tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Rewolucja angielska. VAR może działać lepiej, w Polsce też

– Nie naprawiłem błędu, bo VAR mi nie podpowiedział – takie wymówki sędziego mogą być już wkrótce tylko historią. Właśnie udowodnili to sędziowie w kilku meczach Pucharu Anglii. Pokazali, że VAR może działać lepiej, szybciej i w sposób ograniczający ryzyko korupcji. W Polsce może być tak samo, nawet już od lutego.

Rewolucja angielska. VAR może działać lepiej, w Polsce też

– Nie naprawiłem błędu, bo VAR mi nie podpowiedział – takie wymówki sędziego mogą być już wkrótce tylko historią. Właśnie udowodnili to sędziowie w kilku meczach Pucharu Anglii. Pokazali, że VAR może działać lepiej, szybciej i w sposób ograniczający ryzyko korupcji. W Polsce może być tak samo, nawet już od lutego.
Mohamed Salah w dyskusji z arbitrem (fot. Getty Images)

Jeśli w piłce nożnej denerwuje Państwa lub przeszkadza, że:

● przerw na sprawdzenie decyzji przez VAR lub sędziego jest za dużo lub są zbyt długie, bo sędzia musi przebiec kilkadziesiąt metrów do monitora, a potem musi znowu przebiec kilkadziesiąt metrów, żeby wrócić na swoje miejsce; lub że
● sędzia czasem zwala winę za błąd na brak pomocy albo rzekomy brak pomocy ze strony VAR lub zrzuca winę na kolegów z boiska; lub że
● sędzia główny opowiada o konkretnej sytuacji w sposób sprzeczny z relacją sędziego, który w tym samym meczu pełnił funkcję VAR, albo opowiada o sytuacji inaczej niż jego przełożeni; lub że
● słyszycie czasem jak sędzia mydli oczy zasadami, których nikt nigdy nie widział, byle tylko uniknąć krytyki lub poprawić swój wizerunek w opinii publicznej; lub że
● słyszycie, że na początku meczu obowiązują inne przepisy niż w kolejnych minutach, bo "zbyt wczesna czerwona kartka mogłaby zabić mecz"

– to mamy dobre wieści, bo właśnie pojawiła się duża i całkiem realna szansa, że to wszystko się zmieni: sędzia nie będzie biegać do monitora (a przynajmniej nie tak często) i przerwy będą krótsze, skończy się rozmywanie odpowiedzialności za błędy i prawienie wymówek dla naiwnych lub niezorientowanych, a samo sędziowanie stanie się bardziej transparentne i zgodne z przepisami przez cały mecz.

Nie tylko sędziom powinno to wyjść na zdrowie. A wszystko dzięki nowym wytycznym władz angielskiego futbolu oraz ostatnim decyzjom arbitrów i VAR w meczach trzeciej rundy Pucharu Anglii. Tak, wygląda na to, że ojczyzna futbolu znów wzięła odpowiedzialność na siebie i stara się uczynić ten sport jeszcze lepszym i atrakcyjniejszym.

Crystal Palace (fot. Getty Images)

Czerwona kartka w drugiej minucie

Najciekawsza i najbardziej pouczająca jest sytuacja z meczu Crystal Palace – Grimsby Town.

Sędzią głównym tego spotkania był Martin Atkinson, do końca ubiegłego roku sędzia miedzynarodowy, jeden z najlepszych w Europie. W drugiej minucie, dokładnie w 64. sekundzie gry, dostrzegł faul Andrew Foxa z Grimsby Town na Androsie Townsendzie w środkowym rejonie boiska, ale źle ocenił wagę tego przewinienia. Gdyby uznał, że należała się czerwona kartka, musiałby przerwać grę i wykluczyć winnego z gry. Atkinson ocenił jednak, że za taki faul należy się żółta kartka i zastosował korzyść, czyli pozwolił kontynuować grę, bo drużyna Crystal Palace utrzymała się przy piłce i – według Atkinsona – miała szansę zacząć groźną akcję.

Po 14 sekundach gospodarze wybili piłkę na aut, ponieważ sfaulowany nadal leżał i wyglądało na to, że może być kontuzjowany. Dopiero wtedy Townsend wstał i pokazał, że został trafiony korkami w piszczel tuż pod kolanem. Atkinson podbiegł do Foxa i po 30 sekundach od faulu pokazał mu „zaległą” żółtą kartkę. Po chwili Atkinson dostał przez słuchawkę informację od sędziego asystenta wideo, że za ten faul należy się czerwona kartka. Arbiter zawołał więc Foxa ponownie i w 124. sekundzie meczu pokazał mu czerwoną, anulując żółtą.

Ktoś niezbyt zorientowany w zasadach korzystania z systemu VAR mógłby zapytać: co w tej sytuacji było nadzwyczajnego lub szczególnie ważnego? Otóż, po pierwsze: jeden z najbardziej doświadczonych i cenionych sędziów Premier League nie przejął się tym, że faul nastąpił już w 64 sekundzie gry i że tak wcześnie musi wykluczyć zawodnika. Niby to oczywiste, że przepisy są identyczne przez cały mecz dla drużyn i sędziego, ale od czasu do czasu niektórzy słyszą jak jakiś arbiter próbuje usprawiedliwiać się mówiąc, że nie podjął decyzji zgodnej z przepisami, bo "to były dopiero pierwsze minuty gry" albo "to była już końcówka meczu". Po drugie – i to jest tutaj najważniejsze: Atkinson zmienił decyzję tylko na podstawie informacji od sędziego asystenta wideo. Atkinson nie pobiegł do monitora i nie oglądał powtórki z faulem Foxa na Townsendzie.

Od pokazania kartki żółtej do jej anulowania i pokazania czerwonej minęło około 30 sekund. Gdyby sędzia musiał pobiec do monitora, obejrzeć powtórki i wrócić na miejsce, ta przerwa byłaby znacznie dłuższa.

Crystal Palace, grające z przewagą jednego zawodnika przez prawie cały mecz, pokonało Grimsby Town 1:0. Pretensje za sytuację z drugiej minuty kierowano po meczu tylko do Foxa.

Darren Cann (fot. Getty Images)

Spalony czy rzut karny? Decyduje VAR

W 20. minucie meczu Manchester United – Reading FC już 50-letni Darren Cann, jeden z najlepszych sędziów asystentów na świecie, uczestnik finału mistrzostw świata w RPA w 2010 roku, słusznie zasygnalizował spalonego zatrzymując akcję gospodarzy. Sędzia FIFA Stuart Atwell uznał tę sygnalizację i przerwał grę gwizdkiem. Zanim jednak gra została wznowiona, Atwell dostał informację z VAR, że przed spalonym był faul, za który należy się rzut karny.

O tej sytuacji zrobiło się głośno, nie tylko w mediach brytyjskich, ale głównie ze względu na kontrowersję, co było najpierw: spalony czy faul.

Cann ocenił, że w momencie zagrania piłki przez Juana Matę współpartner Fred był na pozycji spalonej. Fred dostał piłkę, strzelił gola, więc Cann podniósł chorągiewkę. Swoją część pracy wykonał bezbłędnie.

Powtórki wideo wykazały jednak, że tuż po zagraniu piłki przez Matę, kiedy nie było jeszcze wiadomo, czy za nią pobiegnie i będzie starał się strzelić gola, czy może zagrał tak piłkę, aby podać ją Fredowi – Mata został sfaulowany przez Omara Richardsa. To ten faul sprawił, że Mata nie mógł dalej uczestniczyć w akcji. W efekcie piłka trafiła do Freda. Nawet brytyjscy eksperci mają sprzeczne opinie lub przynajmniej wątpliwości, kiedy dokładnie – w takiej sytuacji jak ta – zawodnik będący na pozycji spalonej staje się spalony. Warto tutaj przypomnieć, że fakt, iż zawodnik jest na pozycji spalonej, nie oznacza, że jest spalony, nawet jeśli piłka leci mniej więcej w jego kierunku. Jeśli w momencie zagrania lub podania piłki przez współpartnera zawodnik był na pozycji spalonej, to spalonym staje się dopiero wtedy, gdy zaczyna być aktywny w grze.

Juan Mata (fot. Getty Images)

Zgodnie z aktualnymi "Przepisami gry" (punkt 2, artykuł 11, strony 97-98) zawodnik jest "aktywny w grze poprzez" – cytuję podstawowe zasady:

● branie udziału w grze poprzez zagranie lub dotknięcie piłki podanej lub dotkniętej przez współpartnera, lub
● przeszkadzanie przeciwnikowi poprzez:
- utrudnianie przeciwnikowi zagrania lub możliwości zagrania piłki przez wyraźne zasłonięcie mu pola widzenia, lub
- atakowanie przeciwnika w walce o piłkę lub
- ewidentną próbę zagrania piłki, która znajduje się blisko, gdy próba ta ma wpływ na przeciwnika, lub
- wykonywanie ewidentnych działań, które jednoznacznie wpływają na możliwość zagrania piłki przez przeciwnika, lub
● osiąganie korzyści poprzez zagranie piłki lub przeszkadzanie przeciwnikowi, gdy piłka:
- trafiła do zawodnika na pozycji spalonej po rykoszecie lub odbiła się od słupka, poprzeczki, sędziego lub przeciwnika,
- trafiła do zawodnika na pozycji spalonej w skutek rozmyślnej parady obronnej dokonanej przez przeciwnika.

Żaden z tych punktów nie pozwala uznać, że Fred był spalony już w momencie faulu na Macie, a to oznacza, że decyzja o podyktowaniu rzutu karnego była prawidłowa. VAR, którym w tym meczu był David Moss, sprawił, że sędzia Stuart Atwell anulował decyzję o spalonym i podyktował rzut karny. Podobnie jak sędziowie innych meczów trzeciej rundy Pucharu Anglii, Atwell zmienił decyzję jedynie na podstawie komunikatu werbalnego VAR – nie oglądał powtórki wideo.

Z rzutu karnego Mata strzelił gola na 1:0. Manchester United wygrał 2:0.

Odwrotna sytuacja była w meczu Burnley – Barnsley (1:0). Wszyscy byli już przygotowani do rzutu karnego, wykonawca zaczął nawet rozbieg, gdy nagle sędzia Simon Hooper, rzadko występujący w Premier League, gwizdnął ponownie. VAR podpowiedział mu, że prawidłową decyzją w tej sytuacji będzie spalony. Prawdopodobnie zawiodła komunikacja, bo VAR powinien wcześniej zasugerować sędziemu wstrzymanie rzutu karnego, albo sędzia – jeśli wiedział, że trwa wideoweryfikacja – zapomniał o tym, żeby nie gwizdać zbyt wcześnie.

Anthony Taylor (fot. Getty Images)

Jeśli faul, to chyba korkiem o sznurowadło

Kolejny sędzia międzynarodowy, Anthony Taylor, w meczu Fulham FC – Oldham Athletic również nie pobiegł do monitora, aby sprawdzić, czy w polu karnym doszło do symulacji i próby wymuszenia rzutu karnego, czy może do subtelnego faulu. Taylor, podobnie jak wcześniej Atkinson i Atwell, oparł się na słownym komunikacie kolegów siedzących przed monitorami.

W 82. minucie Tom Cairney z Fulham FC wbiegł z piłką w pole karne, a gdy próbował zmienić kierunek, aby ominąć nadbiegającego Christophera Missilou z Oldham, ten zrobił zamach nogą tuż przy piłce. Czy sfaulował Cairneya, to wątpliwe, ale na podstawie dostępnych ujęć telewizyjnych trudno to ocenić jednoznacznie. Jeśli był faul, to delikatny: korkiem o sznurowadło albo ewentualnie czubkiem buta w okolice języka buta przeciwnika. Warto pamiętać, że kontakt to jeszcze nie faul. Cairney przewrócił się w tempo, ale jego reakcja wydawała się wyolbrzymiona.

Taylor gwizdnął niezwłocznie, ale nie wyglądał na pewnego decyzji. Na punkt karny wskazał w taki sposób, że w telewizji trudno było to zauważyć, po czym od razu poszedł w kierunku miejsca zdarzenia, choć po podyktowaniu rzutu karnego zwykle nie jest to konieczne. Po drodze pokazał żółtą kartkę protestującemu Jordanowi Lydenowi, poszedł dalej i zatrzymał się w miejscu domniemanego przewinienia. Jakby spodziewając się, że za chwilę VAR tę sytuację zweryfikuje i konieczna będzie zmiana decyzji na rzut wolny pośredni za symulację właśnie w tym miejscu.

Jednak po niespełna dwóch minutach od gwizdka dostał z VAR potwierdzenie, że był faul i należy się rzut karny. Wtedy znowu gwizdnął i tym razem już bardzo wyraźnie wskazał ręką na biały punkt 11 metrów od bramki.

Decyzję można uznać za kontrowersyjną, ale pewne jest, że proces wideoweryfikacji przebiegł sprawnie i – jak na stopień trudności – szybko. Gdyby Taylor musiał pobiec do monitora gdzieś obok boiska, z pewnością nie mógłby zobaczyć więcej niż koledzy z zespołu VAR, a z pewnością przerwa byłaby znacznie dłuższa.

Tego rzutu karnego, przy stanie 1:1, Sam Surridge nie wykorzystał, ale Oldham wygrało 2:1.

Tom Cairney (fot. Getty Images)

Szkoda czasu, trzeba bardziej ufać VAR

Jak to się stało, że w Pucharze Anglii sędziowie zaczęli korzystać z systemu VAR lepiej i szybciej niż ich koledzy w innych krajach? Otóż Anglicy uznali, że nie ma powodu, aby nie ufać sędziom z zespołu VAR, skoro są arbitrami tej samej lub wyższej klasy co ich koledzy pracujący na boisku. Nie ma żadnego powodu, aby nie ufać VAR bardziej, skoro sędziowie asystenci wideo obserwują uważnie ten sam mecz, mają przed oczami kilka monitorów, na których mogą sprawdzać ujęcia ze wszystkich kamer. Mogą wybierać ujęcia dowolnie, w zależności od potrzeb, mogą przewijać nagrania do przodu, do tyłu, w dowolnym tempie, robić stopklatki, a nawet powiększać obraz za pomocą elektronicznej lupy lub zoomu.

Po co więc sędzia z gwizdkiem ma czy miałby biegać za każdym razem dwa razy po kilkadziesiąt metrów do monitora i z powrotem, by z czołem zalanym potem oglądać powtórki w różnych warunkach, nie zawsze porównywalnych z warunkami pracy sędziów VAR? Oglądanie sytuacji na monitorze ustawionym obok boiska dla niektórych bywa mało komfortowe. Pot i przyspieszone tętno – to jedno, promienie słońca lub odblaski sztucznego światła, czasem deszcz, śnieg, wiatr czy hałas – to drugie. Na dodatek w niektórych krajach sędzia musi przy monitorze przytrzymywać plastikową lub foliową zasłonkę, aby nikt nie widział, co ogląda, ani żeby nie przeszkadzały mu promienie światła albo niekorzystne warunki pogodowe.

Takie rozwiązanie było dobre w czasie eksperymentów z powtórkami wideo i na początku ery VAR, ale Anglicy przygotowują się do wprowadzenia powtórek wideo w następnym sezonie w Premier League. To najszybsza liga na świecie i mająca największe zyski, których nikt nie chce pomniejszać tylko z powodu widzimisie sędziego lub sędziów. "Show must go on", więc szkoda czasu i pieniędzy na zbyteczne przebieżki sędziego z gwizdkiem, skoro równie dobrze lub nawet lepiej w krytycznych sytuacjach może decydować VAR.

Trudno być sędzią w swojej sprawie

Anglicy właśnie udowodnili, że zbyt długich przerw i innych niedogodności można łatwo uniknąć. Nawet oni, uchodzący za ojców futbolu i zarazem wielkich piłkarskich konserwatystów, najwyraźniej doskonale wiedzą też, że sędzia nie powinien, a przynajmniej nie musi być "twórcą i tworzywem". Ani tym bardziej sędzią w swojej sprawie. Aspekt etyczno-moralny jest tutaj tylko jednym z kilku podstawowych.

Równie ważny jest aspekt psychologiczny. Dla niektórych arbitrów to czasem trudna sytuacja, gdy po sygnale VAR mają zweryfikować decyzję i ewentualnie ją zmienić, tym samym przyznając się publicznie, że oceniając sytuację popełnili błąd.

Raz, drugi, trzeci, ale ile decyzji sędzia może sam zmienić zachowując jednocześnie spokój i nie tracąc pewności siebie? Nie dla każdego sędziego jest to łatwe. U niektórych może pojawiać się coś, co przez psychologów nazywane jest wyparciem, czyli niedopuszczanie do świadomości, że sytuacja mogła w rzeczywistości wyglądać inaczej niż to się sędziemu wydawało lub wydaje. Z każdą kolejną sytuacją rośnie ryzyko, że zacznie działać psychologiczny mechanizm obronny: "to niemożliwe, przecież nie jestem taki słaby, nie mogłem się znowu pomylić, mnie nie mogło przytrafić się coś takiego". Niektórzy są niechętni weryfikacji w pełni świadomie, inni – podświadomie. Czasem sędziemu może przeszkadzać "ego", o czym w czasie Mundialu mówił między innymi Pierluigi Collina, szef Komisji Sędziowskiej FIFA.

Pierluigi Collina (fot. Getty Images)

Supervisor albo sędzia drugiej instancji

Jest jeszcze wiele innych argumentów przemawiających za tym, że lepiej byłoby dla piłki nożnej, gdyby nie tylko w Anglii VAR stał się de facto sędziowskim supervisorem, sędzią drugiej instancji, który w najważniejszych sytuacjach tak naprawdę zmienia decyzję pierwszej instancji, gdy arbiter biegający po boisku się pomyli.

Dotychczas to było niemożliwe, bo lobby sędziowskie nie chciało, aby zmieniło się znaczenie sędziego z gwizdkiem. Sędziowie nie chcieli, by ktoś zmieniał ich decyzje, bo przecież od zawsze i prawie zawsze ostatnie słowo należało do arbitra z gwizdkiem. Ale nic nie trwa wiecznie. Sposób korzystania z VAR przez sędziów angielskich jest przyszłością piłki nożnej, nawet jeśli ta przyszłość w innych krajach nie nadejdzie zbyt szybko.

Zwiększenie roli sędziego asystenta wideo i uczynienie go supervisorem byłoby wskazane nie tylko ze względów merytorycznych, marketingowych i po piłkarsku praktycznych, ale także ze względów antykorupcyjnych. Trudniej w nieuczciwy sposób wpływać na przebieg czy wynik meczu, jeśli każdy istotny błąd sędziego może zostać zmieniony przez VAR lub supervisora, bez względu na to, czy to się sędziemu podoba czy nie.

Trudno też wytłumaczyć ewentualne zaniechania czy zaniedbania w walce z korupcją, jeżeli ryzyko występowania takiej czy innej patologii można zminimalizować tak łatwo i tak szybko bez żadnej szkody dla piłki nożnej, wręcz przeciwnie – przy licznych i wyraźnych korzyściach.

Wprowadzenie dwuinstancyjności w sędziowaniu meczów piłki nożnej byłoby kolejną rewolucją w piłce nożnej. Jestem bardzo ciekawy, czy ktoś i ewentualnie kto będzie miał argumenty merytoryczne przeciwko kierunkowi rozwoju VAR wyznaczonemu przez Anglików.

"To złamanie protokołu VAR!". Ależ skąd!

Eksperci chwalą sposób korzystania z systemu VAR w Pucharze Anglii, ale jednocześnie niektórzy z nich zgłaszają wątpliwości lub twierdzą, że angielscy sędziowie postępują teraz niezgodnie z "Protokołem systemu VAR" będącym integralną częścią "Przepisów gry". Taki zarzut powtarza całkiem sporo osób, ale moim zdaniem wynika to z ich niezbyt dobrej znajomości tego dokumentu lub błędnym założeniu, że pewne znane fakty czy niektóre ustalenia mają oparcie w przepisach. Otóż niezupełnie. Angielscy decydenci najwyraźniej bardzo uważnie przeanalizowali "Protokół systemu VAR" i moim zdaniem wyciągnęli z niego najlepsze wnioski.

W aktualnych "Przepisach gry" (obowiązujących w sezonie 2018/2019) na stronie 136 w rozdziale pt. "Protokół systemu VAR" (w wydaniu angielskim po prostu: "VAR Protocol"; również na stronie 136) w punkcie 5. możemy przeczytać: „Ostateczna decyzja zawsze należy do sędziego [głównego], może ona być oparta na informacji przekazanej przez sędziego VAR lub może być podjęta po przeprowadzeniu wideoweryfikacji na boisku (OFR)”.

Kluczowe jest tutaj słowo "lub", gdyż pozwala na zmianę decyzji przez sędziego jedynie na podstawie informacji przekazanej przez sędziego VAR. Zgodnie z tym zapisem sędzia nie musi biegać do monitora, może zmienić decyzję na podstawie informacji słownej otrzymanej przez słuchawkę, bez oglądania powtórki wideo, ale może też osobiście przeprowadzić wideoweryfikację. W całym protokole nie ma ani słowa o tym, kto decyduje, na jakiej podstawie sędzia zmienia decyzję. Powszechna interpretacja była oparta na domniemaniu, że tą osobą "oczywiście" jest sędzia, bo takie były założenia systemu VAR na etapie projektowania i tego domagali się sędziowie. Jednak literalny zapis jest taki, że Anglicy postanowili go wykorzystać. Skoro zapis pozwala, aby sędzia zmieniał decyzję w takich lub innych okolicznościach i nigdzie nie jest napisane, że to sędzia wybiera te okoliczności, to władze angielskiego futbolu postanowiły wydać wytyczne dla sędziów, aby nie biegali do monitora, lecz zmieniali decyzje na podstawie informacji słownej. Takie wytyczne nie są sprzeczne z "Przepisami gry" ani "Protokołem VAR". Co nie jest zabronione, jest dozwolone.

Już nie raz i nie dwa pisałem, że słowa mają znaczenie i warto czytać ze zrozumieniem. Anglicy pokazali, że tę sztukę mają opanowaną i wykorzystali to z pożytkiem dla piłki nożnej.

Mecz FA Cup, Birmingham - West Ham United (fot. Getty Images)

Lepiej, szybciej – a kiedy w Polsce?

"Przepisy gry" i "Protokół systemu VAR" obowiązują na całym świecie, a to oznacza, że przykład z Anglików mogą brać wszyscy, również PZPN, Ekstraklasa i polscy sędziowie. Z formalnego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, aby już od początku rundy wiosennej, czyli od lutego, w meczach rozgrywanych w Polsce sędziowie korzystali z systemu VAR w taki sam sposób jak ich angielscy koledzy, czyli lepiej, szybciej i bez rozmywania odpowiedzialności za błędy. Sędziowanie stałoby się transparentne, a przecież chyba wszystkim powinno na tym zależeć – bo niby dlaczego nie?

Wykorzystując kierunek wskazany przez Anglików, można odejść od używania monitora przy boisku i odpowiedzialność za naprawianie boiskowych błędów przenieść na VAR, albo ustalić, że:
- jeśli VAR stwierdza błąd sędziego w jednym z czterech typów sytuacji (oczywiście według "Protokołu VAR": bramka/nie ma bramki, rzut karny/brak rzutu karnego, bezpośrednia czerwona kartka, błędna identyfikacja), to informuje o tym sędziego, który następnie zmienia decyzję – wtedy wiadomo, że błąd sędziego został naprawiony przez VAR, który spełnił rolę drugiej instancji;
- jeśli VAR stwierdza, że potencjalny błąd wiąże się z interpretacją zdarzenia, które musi przeanalizować sędzia, wzywa sędziego do monitora – wtedy wiadomo, że VAR wykonał swoją pracę prawidłowo, a ostateczną decyzję podjął sędzia;
- jeśli błąd popełniony na boisku nie został naprawiony, a sędzia główny nawet nie został wezwany do monitora – wtedy wiadomo, że odpowiedzialność za nienaprawienie błędu ponosi VAR.

Dodatkowo należałoby rozważyć, w jaki sposób VAR powinien wzywać sędziego (do zmiany decyzji lub do monitora), żeby było to czytelne dla widzów i telewidzów. Dzięki temu uniknęlibyśmy zbędnych dyskusji i wątpliwości, czy VAR informował sędziego bardziej czy mniej stanowczo, czy może w taki sposób, że sędzia niestety nie poczuł się zmuszony do przeprowadzenia wideoweryfikacji. Warto to ustalić, bo gdy odpowiedzialność nie jest jasno określona, łatwo ją rozmywać. VAR powinien być drugą instancją, a nie kołem ratunkowym, z którego jeden chce skorzystać, a drugi nie, bo kosztem widowiska piłkarskiego woli pokazać, że umie pływać.

Stosunek sędziego do systemu VAR przestanie mieć znaczenie, jeśli sędzia główny przestanie być jedynym decydentem, twórcą i tworzywem, sędzią i podsądnym zarazem. Konflikt interesów jest nazbyt widoczny, aby nadal to ignorować.

Rafał Rostkowski – był sędzią przez 30 lat: liniowym, głównym, sędzią asystentem i sędzią technicznym. Sędziował m.in. w Ekstraklasie w latach 1991-2017, w rozgrywkach UEFA w latach 1997-2017, FIFA 2001-2017, w tym mecze mistrzów świata, mistrzów trzech kontynentów i mecze Ligi Mistrzów.


Rafał Rostkowski na Facebooku

najnowsze opinie

Jakub Kot Czy jury popełniło błąd? Warunki były stabilne...

Adam Małysz Niesamowity konkurs! W niedzielę Kubacki faworytem

Adam Małysz Weekend w Zakopanem będzie należał do Polaków

Szymon Borczuch Suso mógłby być świetnym partnerem dla Piątka