Liga Mistrzów w sezonie 2018/19 była pochwałą normalności. Nie wielkich pieniędzy, nie celebryckiego blichtru, ale właśnie normalności. Pracy, porządku, pokory – ludzkiej twarzy sportu po prostu. Nadęci giganci wiotczeli jak przekłute balony. W niebo szybowali ci, dla których futbol nie oznacza "mieć". Oznacza za to "być".