| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa
Piłkarze Pogoni Szczecin zremisowali przed własną publicznością z Termalicą Nieciecza 1:1 (0:0) W meczu 24. kolejki Ekstraklasy. Drużyna prowadzona przez Czesława Michniewicza nie przegrała w lidze od 22 listopada.
Piotr Mandrysz wrócił do Szczecina. W latach 90. poprzedniego stulecia przez pięć sezonów obecny szkoleniowiec Termaliki grał w barwach szczecińskiego klubu. W 2008 r. został trenerem odbudowywanego zespołu w 2. lidze. Awansował na zaplecze Ekstraklasy i wywalczył finał Pucharu Polski. Mandrysz na tyle mocno zapisał się w historii Pogoni, że na przedmeczowej konferencji prasowej sporo czasu poświęcił mu Czesław Michniewicz.
– Mandrysz był tu piłkarzem i trenerem. Swoją historię w Pogoni już napisał. My dopiero ją piszemy. To spotkanie może nam otworzyć drogę do ósemki – mówił nieco asekuracyjnie trener Pogoni.
Po piątkowej porażce Cracovii mecz ten miał dać gospodarzom miejsce na podium ligowej tabeli. Termalica z kolei "zawisła" tuż nad strefą spadkową i też potrzebuje punktów, by się w niej nie znaleźć. Remis sprawił, że obie drużyny swoje zadania wykonały. Pogoń jest trzecia, Termalica 14.
Pierwsza połowa należała do gości, którzy nie zdołali jednak udokumentować lepszej gry choćby jednym golem. Za to Portowcy strzelili bramkę już na początku drugiej odsłony. Na prawej stronie boiska piłkę przejął Przybecki, odegrał do Wladimera Dwaliszwilego, ten oddał ją Przybeckiemu i były pomocnik Zagłębia Lubin uczcił 20. ligowy mecz w barwach Pogoni debiutancką bramką.
Później mecz toczył się głównie w środkowej strefie boiska, a sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Najgroźniejszą po stronie Termaliki miał ponownie Misak, który z ostrego kąta z rzutu wolnego przymierzył tuż pod poprzeczkę, ale Słowik sparował ten strzał.
Po drugiej stronie boiska Ricardo Nunes w 80. minucie strzelił z dystansu, ale i Pilarz nie dał się pokonać. Najpiękniejszą paradą popisał się bramkarz Termaliki tuż przed końcem meczu, gdy Przybecki po ograniu dwóch obrońców zacentrował do Murawskiego, a "szczupak" kapitana "Portowców" został wybroniony przez Pilarza tuż przy słupku.
Gdy wydawało się, że miejscowi wygrają ten pojedynek. Wprowadzony w 72. min. Elvis Bratanovic zacentrował do Kędziory, który głową pewnie skierował piłkę do bramki. A że było już po regulaminowym czasie gry, remis utrzymał się do ostatniego gwizdka.