tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Witold Roman: nie spotkamy się z tak słabą Serbią, jak poprzednio

Przed polskimi siatkarzami trzecia faza grupowa mistrzostw świata. Spotkania z Serbami i Włochami (transmisje w TVP) zadecydują o tym, czy powalczą o medale. – Rywale, podobnie jak my, marzyli o takiej grupie – uważa Witold Roman, były siatkarz i trener, a obecnie ekspert TVP. Transmisja meczu Polska – Serbia w czwartek od 18:55 w TVP Sport i na SPORT.TVP.PL, a od 20:25 w TVP 2.
Polscy siatkarze (fot. PAP)

Wspaniały o działaczach FIVB: nie mają zielonego pojęcia o siatkówce

Dawid Brilowski, SPORT.TVP.PL: – Czym różni się obecna reprezentacja od tej, która zdobywała mistrzostwo świata cztery lata temu?
Witold Roman:
– Wszystkim. Jest inny trener i inne podejście do treningu – najprawdopodobniej także inne podejście do siłowni. Za czasów trenera Lozano ściągnęliśmy ją do Spały, zamontowaliśmy i cała sala została poświęcona na siłownię tylko dla siatkarzy. Tutaj, takie przynajmniej krążą plotki, do siłowni podchodzi się dosyć luźno.

– A poza przygotowaniem?
– Nie mamy Mariusza Wlazłego. Poza tym podczas mistrzostw w 2006 i 2014 roku mieliśmy zdecydowanie bardziej skrystalizowaną szóstkę. Mamy też teraz zdecydowanie więcej młodych zawodników i nieco szerszą kadrę. Mimo to w 2006 i 2014 roku przegrywaliśmy tylko po jednym meczu, a teraz już na tym etapie mamy dwie porażki.

– Jest coś, co może być podobieństwem?
– Obfitość bardzo dobrych zawodników na pozycji środkowego. Cztery lata temu zastanawialiśmy się, czy ci, którzy są na ławce nie powinni grać. Teraz mamy tak samo.

– Po trenerze Heynenie spodziewaliśmy się sporo rotacji – tymczasem kolejne mecze rozpoczyna niemal identyczny skład.
– Jest czas eksperymentów i czas walki o punkty. Trener stawia na zawodników, którym najbardziej wierzy. Nie chodzi nawet do końca o umiejętności, ale o to, czy udźwigną ciężar. Z młodych zawodników grają tylko Szalpuk, który przed mistrzostwami był najlepszy, i Kochanowski, który zrobił tu furorę.

– Wcześniej wspomniał pan o Wlazłym. Mam wrażenie, że cztery lata temu był nie tylko pewnym punktem w ataku, ale też liderem drużyny. Teraz takiego mamy?
– Mamy kilku, którzy pretendują do tego miana.

– Za nami dwie rundy mistrzostw, a my nadal nie wiemy na co stać naszą drużynę? Po świetnych meczach z poważnymi rywalami – Bułgarią i Iranem – przyszły momenty złej gry z Argentyną i Francję. Które oblicze kadry jest prawdziwe?
– Wszyscy chcielibyśmy wierzyć, że to pierwsze. Ale prawda jest taka, że przeciwnicy nie są coraz słabsi, a wręcz przeciwnie. To, co wystarczało na średnią Bułgarię, nie wystarczyło na Francję. Fakt, w pierwszej fazie grupowej zagraliśmy dobre spotkania, ale trzeba pamiętać, że Bułgaria nie jest już tym samym zespołem, co kilka lat temu. Iran jest silniejszy, ale nie wiem czy byłby w stanie walczyć z Serbią. Czwartkowy mecz z Serbią tak naprawdę pokaże nam dopiero prawdziwe oblicze.

Polscy siatkarze (fot. PAP)

– Możemy spodziewać się zupełnie innego spotkania, niż to sprzed kilku dni?
– Obydwa zespoły będą chciały sobie coś udowodnić. Serbowie – że wpuszczając nas do szóstki – bo mogą o tym w ten sposób myśleć – zrobili dobry ruch. Być może, gdyby na naszym miejscu była Francja, byłoby im trudniej. Z kolei Polacy będziemy chcieli sobie udowodnić, że awansowali dzięki swojej dobrej grze i Serbowie rzeczywiście w końcówce odpuścili, ale to dlatego, że wiedzieli, że nie dadzą rady. Ostrzę sobie zęby na ten mecz. Na pewno nie spotkamy się z tak słabą Serbią, jak poprzednio.

– Zobaczymy inną Serbię, niż w pierwszym meczu. Polskę także?
– Plan, którym było wejście do szóstki, został wykonany. Wszystko, co ugrają więcej, będzie pewnym bonusem. Jako kibice możemy liczyć na to, że obronią tytuł. Nie mamy jednak zbyt wiele zdroworozsądkowych powodów, żeby w to wierzyć. Ale szanse są. Szczególnie, że jesteśmy w teoretycznie łatwiejszej grupie. Nie ukrywajmy – jakby ktoś przed mistrzostwami miał wybrać najtrudniejszą grupę, nie znalazłby nic lepszego od zestawienia: Brazylia, Rosja, USA. To grupa z innej planety.

– Losowanie otwiera nam drogę po medale?
– Mamy Serbów i Włochów. Pierwsi dużo wygrali… przegrywając. Po pierwsze – uniknęli Francji, bo ta odpadła. Po drugie – uniknęli Rosji, bo byli z nią w jednym koszyku. Po trzecie – trafili do teoretycznie łatwiejszej grupy. Włosi z kolei już są mistrzami świata w losowaniu. Nie ulega wątpliwości, że rywale, podobnie jak my, marzyli o takiej grupie.

– W drugim meczu grupy zagramy z Włochami. Patrząc na statystyki indywidualne, gospodarze znacznie dystansują Polskę i Serbię. Można się spodziewać, że w obu przypadkach łatwo wygrają?
– Na pewno oni tak właśnie myślą. Zresztą ja także od początku turnieju wymieniałem Włochów w gronie faworytów do tytułu. Jest to ciekawy zespół, grający u siebie. Rzeczywiście wiele znaczą tu indywidualności. Wiele jakości do gry wnoszą Zaytsev i Juantorena. Ciekawe jest to, że ten pierwszy przez długi czas musiał próbować gry na innej pozycji. W Perugii występuje na przyjęciu, bo w ataku jest Atanasijević. A tu jest najlepszym atakującym.

– Widać w nich nieco podobieństwa z Polakami sprzed czterech lat?
– Juantorena jest dla Włochów jak Winiarski – trzyma przyjecie na dobrym poziomie i kończy trudne piłki. Zaytsev jest z kolei jak Wlazły. Jak nie ma, gdzie zagrać piłki, to na pewno poleci do niego.

– Więc jak, pana zdaniem, będą wyglądać najbliższe trzy dni?
– Pierwszy dzień na pewno minie spokojnie, bo nie gramy. A potem zaczynają się schody. Sam się zastanawiam nad tym, jak będzie. Włosi grają z nami na koniec. Czy uważają nas za trudniejszego rywala, niż Serbów? Wygląda na to, że tak – to ciekawe. Chciałbym, żebyśmy wygrali, ale to będzie bardzo trudne. Kluczowy będzie mecz z Serbią.

Heynen: inne zespoły są bardziej zmęczone od nas
Schulz: nie ma znaczenia z kim gramy dalej. Trzeba wygrać z każdym
Szalpuk: nie wierzę, że losowanie było ustawione
Bieniek: z niedzielną grą pokonalibyśmy każdego

podobne informacje

Stocznię da się uratować? Walka o pozostanie w lidze

KMŚ siatkarzy: Trentino w finale, Resovia poznała rywala w meczu o brąz

KMŚ nie dla Polaków. Asseco Resovia odpadła w półfinale

"To co się dzieje rano, po południu jest nieaktualne". Co dalej ze Stocznią?