{{title}}
{{#author}} {{author.name}} / {{/author}} {{#image}}{{{lead}}}
{{#text_paragraph_standard}} {{#link}}Czytaj też:
{{link.title}}
{{{text}}}
{{#citation}}{{{citation.text}}}
Przegląd wojsk w klatce. Świetlana przyszłość polskiego MMA
Piotr Jagiełło /
Jestem przyszłością! – miał w zwyczaju wykrzykiwać młody Patryk Kaczmarczyk po kolejnych wygranych w formule MMA. Cytat pożyczony od Conora McGregora, jednej z największych gwiazd organizacji UFC. W piątkowy wieczór w Gliwicach zrobił kolejny krok, najpoważniejszy w karierze. Po świetnej i pełnej zwrotów akcji walce "udusił" finałowej rundzie Adriana Kępę.
Skandaliczne odebranie zwycięstwa Rafałowi Jackiewiczowi. "To wszystko jest śmieszne!"
Gdy robi się coś po raz pierwszy, to pojawia się szczególna ekscytacja. Tak było tym razem, bowiem oficjalnie na antenie TVP Sport debiutowała organizacja Armia Fight Night. Grupa ta ma na celu promowanie mieszanych sztuk walki, także w wojsku. Dlatego też przy okazji każdej z gal w akcji oglądamy również żołnierzy zawodowych, którzy walkę mają przecież we krwi.
Duże brawa należą się Norbertowi Daszkiewiczowi za zwycięstwo nad Maciejem Kalicińskim. Młody zawodnik z klubu WCA Warszawa, który na co dzień trenuje z Janem Błachowiczem, za wszelką cenę chciał obronić status niepokonanego. Z dobrym skutkiem, bowiem na dystansie trzech rund wypunktował Macieja Kalicińskiego. Daszkiewicz, srebrny medalista mistrzostw świata kadetów w zapasach, podażą drogą wyznaczoną przez Damiana Janikowskiego (brązowy medalista igrzysk olimpijskich w zapasach, od lat związany z federacją KSW). Obaj byli "programowani" przez trenera Leszka Użałowicza, mamy więc gwarancję jakości.
W świecie idealnym zwieńczeniem dobrej gali powinien być najlepszy pojedynek wieczoru. Tak też było w Gliwicach. Stosujący czasem "McGregorowską" narrację Kaczmarczyk sprawdził się w klatce z ratownikiem górniczym Kępą. Konfrontacja dwóch światów i dwóch generacji (22-letni Kaczmarczyk jest młodszy o dekadę od rywala) była wizytówką mocnego europejskiego MMA. Po stronie młokosa była finezja i latająca kolana, rutyniarz odpowiadał siłą fizyczną i konsekwencją. W trzeciej rundzie Kaczmarczyk zapiął duszenie i odciął prąd Kępie. Jakby założył, że dobre pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Twardziel z Mysłowic nie chciał się poddać, na szczęście w porę zareagował sędzia Piotr Jarosz.
Pomimo porażki Kępa nie chciał zmieniać planów i postanowił oświadczyć się swojej partnerce. Chwilę wcześniej udowodnił Angelice, że jest prawdziwym wojownikiem, który nie poddaje się nawet w ekstremalnych sytuacjach. Jedna walka, dwóch zwycięzców.
Kaczmarczyk udowodnił, że faktycznie jest przyszłością naszego MMA i jednym z najciekawszych zawodników młodego pokolenia. W zaledwie rok wygrał pięć walk z rzędu. Wcześniej wyleciał do Szkocji, by pracować na zmywaku i zarobić pieniądze, które pozwolą mu rozwijać swoją sportową miłość. I była to doskonała inwestycja. Ma przed sobą znakomite perspektywy – chce kiedyś bić się w UFC, a już dzisiaj znajduje się na celowniku KSW. Błyskawiczna odmiana scenariusza na życie.