Tomasz Adamek zdradził w rozmowie z TVPSPORT.PL, że wpływ na rozstanie ze zmarłym rok temu Andrzejem Gmitrukiem miała partnerka trenera. – Andrzej chciał przylatywać tylko na moje walki, ale nie zgodził się na to Ziggy Rozalski – wspomina pięściarz mieszkający na stałe w USA.
Marcin Cholewiński, TVPSport.pl: – Jak zapamiętałeś byłego trenera?
Tomasz Adamek: – Przede wszystkim jako dobrego człowieka. Mieliśmy ze sobą dobry kontakt, nawet kiedy nasze drogi się rozeszły. Z Andrzejem nigdy nie było smutno czy nudno. Zawsze bardzo pogodny i pełen życia. Wspólnie zarobiliśmy przecież trochę pieniędzy, ale gdy w 2008 roku z wyjechaliśmy żoną i córkami do Stanów Zjednoczonych nasza współpraca się zakończyła.
– Słynął z umiejętności motywowania zawodników.
– On starał się wspierać psychicznie, a dzięki charyźmie dodawał wiary we własne umiejętności. Był trenerem w stu procentach. Pamiętam, że przed walką z Paulem Briggsem wmawiał mi, że wejdę do ringu i "rozjadę" Australijczyka, pomimo złamanego nosa. Przez wiele lat współpracy nigdy nie doszło do sprzeczek między nami.
– Nigdy nie było nawet różnicy zdań?
– No cóż… Najpoważniejsza była, kiedy związał się z nową partnerką i nie chciał przebywać w USA podczas moich przygotowań. Chciał przylatywać tylko na walki. Wówczas do akcji wkroczył Ziggy Rozalski i powiedział: "Tak nie może być. Musisz mieć trenera na miejscu, bo w końcu ktoś cię zabije w ringu". Andrzej chciał spędzać więcej czasu z partnerką i dlatego nasze drogi się rozeszły.
– Od ostatniej walki minął ponad rok. W Chicago przegrałeś przez nokaut z Jarrellem Millerem. To była twoja ostatnia walka?
– W lipcu przyszłego roku planuję pożegnalną walkę w Polsce. Jestem to winny kibicom, którzy przez całą karierę jeździli za mną po całym świecie. Nie muszę już niczego udowadniać, bo swoje w boksie zrobiłem. Zdobyłem mistrzowskie tytuły w dwóch kategoriach wagowych i pogodziłem się, że w trzeciej nie zdobędę.
– Jak oceniasz sytuację w wadze ciężkiej?
– Po dominacji braci Kliczków jest pewna luka. To normalna sytuacja w każdej kategorii wagowej. Obecnie każdy z czołówki może zdobyć tytuł i wydaje się, że jest to łatwiejsze zadanie, niż za panowania Ukraińców. Anthony Joshua zapowiadał efektowne zwycięstwo z Andy Ruizem jr., ale ten grubasek pokazał, że ma "jaja". Odkrył słabość Brytyjczyka, jaką jest "szklana szczęka". Jest taka opinia, że ci, którzy mocno biją, nie mają odporności na ciosy. W tym przypadku to się też potwierdza.
– Rewanż będzie w Arabii Saudyjskiej.
– Kto ma pieniądze, ten rządzi. Tu wszystko zależy od sponsorów. Ruiz jr. zrobi w rewanżu to samo, co w pierwszej walce. Bardzo mały procent pięściarzy dochodzi szybko do siebie po nokautach, więc stawiam, że Ruiz jr. znów pobije Joshuę. Zawodnik jest w stanie walczyć na wysokim poziomie do nokautu. Po nim coś "pęka" w głowie i nie wraca się na dawny poziom.
– W najbliższą sobotę dojdzie w Las Vegas do innego rewanżu na szczycie wagi ciężkiej. Deontay Wilder zmierzy się z Luisem Ortizem, którego Amerykanin pokonał w marcu 2018 roku przez techniczny nokaut.
– Stawiam na Wildera, ale trzeba pamiętać, że też nie ma twardej szczęki. Ortiz schudł i świetnie przygotował się do tego pojedynku, dlatego może sprawić Amerykaninowi sporo problemów. Jeżeli dobrze trafi rywala, to będzie niespodzianka. W boksie wielkim atutem jest twarda szczęka, a Wilder jej nie ma.
– Jak w tej stawce oceniasz szanse Adama Kownackiego?
– Przede wszystkim musi schudnąć. Jeżeli tego nie zrobi, będzie mu ciężko wejść na szczyt. Ma charakter i twardą szczękę, ale nie będzie mu łatwo. Na pewno z Ruizem jr. daliby emocjonujące przedstawienie, bo lubią się bić. Jeżeli jednak nie schudnie, to w starciu z takim zawodnikiem jak Ruiz jr, straci swoje atuty. Meksykanin wyprowadza bardzo dużo ciosów i trzeba być szybkim, aby ich uniknąć. Na pewno musi pilnować diety.
– A jak widzisz Artura Szpilkę w wadze junior ciężkiej?
– Życzę mu, aby się odbudował, ale Wilder go "złamał", nokautując go w styczniu 2016 roku. Kolejne porażki, z Adamem Kownackim i Dereckiem Chisorą były konsekwencją tamtego nokautu. Na pewno nie będzie mu łatwo w wadze junior ciężkiej, bo tam pięściarze też mają mocne ciosy. Powinien unikać przyjmowania ich na głowę, bo zdrowie jest najważniejsze. Zobaczymy, czy te nokauty nie odcisnęły piętna na jego psychice.
Marcin Cholewiński, Nowy Jork
Następne