Zwycięstwami faworytów zakończyły się wszystkie poniedziałkowe mecze w NBA. Podczas gdy Rockets i Grizzlies kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa, coraz większe kłopoty mają przedsezonowi kandydaci do mistrzostwa – Oklahoma City Thunder.
Do kontuzjowanych Russella Westbrooka, Jeremy’ego Lamba i Kevina Duranta dołączył tej nocy kolejny obwodowy, Andre Robertson. W rotacji Scotta Brooksa zostało ich już zatem tylko dwóch (Reggie Jackson i Sebastian Telfair), co oznacza, że obowiązki na pozycjach "1" i "2" przejmować muszą także skrzydłowi. Łącznie do dyspozycji trenera jest ośmiu graczy (ligowy standard to 10-12), w tym aż czterech podkoszowych.
Wobec takich problemów i nieobecności dwóch najważniejszych graczy zespołu, Thunder wysoko przegrali na wyjeździe z Brooklyn Nets – 85:116. Zespół Lionela Hollinsa, w przeciwieństwie do rywali, imponował głębią składu: do kosza trafiało dwunastu zawodników, z czego aż sześciu zanotowało dwucyfrową liczbę punktów.
Najważniejszym wydarzeniem dla nowojorskich kibiców był powrót Brooka Lopeza: nękany kontuzjami center, uważany za jednego z najlepszych na swojej pozycji, rozegrał pierwszy mecz od grudnia zeszłego roku. Jeśli tylko problemy ze stopą znowu nie będą mu dokuczać, nie ma wątpliwości, że Nets mogą być trudnym przeciwnikiem dla każdego zespołu w lidze.
Grizzlies i Rockets na 4:0
Najciekawiej miało być tej nocy w Memphis, gdzie Grizzlies podejmowali New Orleans Pelicans. Starcie zapowiadano przede wszystkim jako wielki sprawdzian dla Anthony’ego Davisa, który po doskonałym początku sezonu miał napotkać na najtrudniejszą z dotychczasowych przeszkód: duet Randolph-Gasol. I napotkał. 21-letni podkoszowy rozegrał najsłabsze z dotychczasowych spotkań, zdobywając zaledwie 14 punktów (31 i 26 w poprzednich meczach) i zbierając 8 piłek (15 i 17 poprzednio), a Pelikany uległy 81:93. Gracze z Memphis, prowadzeni przez Dave’a Joergera, znowu imponowali twardą obroną (są w tym względzie najlepsi w NBA) i zespołowym atakiem. Najtrudniejsze sprawdziany jednak dopiero przed nimi.
Terminarz łaskawy był także dla Houston Rockets. Podopieczni Kevina McHale’a mają co prawda bilans 4:0, ale mierzyli się w tym czasie z trzema spośród pięciu najgorszych ekip ligi (Los Angeles Lakers, Boston Celtics, Philadelphia 76ers). James Harden i Dwight Howard wyglądają świetnie, ale nie jest to wielka sztuka, biorąc pod uwagę poziom rywali. Pierwsze prawdziwe emocje dopiero we wtorek w nocy, gdy Rakiety polecą do Miami. Póki co: w poniedziałek łatwo uporali się z 76ers, wygrywając 104:93.
Nowi Królowie?
Przedstawiciele stolicy Kalifornii, Sacramento, wygrali trzeci w tym sezonie mecz i wydają się aspirować do miana rewelacji rozgrywek. Miejscowi Kings wystartowali z bilansem 3:1, który wrażenie robi tym bardziej, że wśród pokonanych przez nich zespołów są Los Angeles Clippers i Portland Trail Blazers. W nocy do tego grona dołączyli koszykarze Denver Nuggets, którzy przegrali we własnej hali 105:110.
Domowe zwycięstwa odnieśli, zgodnie z planem, Dallas Mavericks (118:113 z Celtics) i Los Angeles Clippers (107:101 z Jazz). Chris Paul zdobył pierwsze w tym sezonie triple-double.
Wyniki wszystkich spotkań:
Philadelphia 76ers – Houston Rockets 93:104
Brooklyn Nets – Oklahoma City Thunder 116:85
Memphis Grizzlies – New Orleans Pelicans 93:81
Dallas Mavericks – Boston Celtics 118:113
Denver Nuggets – Sacramento Kings 105:110
Los Angeles Clippers – Utah Jazz 107:101