Skandalem zakończył się wtorkowy powrót z przegranego meczu piłkarzy Schalke. Pod stadionem zostali bowiem pobici i teraz będą prawdopodobnie trenowali pod nadzorem policji.
Ten sezon był dla Schalke na każdej płaszczyźnie katastrofalny. Długo Królewsko-Niebiescy nie potrafili wygrać choćby meczu, ale nawet jak już się przełamali, to szybko wrócili do pasma porażek. Po 30 kolejkach mają w dorobku raptem 2 zwycięstwa i z hukiem spadli z Bundesligi. Z 13 punktami w dorobku brakuje im drugie tyle do miejsca dającego grę w barażach. Relegację "przyklepano" właśnie we wtorek w Bielefeldzie, gdzie przyjezdni przegrali 0:1.
Po tamtym meczu autokar z piłkarzami i sztabem szkoleniowym w godzinach nocnych dotarł do Gelsenkirchen. Pod stadionem czekali już wściekli kibice, którzy postanowili dać wyraz swojej dezaprobacie. Skończyło się jednak na skandalicznym ich zachowaniu, bowiem najpierw obrzucali jajkami i innymi przedmiotami graczy, a później zdemolowali im auta i zaatakowali ich fizycznie. Część ucierpiała, część uciekła do budynku klubowego.
Jak poinformował "Bild", klub poprosił policję o nadzór nad najbliższymi treningami. Szefowie obawiają się, że fani znów mogliby zaatakować. Piłkarze dostali z kolei w środę i w czwartek wolne od klubu, bo odpocząć psychicznie po tych wydarzeniach. Do zajęć mają powrócić w piątek.
– Prowadzimy indywidualne rozmowy z każdym z zawodników. Pytamy ich o samopoczucie, oferujemy pomoc psychologa. Jeśli ktoś nie chce grać w czterech ostatnich meczach Schalke, musimy sobie z tym poradzić – powiedział Peter Knaebel, dyrektor sportowy zespołu.