tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Zawsze musisz być gotowy". Wywiad z Janem Bednarkiem

Jak Jan Bednarek reaguje na zachwyty nad swoją grą? Czemu nie rozmawia ze swoimi trenerami? Czego nauczył się od Virgila van Dijka? I co go łączy z Krzysztofem Piątkiem. O tym wszystkim w wywiadzie ze SPORT.TVP.PL. Nasza ekipa odwiedziła "Świętego Jana" w Southampton.
Jan Bednarek [Southampton]: nie fruwam w obłokach [wideo]
"Zawsze musisz być gotowy". Wywiad z Janem Bednarkiem (fot. Getty/TVP)

Radosław Przybysz, SPORT.TVP.PL: – Polski Maldini czy polski van Dijk?
Jan Bednarek:
– Polski Bednarek. Fajnie, że ludzie porównują mnie do innych zawodników, ale przede mną jeszcze długa droga. To jest dopiero mój początek w Premier League i nie fruwam w obłokach, tylko twardo stąpam po ziemi. Wiem, jak dużo mam jeszcze do poprawy, ile rzeczy muszę jeszcze zmienić w swojej grze, żeby osiągnąć wysoki poziom. Nie powinniśmy się zapędzać z tymi porównaniami. Po prostu Jan Bednarek. To jest okres, w którym buduję swoją markę i na tym się skupiam, nie na porównywaniu się z innymi.

– Ale wiedziałeś, o co mi chodzi. Czyli dociera do ciebie ta sympatia kibiców. To, że zachwycają się twoimi kolejnymi występami.

– Tak, no jak ktoś mnie oznacza na Instagramie, czy na Facebooku, to nie jestem w stanie od tego uciec. Miło, że kibice tak mówią, ale to jednym mi wchodzi, a drugim wychodzi. To nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest, żeby dużo dawać drużynie, żeby wygrywać mecze i na tym się skupiam.

– Przechodząc do Southampton brałeś pod uwagę to, jak ten klub rozwija młodych piłkarzy. Historia choćby Virgila van Dijka na pewno jest jakąś inspiracją.
– To była jedyna opcja z angielskich klubów, do których mogłem trafić. Wiedziałem, że stawiają na młodych, że wychowują dobrych zawodników, że stąd naprawdę można się wybić i to jest idealne miejsce do rozwoju. Tak też było od początku.

"Przez 1,5 roku w Southampton stałem się nie tylko lepszym zawodnikiem, ale i lepszym człowiekiem" – Jan Bednarek

– O sympatii kibiców już mówiliśmy, ale musisz też chyba odczuwać sympatię nowego menedżera, Ralpha Hasenhuettla, skoro grasz w każdym meczu od pierwszej minuty.
– To jest taka sytuacja, w której nowy trener przychodzi do klubu i nagle na mnie stawia. Więc on musiał widzieć mniej wcześniej, wiedział, co mogę dać drużynie i ja też starałem się spłacić jego zaufanie. To było dla mnie najważniejsze zadanie – żeby go nie zawieźć. Jeśli trener na mnie stawia, to nie jest kwestia "lubię, nie lubię". Po prostu ceni moje umiejętności i widzi co jako zawodnik mogę dać drużynie. Gdyby darzył mnie sympatią, a byłbym słabym zawodnikiem, to też bym nie grał. Na tym poziomie trzeba po prostu dobrze grać w piłkę.

– Pozostając w tematyce rozmów – w jednym z ostatnich wywiadów mówiłeś, że Mark Hughes nie mówił ci w ogóle, dlaczego nie grasz, z kolei Hasenhuttl nie tłumaczył osobiście, dlaczego gracz w każdym meczu.

– Jeżeli Hughes na mnie nie stawiał, nie znajdował dla mnie miejsca nawet w osiemnastce, to znaczy, że inni zawodnicy byli lepsi, że w innych widział więcej umiejętności. To było dla mnie jasne. Nie miałem zamiaru pytać, dlaczego nie gram.

– Kiedyś, jak polski piłkarz nie grał na Zachodzie, to dlatego, że "trener go nie lubił".
– Nie no, to nie jest na takiej zasadzie. Po prostu uważał, że ktoś inny może na tej pozycji dać mu więcej. Wiedziałem, że jedyną rzeczą, jaką mogę zrobić, to nie chodzić do niego, tylko ciężko trenować, walczyć i dawać z siebie wszystko na treningach.

– Nie wiem, czy śledzisz statystyki, którymi żyje sieć, ale w momencie, w którym to nagrywamy, jesteś zawodnikiem z drugą najwyższą, średnią liczbą odbiorów w lidze, z najwyższą liczbą zablokowanych strzałów i z drugą najwyższą liczbą wybić. To wszystko od przyjścia nowego menedżera.
– Ok, to jest ważne, bo to świadczy o tym, że przerwałem dużo sytuacji czy wiele razy zablokowałem przeciwnika i ok, trzeba to wziąć do siebie, ale najważniejsza jest gra. Mogę mieć osiem bloków, ale jeden taki, który zablokuje stuprocentową bramkę.

– Te wybicia piłki sprzed linii w ostatnich meczach stały się twoim znakiem firmowym. Polubiłeś się z linią bramkową.
– Nie potrafię wytłumaczyć na jakiej zasadzie to się dzieje. Widzisz, jak przeciwnik jest ustawiony, widzisz, który róg jest odkryty. Widzisz, że bramkarz, go nie pokryje. Widzisz, gdzie może polecieć piłka. Jest bardzo dużo czynników, które dzieją się w bardzo krótkim czasie. Nie da się myśleć, tylko trzeba działać. To jest instynkt. Starasz się przewidzieć, co się wydarzy. Wiadomo, że nie w każdym meczu będzie się to udawało, ale kiedy bramkarz nie może, kiedy piłka praktycznie jest już w bramce, staram się ją wybić. Żeby chronić drużynę i naszą bramkę. I to wszystko, nie ma tu wielkiej filozofii.

– Jako jedyny Polak w klubie nie czujesz się trochę osamotniony?
– Nie. Mam mamę, dziewczynę z Polski, mam psa z Polski. To nie jest tak, że wśród obcokrajowców nie można się czuć spokojnie. Nie mam problemów z angielskim, mam tu dużo kolegów, atmosfera w klubie jest bardzo dobra, wszyscy są przyjaźni. Wiadomo, że za językiem się tęskni, za rozmowami się tęskni, ale taka jest kolej rzeczy. Coś kosztem czegoś.

– Porozmawiajmy o reprezentacji. W klubie nie ma zawodników reprezentujących kraje, z którymi będziemy się mierzyć w eliminacjach, ale jest trener Austriak. A przecież pierwszy mecz będziemy grać na wyjeździe właśnie z Austrią. Zamierzasz go trochę podpytać o zespół rywali?
– Nie mam zamiaru. Od tego mamy trenerów-analityków w reprezentacji Polski, którzy na pewno bardzo dokładnie przeanalizują przeciwnika i będą znali jego mocne i słabe strony. Wiadomo, że jakiś procent rywalizacji będzie, super będzie wygrać i wrócić do klubu po zwycięstwie z reprezentacją, z której pochodzi nasz trener. Myślę, że mamy dużo do pokazania, że ten chrzest bojowy jako drużyna już przeszliśmy i teraz czas na wygrywanie. I myślę, że ta drużyna jest na to gotowa. Mamy dobrych zawodników, zespół, który był budowany podczas spotkań Ligi Narodów i jesteśmy gotowi.

"Wielu ludzi popuka się w głowę, kiedy usłyszy moje słowa, ale ja jestem tam w środku i wierzę w te drużynę" – Jan Bednarek

– Wiemy, jakich zawodników mamy, jak mocno trener w nas wierzy i wszyscy jako drużyna będziemy szli do przodu. Będziemy walczyć, oczywiście nie zawsze da się wygrać, ale jedno jest pewne – nogi nikt nie odstawi i każdy zostawi serce dla Polski.

– Od mundialu właściwie wszystkie mecze o punkty zaczynasz w pierwszym składzie. Teraz grasz regularnie w Premier League. Kamil Glik powoli będzie zmierzał do końca kariery. Masz gdzieś z tyłu głowy, że prawdopodobnie będziesz filarem reprezentacji na lata?
– To jest ciężkie do rozpatrywania. Nie tworzę sobie sztucznej presji, że muszę zrobić to, tamto, czy coś innego. Skupiam się na tym, żeby dawać z siebie jak najwięcej, żeby walczyć za Polskę czy za Southampton, żeby po prostu być liderem dla drużyny.

– Wiesz jakie jest teraz najpopularniejsze nazwisko polskiego piłkarza w Europie? Może nie w Anglii...

– Nie no, "Piona", myślę, że nawet w Anglii. Ciężko powiedzieć coś innego. Chłop jest niemożliwy, co robi na boisku. Każdy z nas, każdy z Polaków może się tylko cieszyć z tego, jakie sukcesy osiąga. Że tak strzela, że jest taka rywalizacja w naszym ataku. Bo jest "Lewy', który – wiadomo – jest "top, top top", jest Aro Milik, jest "Piona"...

– A wiesz jaka jest teraz u nas dyskusja? Jak była słabsza forma skrzydłowych, to czy możemy grać bez skrzydłowych. Teraz jest dyskusja, czy możemy grać tą trójką napastników w pierwszym składzie?
– Wiadomo, tam, gdzie zawieje, tam wszyscy idą. Teraz byśmy chcieli, żeby grało ich trzech, ale nikt nie podejmie decyzji za trenera Brzęczka. To on jes tu szefem i on będzie decydował, kto będzie grał, gdzie będzie grał i na jakiej pozycji.

– Jeszcze na chwilę o Piątku. (...) Obaj reprezentujecie nowe pokolenie polskich piłkarzy – nie skarżysz się na to, że nie grasz, bo trener cie nie lubi. Stawiacie sobie wysokie wyzwania i dajecie radę. Te słowa padły na kanale Łączy Nas Piłka w nawiązaniu do Fabiańskiego, Piszczka i Błaszczykowskiego, ale pokolenie "chce więcej" pasuje też do was.
– Jak zadowolisz się tym, co jest tu i teraz, to szybko spadniesz na dół. To nie jest tak, że konkurencja śpi i jak osiągnąłeś mały sukces, to wszyscy będą ci się kłaniać i ustępować. Każdy chce grać, każdy chce osiągnąć sukces. Tak jak teraz "Piona" gra w meczu, to każdy obrońca skupia się na tym, żeby go zablokować, żeby przeciw nim nie strzelił. Dzięki temu to jest supermotywacja dla niego – wie, że każdy będzie się na nim skupiał i musi jeszcze więcej pracować na przykład nad ruchem, nad wykończeniem. W takich sytuacjach poznaje się osoby, które chcą osiągnąć sukces w piłce – że nie zadowalają się tym, co jest tu i teraz, tylko małymi kroczkami idą do przodu i taki też jest "Piona". Nie zadowala się, że strzelił 10 goli, tylko jak ma 10, to chce 20. I cały czas chce iść do przodu, w każdym meczu chce strzelać bramki i myślę, że może zajść naprawdę wysoko.

"Piątek już jest na topowym poziomie, ale jest jeszcze kilka klubów ponad Milanem" – Jan Bednarek
"Okiem redakcji": Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek pod lupą

najpopularniejsze

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Short track, PŚ w Dreźnie. Natalia Maliszewska trzecia w finale na 500 metrów

"Niesprzedana jedenastka": Lech Poznań (odc. 7)

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel

"Złowione w sieci". Wielka walka Polaka i powrót Mostowiaka