Jeszcze w październiku zeszłego roku z zapartym tchem obserwowaliśmy poczynania Krzysztofa Piątka w AC Milan. Po rundzie życia w Genoi i świetnych występach w kadrze wszyscy wieścili, że będziemy mieć drugiego Roberta Lewandowskiego. Minęło 365 dni i po "Piątkomanii" nie zostało ani śladu. "Lewy" natomiast wspiął się jeszcze wyżej – choć wydawało się to niezmiernie trudne.