Od początku było wiadomo, że na te mistrzostwa musimy pojechać, a bilety na Euro 2020 wywalczymy w ekspresowym tempie. Do kwalifikacji przystępowaliśmy jednak w wisielczych nastrojach po mistrzostwach świata. Wygrane były przyjmowane z niedosytem, a porażki miały być dowodem na to, że Jerzy Brzęczek nie dorósł do roli selekcjonera.