Ligocka: nie jestem faworytką
Paulina Ligocka jest wymieniana jako kandydatka do olimpijskiego medalu. Ona sama nie nastawia się na konkretny wynik. Wywiad ze snowboardzistą przeprowadził Przemysław Franczak, dziennikarz „Polski”.
Według Pauliny Ligockiej, stawianie jej w gronie Adama Małysza, Justyny Kowalczyk i Tomasza Sikory, jest trochę na wyrost. – Towarzystwo jest wyśmienite, ale nie czuję się jego pełnoprawną częścią. Całej tej trójce mogę pozazdrościć osiągnięć, a w Vancouver nie stawiam się w roli faworytki. Solidnie pracowałam nad swoim programem, formą, ale igrzyska żądzą się swoimi prawami. Nie chcę nic obiecywać, żeby nie zapeszyć. Nie nastawiam się na konkretny wynik. Chcę po prostu wykonać dobre przejazdy.
Rywalizacja olimpijska w snowboardzie odbędzie się w Cypress Mountain, gdzie panują niekorzystne warunki atmosferyczne: temperatura jest dodatnia i pada deszcz. Paulina Ligocka przyznała, że będzie to duże wyzwanie. – Ale dla wszystkich, nie tylko dla mnie – podkreśliła. – Pierwsze treningi były odwołane z powodu z powodu pogody, więc nie ma wiele czasu na zaznajomienie się z pipe’em. W deszczu już startowałam, choć jest to nieprzyjemne.
Specjalnie na olimpijski występ, Paulina Ligocka przygotowała kilka nowych trików. – Kilka chciałabym wprowadzić do programu, ale o tym zadecyduję dopiero po treningach. Sporo zależy od warunków pogodowych, śniegu, kształtu pipe’u – zdradziła zawodniczka. Przyznała również, że odczuwa stres, związany ze swoim pierwszym startem na igrzyskach olimpijskich. – Tym bardziej, że moja dyscyplina jest dość specyficzna. Coś może pójść nie tak, można wywrócić się już na początku i jest po zawodach.












