlatego nie chciałabym, by były budowane tory szybkie i niebezpieczne, wolałabym bardziej techniczne i wolniejsze.

Przy prędkości ok. 140 km/h działa się jak automat. – Wykonuje się ruchy po kolei. By się ich nauczyć, najpierw robimy trening mentalny. Jakby jeździmy "na sucho", chodzimy po torze, patrzymy jak w konkretnym momencie się zachować. Układamy sobie linię jazdy w głowie i potem staramy się jej trzymać. Jednemu się uda, drugiemu nie. To zależy od koncentracji i umiejętności zawodnika – - opisuje zawodniczka.

A co pociąga Ewelinę Staszulonek w sankach? – Są szybkie. To takie moje małe ferrari, na którym jeżdżę, a wcześniej z pomocą mojego trenera Marka Skowrońskiego przygotowuję. Potem się spełniam na torze.

  • Przeczytaj także: Świetna Staszulonek, Polka ósma