Łukasz Piszczek przez lata był kluczowym zawodnikiem reprezentacji Polski, a we wtorek oficjalnie pożegna się z drużyną narodową. Choć z wysokości murawy hymn odsłucha po raz ostatni, to walka o pozostawione przez niego miejsce w składzie trwa od lipca. Kto w najbliższym czasie ma największe szanse, by wyjść z niej jako zwycięzca? Transmisja od 18:45 w TVP Sport, TVPSPORT.PL i aplikacji mobilnej i od 20:30 w TVP 1.
W kadrze Piszczek zadebiutował w lutym 2007 roku, jeszcze z inicjatywy Leo Beenhakkera. Początki miał jednak trudne, a minuty dostawał sporadycznie. Na drugi występ w kadrze czekał do sierpnia, na trzeci do czerwca, ale już 2008 roku. Dość niespodziewanie pojechał na Euro do Austrii i Szwajcarii, zagrał tam epizod, ale gdy unormowała się jego sytuacja w klubie i stał się ważnym elementem Borussii Dortmund, skorzystała też z tego kadra. Mniej więcej od połowy 2010 roku był w reprezentacji nie do ruszenia i przez lata prawa strona defensywy należała do niego. Kolejni trenerzy mogli się zastanawiać, na kogo postawić między słupkami, w środku pomocy, czy na skrzydłach, ale na prawej flance defensywy zawsze mieli spokój.
Koniec końców 34-latek uzbierał 65 występów w biało-czerwonych barwach, we wtorek zagra po raz 66. Decyzję o zakończeniu przygody z kadrą podjął jeszcze przed mundialem w Rosji, a mecz z Kolumbią, przegrany 0:3 i decydujący o odpadnięciu po fazie grupowej, był dla niego ostatnim. Udało mu się jednak dogadać zorganizować pożegnanie i wybrać mecz ze Słoweńcami jako ten, którym obrońca podziękuje kolegom za lata wspólnej gry, a kibicom – za doping i wsparcie.
Jerzy Brzęczek z próbami zastąpienia zawodnika BVB zmaga się zatem od początku swojej pracy. Jak na razie wykorzystywał w tej roli tylko dwóch zawodników, ale do rywalizacji wkrótce może się włączyć trzeci.
Naturalnym sukcesorem Piszczka wydawał się być Bartosz Bereszyński. Przede wszystkim od dawna przyjeżdża na zgrupowania kadry, poza tym jest piłkarzem grającym na wysokim poziomie, bo był nawet moment w jego karierze, gdy mówiło się że Sampdoria może stać się dla niego za ciasna. Rzekomo interesował się nim Inter Mediolan i nawet jeśli do przeprowadzki w obrębie Serie A nie doszło, to plotki łączące Polaka z tym wielkim klubem nie były bezpodstawne. Były obrońca Legii mieszka w Genui od blisko trzech lat, zdążył w tym czasie zagrać w 84 meczach w barwach Sampy. Jego też na początku pracy zaufaniem obdarzył Brzęczek, który w pierwszych czterech meczach w roli selekcjonera aż trzykrotnie postawił na "Beresia". Od przegranego przed własną publicznością spotkania z Włochami, prawa strona defensywy należy jednak do Tomasza Kędziory.
Ostatecznie, spośród 15 spotkań kadry od momentu zakończenia kariery przez Piszczka, 11 razy w wyjściowej jedenastce pojawiał się na jego pozycji Kędziora, czterokrotnie Bereszyński. Nie jest to jednak wyłącznie efekt wysokiej formy zawodnika Dynama Kijów i problemów jego kolegi z Sampdorii. Brzęczek często bowiem korzystał z Bereszyńskiego ustawiając go na przeciwległej flance i w ten sposób łatając drugą z dziur w tyłach.
Sam zainteresowany nie krył, że znacznie lepiej czuje się po prawej stronie, która jest jego naturalnym środowiskiem i to było także widać w trakcie meczów. 24-latek często szukał prawej nogi, tracił czas przekładając piłkę, a i bez niej miał spore problemy, by trzymać dyscyplinę i "zamykać korytarz". Na chwilę powrócił na stare śmieci w meczu z Macedonią Północną, ale już wyjazd do Izraela może być dla niego powodem do niepokoju. Tym razem w rolę lewego obrońcy wcielił się Arkadiusz Reca, a Bereszyński z ławki obserwował solidny występ Kędziory.
W odwodzie jest jeszcze młodziutki Robert Gumny mający nadzieję na zagraniczny transfer w najbliższym czasie, co pomogłoby mu wskoczyć wyższy poziom. Piłkarz Lecha jak na razie jeździ na kadrę, ale głównie młodzieżową. Wydaje się jednak, że po spotkaniu ze Słowenią będzie znacznie bliżej regularnych wizyt u Brzęczka, a jeśli utrzyma obecną formę i poszuka szczęścia za granicą, wkrótce może też stać się poważnym kandydatem do gry.
W tej chwili faworytem trenera jest zatem Kędziora, który sprawnie wykorzystuje daną szansę i dobrze wykonuje powierzone zadania. Dzielnie spisuje się w destrukcji, rozsądnie stara się również angażować w akcje ofensywne i wspomagać skrzydłowych. W najbliższym czasie nie zapowiada się, by Bereszyński miał szturmem przejąć jego miejsce, zwłaszcza że i w piłce klubowej wiedzie mu się przeciętnie (tylko raz na boisku w trzech ostatnich spotkaniach).