tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nadzieja na rozwój polskiego darta? "Sukces może być bodźcem"

Krzysztof Ratajski był w ostatnim miesiącu jednym z najgorętszych nazwisk w światowym darcie. Dołączył do nielicznej grupy zawodników, którym udało się wygrać dwa turnieje dzień po dniu w największej federacji – PDC. Triumf otworzył mu drogę do kolejnych ważnych telewizyjnych zawodów. Polak wystąpi także drugi rok z rzędu w mistrzostwach świata. Transmisje od 14 grudnia w TVP Sport, SPORT.TVP.PL oraz aplikacji mobilnej.
fot. Getty

Październikowe triumfy w Players Championship 20 i 21 w Barnsley robią wielkie wrażenie, ponieważ Ratajski dokonał tego, nie posiadając karty PDC Pro Tour. Jest to przepustka do występów nie tylko w PC (Players Championship), ale także w European Tour. Zwycięstwa i zarobione 20 tysięcy funtów dały mu także udział w Players Championship Finals (23–25 listopada) oraz Wielkim Szlemie (10-18 listopada), a także kartę na przyszły sezon.

Kwalifikacja do tego drugiego turnieju, w którym biorą udział zwycięzcy i finaliści turniejów PDC na przestrzeni ostatniego roku, była jednak bardziej skomplikowana. Polak wielokrotnie wypadał z listy, a ostatecznie musiał czekać na wyniki World Series Finals w Wiedniu i liczyć na to, że żaden z dotąd niezakwalifikowanych zawodników nie dostanie się do finału. To ostatecznie się udało. W ćwierćfinale odpadł ostatni z takich graczy – Jamie Lewis, który został pokonany przez Jamesa Wade'a.

MŚ w darcie: Ratajski – Wilson (mecz 1. rundy)

Jakub Łokietek, SPORT.TVP.PL: – Podglądał pan mecze World Series Finals?

Krzysztof Ratajski:
– Trochę tak, ale w ćwierćfinale nie patrzyłem już nawet na wyniki na żywo. Wolałem nie widzieć, tylko zobaczyć końcowy rezultat. To nie na moje nerwy.

– Wypadał pan z Wielkiego Szlema kilka razy, po czym ponownie powracał na listę. Jak duże było zdenerwowanie? Trudno było coś zaplanować…

– To prawda. Taka sytuacja nie zdarzyła się chyba nigdy. Kiedyś wystarczyło wygrać jakikolwiek turniej, np. UK Open Qualifier, co udało mi się na początku sezonu. To teoretycznie zawsze dawało miejsce w Wielkim Szlemie. Teraz było inaczej. Cztery razy wchodziłem na listę zakwalifikowanych. Pierwszy raz już po wygraniu BDO World Masters. Niestety ta federacja obraziła się na mnie, bo nie wystąpiłem w ich mistrzostwach świata, lecz w PDC. Odebrano mi miejsce. Po wygraniu wcześniej wspomnianego UK Open Qualifier już mogło się wydawać, że jestem w Wielkim Szlemie, ale w tym sezonie wielu zawodników wygrało pojedyncze turnieje Players Championship i European Tour. Wygrałem turnieje PC w Barnsley, znów znalazłem się na liście, całkiem wysoko, ale szybko wypadłem, bo w mistrzostwach Europy nastąpiła duża niespodzianka. Dwie osoby, które nie były zakwalifikowane, znalazły się w finale. Takie rzeczy się nie zdarzały.

– Można powiedzieć, że wyrzucił pana James Wade, który wygrał ME, ale potem przywrócił, pokonując Jamie'ego Lewisa w ćwierćfinale World Series Finals.


– Dobrze się to ułożyło, ale trzeba pamiętać o sprawie Corey'a Cadby'ego, który wycofał się z ostatnich turniejów i z Grand Slama także. Oficjalna wersja to złamana ręka, ale tak naprawdę nie wiadomo, co się wydarzyło.

– Ma pan inne informacje na ten temat?

– Nie mam, choć jedni mówią, że przegrał w australijskim lokalnym turnieju, drudzy piszą, że grał z średnią około 70 punktów, ale nie wiadomo, jaka jest prawda.

– Taka niepewność awansu nie sprzyja również codziennym planom…

– Dużo nie trzeba planować, bo Grand Slam to jest jeden turniej. Super jest w nim być, bo to zawody dużej rangi z długą historią, są bardzo ciekawe i trochę inne. Spotykają się tam zawodnicy PDC i BDO. Gdybym się nie dostał, to trudno, musiałbym się pogodzić. Przede wszystkim cieszę się, że udało mi się w ogóle zakwalifikować do Players Championship po tym jak nie miałem karty.

MŚ w darcie: Ratajski – Wilson (ostatni leg)

– Właśnie od tych turniejów PC w Barnsley wszystko się zaczęło. Ciężko było się spodziewać, że poza mistrzostwami świata uda się jeszcze gdzieś zagrać. Z jakim nastawieniem pan jechał?

– Tak naprawdę wszystko zaczęło się w Challenge Tourze. Tam starałem się być wysoko, bo często z Players Championship rezygnują zawodnicy z kartą i wtedy automatycznie wchodzą rezerwowi z Challenge Tour. W tym sezonie te zawody były w tym samym czasie co European Tour, więc dopiero mogłem pojechać na drugi zjazd CT. Po ośmiu turniejach byłem dziesiąty, a okazało się, że z listy rezerwowej wchodzi dziewięciu. Później znowu turnieje nakładały się, więc pojechałem dopiero na przedostatni zjazd. Wygrałem jeden z turniejów, a to dało mi czwarte miejsce w CT i możliwość zagrania w Barnsley. Wcześniej grałem w PC i niestety dwa mecze zakończyłem dwiema porażkami, lecz przy bardzo dobrej grze. Z Crossem miałem średnią ponad 100 punktów i jeszcze lotki mi wypadały z tarczy. Debiut był nieudany. W Barnsley chciałem zdobyć około 2-3 tysięcy funtów. Wydawało mi się wtedy, że ta kwota plus wygrana jednego meczu w mistrzostwach świata powinna mi dać kartę PDC na 2019 rok. Taki był plan.

– Z jakiego elementu gry był pan zadowolony najbardziej? Wydaje mi się, że bardzo dobrze szła walka z presją. Wiele meczów było zaciętych, w wielu trzeba było gonić wynik.


– Rzeczywiście "wyciągałem" te rezultaty. To nie wynikało jednak ze słabych początków, bo moja gra wyglądała dobrze. Przeciwnicy grali na bardzo wysokim poziomie i wychodziły im rzeczy, które nie powinny. Goniłem z Jamesem Wilsonem z 0:3, z Chrisem Dobeyem w finale z 0:2, nie wspominając już o meczu ze Stevem Beatonem, gdzie przegrywałem już 1:5. Było fatalnie. Jednak z tymi lepszymi rywalami, m.in. Adrianem Lewisem, Darylem Gurneyem, mierzyłem się już wcześniej i ogrywałem ich. Wiadomo, że presja minimalna jest. Gurney to uczestnik Premier League, piąty zawodnik w rankingu.

– W Barnsley przeszedł też pan przyspieszony kurs angielskiego, udzielając pierwszych wywiadów po meczu. Pewnie tu była większa presja niż przy tarczy.

– Na razie jeszcze czuję się niepewnie językowo. Mam duże braki i wiele rzeczy do nadrobienia.

– Ale jest postęp? Bierze pan lekcje?


– To bardziej praktyka niż regularna nauka. Zaczynałem internetowo, ale z braku czasu ostatnio się to "rozjechało".

– Wróćmy do darta. Wygrane w Barnsley dały przede wszystkim awans do Players Championship Finals. Pierwszym rywalem Gerwyn Price, który jest bardzo niewygodny. W bardzo ekspresyjny sposób celebruje dobre rzuty. Deprymuje to?

– Może trochę, ale myślę, że na mnie to nie wpływa. Nie mam jednak z nim szczęścia. Spotkaliśmy się kilka razy, co najmniej trzy razy i wszystko przegrałem. Niewielu jest takich zawodników. Wydaje mi się, że dojrzałem do tego, aby powalczyć ostrzej. W tych meczach zawsze miałem słabszą formę, a on prezentował się naprawdę solidnie – w granicach średniej 100 punktów.

Darts, MŚ: milimetry od finału! Van Gerwen przegrał z debiutantem!

– Który turniej będzie dla pana ważniejszy? Bardziej elitarny Wielki Szlem, gdzie trzeba coś wygrać lub dojść do finału, aby w nim wystąpić, czy PC Finals, gdzie raczej liczy się regularna, solidna gra?

– Ciężko mi powiedzieć, bo w obu turniejach zadebiutuję. Wydaje mi się, że ciekawszy będzie Wielki Szlem, ponieważ ma ciekawą formułę. Są grupy, więc na pewno zagra się trzy mecze. Inne nastawienie. Jak jest drabinka, to jest pierwszy mecz, odpada się i po turnieju. Tu wygląda to inaczej. Po porażce można się odbudować i nawet wygrać turniej. To chyba bardziej mi się spodoba, ale więcej będę mógł powiedzieć jak zagram.

– W tej hierarchii jednak niż jakikolwiek turniej, może poza mistrzostwami świata, stoi jednak zdobycie karty PDC. Otwiera panu drogę do wielu turniejów. To był główny cel?

– Dokładnie. To było bardzo ważne. Nie będę musiał grać w Q-School (corocznych kwalifikacjach, w których walczy się o kartę PDC Pro Tour, red.). W tamtym roku wygrałem Winmau World Masters, później UK Open Qualifier, po czym wystartowałem w Q-School i wcale mi źle nie poszło. W czterech dniach gry potrzebny był mi jednak jeden wygrany mecz więcej. To się nie udało i pechowy scenariusz mógłby się powtórzyć. Przyszły sezon zacznę już z solidnym zapleczem w rankingu.

– Zanim nowy sezon to jeszcze mistrzostwa świata. Tkwi zadra ze spotkania z Wilsonem? Zaczął je pan znakomicie…

– Był żal, ale na szczęście później z Wilsonem grałem dwa razy i dwa razy wygrałem. Teraz liczę, że w tym roku uda się sprawić niespodziankę. Trudno jednak prognozować wynik. Każdy nastawia się na ten turniej.

– Jak wygląda pierwszy rok jako profesjonalnego zawodnika?

– Okazało się, że nie był on jednak do końca profesjonalny, bo zabrakło karty PDC. Raczej półprofesjonalny sezon, który wyszedł całkiem zawodowo. Żyje się zupełnie inaczej. Mam różne obowiązki, jest dużo wyjazdów, inaczej organizuję dzień. Pracując osiem godzin dziennie, nie ma czasu na profesjonalne trenowanie. Wcześniej starałem się rzucać godzinę lub półtorej dziennie, ale na dłuższą metę tak się nie da. Człowiek jest zmęczony, nic się nie chce po pracy. Teraz mam przeorganizowany terminarz. Trening to codzienna praca. Nie ćwiczę może bardzo dużo, sześciu czy ośmiu godzin, ale staram się około dwie. Żyje się jednak dużo lepiej niż pracując w korporacji lub firmie.

– Na jakim etapie kariery pan jest? Większość profesjonalnych darterów, która od lat utrzymuje się w czołówce ma około 25-35 lat. Pan jest niewiele starszy, ale z drugiej strony jest rodzina i życie prywatne. Po zdobyciu karty PDC zamierza pan selekcjonować turnieje jak np. Gary Anderson czy Raymond van Barneveld?

– Nie zamierzam. Nie mogę sobie na to pozwolić. Dart jest o tyle ciekawy, że można w niego długo grać. Mając 40 lat "z haczykiem" mogę jeszcze kilka lat występować na wysokim poziomie. Taylor miał 57 lat, gdy odszedł, a był w bardzo wysokiej formie. Nie mówię o Paulu Limie, który ma 64 lata, w tamtym roku podchodził do dziewiątej lotki na mistrzostwach świata. W tym sezonie także go nie zabraknie. Wciąż trzyma wysoki poziom. Byłem na turnieju na Filipinach, gdzie zwyciężył. Ja dopiero zaczynam grę na zawodowej arenie i nie mogę odpuszczać. Rodzina? Jest cały tydzień. Weekendy będą na darta, ale pewnie nie wszystkie, są też wakacje. Trzeba to będzie podzielić.

Darts, Puchar Świata we Frankfurcie (finał)

– Umówmy się, że rodzina nietypowa, bo pańska żona też rzuca. Jest wzajemne dopingowanie czy raczej delikatna rywalizacja?

– Raczej wspieramy się i dopingujemy. Chociaż też trochę się rozmijamy. Ona gra w federacji BDO, awansowała na mistrzostwa świata. Będzie też uczestniczyła w kwalifikacjach kobiecych do mistrzostw świata PDC w Duesseldorfie. Mocno ją wspieram, tak jak ona mnie. Czasami ze mną jeździ, choć to nie zdarza się często.

– Skoro już jesteśmy przy kobietach, to w tym sezonie dwie zawodniczki zagrają w mistrzostwach PDC. Dart to chyba ewenement, bo chyba nie ma innego sportu, w którym mężczyźni rywalizowaliby bezpośrednio z kobietami. Stanowi to problem?


– Nie przeszkadza mi to, ale uważam, że PDC powinno stworzyć coś podobnego do Developement lub Challenge Tour tylko dla kobiet. Dart to sport, który nie wymaga jakiejś wielkiej siły fizycznej. W teorii mężczyźni nie mają przewagi, ale żadna kobieta nie gra na takim poziomie jak najlepsi zawodnicy. Mieszanie tego w tym momencie wydaje mi się nie do końca sensowne.

– Nic nie stałoby na przeszkodzie, aby taki stworzyć taki tour, ale czy kluczowe nie są w tym przypadku pieniądze?

– Raczej tak. PDC jest w dużej mierze nastawione na wynik finansowy. Rzeczywiście być może jest obawa, że areny byłyby niezapełnione. Federacja wydaje się jednak bogata, nagrody stale rosną, widownie są coraz większe. Nikt nie mówi, aby nagrody dla kobiet były takie same jak w najważniejszych turniejach męskich, ale np. takie jak w Challenge Tour. Myślę, że na to PDC byłoby stać i byłoby to dobrym pomysłem. Wiele osób oczekuje tego ruchu.

– Dart jednak to nie tylko turnieje telewizyjne i PDC. Występuje pan również w kraju? Jaką przyjemność sprawia taka gra w porównaniu do międzynarodowych turniejów?

– Fajnie jest występować na dużym turnieju z najlepszymi na świecie. Jest adrenalina i element rywalizacji. Gram 20 lat i bardzo to lubię. Teraz mam mniej czasu na grę w Polsce, terminy się nakładają, ale jeśli mam czas i okazję, to jeszcze jeżdżę.

– Jeździ pan też dużo po Europie. Na jakim poziomie są polscy darterzy w porównaniu z zawodnikami z naszej części kontynentu. Mam na myśli Czechów, Węgrów, Słowaków…

– Problem jest taki, że w Polsce ten sport jeszcze jest mało popularny. Inne kraje wygrywają liczbą zawodników. Z masy ludzi można więcej wyciągnąć. Jakościowo nie widzę wielkiej różnicy. Czesi i Węgrzy grają na zbliżonym poziomie.

MŚ w darcie: czeka blisko 28 lat. Było tak blisko...

– Z kolei po drugiej stronie mamy Niemców, u których dart rozwija się błyskawicznie. Organizacja European Tourów, Premier League w Berlinie, być może niedługo reprezentant w tym turnieju. Kiedy i czy w ogóle wydarzy się to w Polsce?

– Na razie nie widać światła w tunelu, jeśli chodzi o organizację takich zawodów. Co ciekawe, bardzo dobrze wypadają Czesi. Organizowali w zeszłym sezonie turniej pokazowy, zaprosili zawodników z topu i w tym roku będą gospodarzami jednego turnieju European Tour. U nas chyba brakuje ludzi mocniej zaangażowanych, ale także graczy.

– Może potrzeba nam spektakularnego sukcesu? Nie bez powodu zwracam się z tym pytaniem do pana. Kilka dobrych telewizyjnych turniejów, odpowiednio nagłośnionych, może być bodźcem do rozwoju?


– Na pewno. To często tak działa, że duży sukces powoduje, że oglądalność i zainteresowanie wzrasta. Robi się "bum" na daną dyscyplinę. Być może tak się stanie. Ja chętnie bym się do tego przyczynił i będę się starał robić wszystko, żeby to się wydarzyło.

– Gdyby mógł pan wybrać jedną rzecz: zdobycie mistrzostwa świata lub rozwój darta w Polsce i organizacja turnieju European Tour przy pełnych trybunach, to co by to było?

– To niemożliwe dokonać takiego wyboru. Chciałbym wygrać mistrzostwo i przyczynić się do rozwoju. Wtedy najprawdopodobniej mielibyśmy Premier League, bo przecież nie mogliby nie zaprosić mistrza świata. To dopiero by napędziło dart! Tego sobie i całej dyscyplinie życzę.

***

Krzysztof Ratajski (ur. 1977) – polski darter, triumfator trzech turniejów PDC Pro Tour, zwycięzca Winmau World Masters 2017. Uczestnik mistrzostw świata PDC, a także drużynowego World Cup of Darts. Obecnie na 60. pozycji w światowym rankingu. Posiadacz karty Pro Tour na sezon 2019.

najpopularniejsze

Skoki narciarskie, koszykówka i piłka nożna. Sprawdź plan sobotnich transmisji w TVP Sport, SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej

"Okiem redakcji". Spore zamieszanie wokół Infantino

"All Access". Przygotowania Mariusza Wacha przed KBN5

Lewis Hamilton: w FIFĘ grałem... Brazylią

Maciej Sulęcki: ja przyszłym mistrzem świata? Tak właśnie będzie!