Małysz wylądował... w Polsce
Góralskie rytmy i gromkie „sto lat” witały podwójnego wicemistrza olimpijskiego z Vancouver, Adama Małysza na warszawskim lotnisku Okęcie.
Materiały wideo
– Vancouver nawet nie udało się zobaczyć – przyznał po wylądowaniu Małysz, który w karierze czterokrotnie stawał na olimpijskim podium. – Ale Whistler zawsze będzie mi się miło kojarzyć – dodał.
– Jesteś dla nas wart więcej niż złoto – skomentował wyczyny Polaka na olimpijskich skoczniach wiceprezes PKOl Andrzej Kraśnicki.
Małysz zdobył na igrzyskach w Vancouver dwa srebrne medale. W obu konkursach indywidualnych przegrał tylko ze Szwajcarem Simonem Ammannem. Osiem lat temu podczas olimpijskich zmagań w Salt Lake City był drugi i trzeci.
– Nie rozdzielam swoich sukcesów - najważniejszy jest całokształt. Od tylu lat skaczę na nartach i tyle lat narty przynoszą mi wielką frajdę, są całym moim życiem – podkreślił Małysz
– Wierzyłem w medale i modliłem się do Boga, żeby anioły mnie niosły i dostałem całkiem fajny wiaterek. Mogłem więc sprawić wielką frajdę kibicom – dodał wicemistrz olimpijski.
Zapytany o udział w kolejnych igrzyskach olimpijskich w Soczi Małysz lekko się skrzywił, ale niczego nie wykluczył.
– Boję się tego pytania, a często je słyszę. Nie myślę o tym. Cieszę się z sukcesu w Vancouver. Chcę skakać do MŚ w Oslo, a później zobaczymy – powiedział ”Orzeł z Wisły”.
Na Małysza czekało na Okęciu około stu dziennikarzy i fotoreporterów oraz drugie tyle kibiców. Skoczek chętnie odpowiadał na pytania i z uśmiechem rozdawał fanom autografy. Organizatorzy spotkania zagrali melodię, którą ”Orzeł z Wisły” tak bardzo chciał usłyszeć w Vancouver - Mazurek Dąbrowskiego.
– Nie staję się młodszy i doskonale wiem, jak wiele pracy trzeba, by odnieść sukces. Im człowiek starszy, tym więcej musi pracować i się przykładać. Musi też mieć osoby, które go wspierają – powiedział Małysz, który nie ukrywa, że
jego sukcesy to w dużej mierze zasługa Hannu Lepistoe.
Chcesz się poczuć jak Adam Małysz? Sprawdź swoje umiejętności na skoczni w olimpijskiej grze na naszej stronie vancouver.tvp.pl!
Małysz nie będzie zbyt długo odpoczywał, ale nie może się już doczekać domowych specjałów, które przygotuje mu żona.
– Jadę do domu, do Wisły. Żona pewnie przygotuje jakiś dobry posiłek. A potem znów na dietkę - czekają mnie kolejne konkursy – podkreślił.
W weekend jeden z najlepszych skoczków w historii pokaże się polskim kibicom - wystartuje w konkursie Pucharu Kontynentalnego w jego rodzinnej Wiśle. Później czeka go seria startów w Pucharze Świata i mistrzostwa w lotach.
– Najważniejsze to utrzymać zdrowie. Moim celem jest start na przyszłorocznych mistrzostwach świata w Oslo. Jestem jedynym skoczkiem, który na starej skoczni wygrał tam pięć razy. Sentyment do tej góry pozostał. Norwegowie się mnie boją, ale dla nich zwycięstwo na Holmenkollen, to więcej niż sukces w
Turnieju Czterech Skoczni, czy nawet w mistrzostwach świata – wyjaśnił Polak.
– Tam się wszystko zaczęło. W 1996 roku tam wygrałem pierwszy Puchar Świata, jako zupełny nowicjusz. Później jeszcze kilkakrotnie wygrywałem w Oslo. Słyszałem, że ze starej skoczni budują pomniki dawnych mistrzów, a mój ma być wyjątkowo duży – zakończył.
















