Jeszcze niedawno trwały negocjacje Leo Messiego z FC Barcelona w sprawie odnowienia kontraktu. Wydawało się, że historia Argentyńczyka w Katalonii po raz enty zataczała koło – kiedy siadał z działaczami do rozmów, prasa szalała, napastnik mógł odejść do jednego klubu, chciał go drugi, a jak było naprawdę? Wydaje się, że tym razem na Camp Nou rzeczywiście stracą największego piłkarza w swojej historii. Gdzie może trafić?
W czerwcu Messi skończył 33 lata, jego obecna umowa z Barceloną obowiązuje jeszcze w sezonie 2020/21. Co potem? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że rzekome zerwane negocjacje z działaczami w praktyce nie zmieniały przyszłych możliwości Argentyńczyka. Więcej, w tym wypadku to on jest stroną, która traciła na braku odnowienia umowy.
Powodem warunki, jakie miał uzgodnić z klubem. Z jednej strony umowa miała ulec przedłużeniu na dwa kolejne sezony, z drugiej po każdym z nich – także w 2021, gdy wygaśnie obecna – mógł odejść z Barcelony za darmo. Traci sam Argentyńczyk, bo przedłużony kontrakt oznacza dla niego pełną kontrolę nad sytuację i gwarancję, że na pozostaniu w Katalonii na pewno nie straci finansowo. Podwyżki nie przewidziano, ale zarabiane przez niego 50 milionów euro rocznie i tak pozostałoby w futbolu rekordowe.
Sprawę nowego kontraktu Messiego skutecznie zamknął jednak blamaż w Lidze Mistrzów z Bayernem – od tego momentu stało się jasnym, że Argentyńczyk raczej opuści klub niż w nim zostanie. We wtorek 25 sierpnia zawodnik miał zakomunikować działaczom, że zamierza skorzystać z klauzuli, która pozwala mu odejść z Camp Nou za darmo. Osobną sprawą jest to, czy będzie mógł to zrobić, bo według działaczy stracił do tego prawo wraz z końcem czerwca.
Od dawna co jakiś czas Messi miał być bliski odejścia z Barcelony, ale jakoś jeszcze się to nie stało, co nie znaczy, że nie stanie się nigdy. W obecnym kontrakcie Argentyńczyk też zostawił sobie furtkę do opuszczenia Katalonii, jednak z niej nie skorzystał, na co pośrednio mogła wpłynąć pandemia koronawirusa (niższe zarobki u nowego pracodawcy). Takie postanowienia nie znajdują się jednak w umowach przypadkiem, napastnik wymusza je na klubie, bo kiedyś chce spróbować czegoś nowego. I wydaje się, że teraz tak się stanie. Gdzie mogłoby do tego dojść?