| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa
Radość w Legii jest błyskawiczna: czasem trwa kilka chwil lub godzin. Przekroczyliśmy swój budżet na transfery, sprowadziliśmy graczy, którzy jeszcze niedawno byli nieosiągalni. Teraz warszawski klub ma kolejne cele – twierdzi Dariusz Mioduski, prezes i właściciel Legii Warszawa. Retransmisja spotkania w środę o 19:35 w TVP Sport, TVPSPORT.PL, naszej aplikacji i SMART TV.
– Lato przyniosło wiele emocji. Zaczynało się od dyskusji z trenerem, czasami szły iskry. Potem były eliminacje europejskich pucharów, aż nadeszła radość z awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Jaka Legia wraca na arenę międzynarodową?
Dariusz Mioduski: – Zawsze marzymy o Lidze Mistrzów, a planem minimum była Liga Konferencji. Teoretycznie byliśmy całkiem blisko nieba. Mogliśmy przejść Dinamo, a wtedy… powalczylibyśmy z Sheriffem Tyraspol. To mogła być piękna klamra. Po zakończeniu eliminacji mam wrażenie, że Slavia była silniejszym rywalem od Chorwatów. Ogranie Czechów, rozegranie dwóch dobrych spotkań to coś, co można docenić. Wiele osób nie dawało nam szans z praskim zespołem. Wracamy do Europy i zaczynamy z wysokiego C.
Czasem podyskutujemy sobie z trenerem, ale wierzę, że to proces twórczy i na końcu pomocny. Nie musimy się zgadzać w każdym aspekcie ani prawić ciągle komplementów. Momentami byłoby lepiej, gdyby te dyskusje toczyły się wewnątrz. Fakt jest jednak taki, że mamy te same cele, które doskonale wszyscy znamy.
– We wrześniu był czas na moment radości?
– Wiadomo, jak jest w Legii. Musimy się bardzo szybko cieszyć, wręcz błyskawicznie. To czasem kwestia dni lub godzin. Tydzień? Wow, to wręcz rozleniwienie. Wyzwania pojawiają się od razu i to z każdej strony. Oczekiwania wobec nas rosną błyskawicznie. Awansowaliśmy? Trzeba było pozyskać nowych piłkarzy. Do tego dochodzi kwestia kalendarza, optymalnej rotacji zawodników. To można nazywać wyzwaniami.
– Trafiliście na silną grupę. Napoli, Leicester City i Spartak Moskwa to rywale, których można się obawiać?
– To grono, które bardzo nam odpowiada. Chciałem, by Legia mierzyła się z silnymi przeciwnikami. Miałem satysfakcję, gdy Aleksander Ceferin, szef UEFA, podszedł do mnie po losowaniu i stwierdził, że mamy mocniejszą grupę niż jedna czy dwie w Lidze Mistrzów. To mocne ekipy, ale tym bardziej da się dostrzec cel reformy europejskich pucharów. Czekają nas rozgrywki, które wchodzą na wyższy poziom.
– Jaki będzie cel na fazę grupową?
– Każda wygrana i remis będą sukcesami, ale stać nas na to. Ostatnie wyniki pokazują, że o wiele lepiej gramy z lepszymi rywalami. Gorzej jest, gdy mierzymy się z tymi, których mamy pewnie ograć. Jest to pewnego rodzaju problem, nad którym trzeba popracować. Nie sądzę, że to tylko kwestie mentalne, bo zawodnicy nie odpuszczają. Coś kryje się głębiej, ale to rola trenera i jestem przekonany, że sobie z tym poradzi.
Liga Europy jest miejscem, w którym powinniśmy być. Oczekują tego od nas kibice. Legię można lubić lub nie, ale powinna występować w rozgrywkach międzynarodowych. Jestem przekonany, że na stadionie będzie genialna atmosfera.
– Gdzieś w tle przewija się temat kar, które płaci Legia. Na meczu ze Slavią była za to zamknięta trybuna północna.
– To boli, bo mowa o poważnych pieniądzach. Bez sensu tracić te środki, a jesteśmy najmocniej karanym klubem w Europie. Prowadzimy w tej klasyfikacji i to zdecydowanie. Mamy grubą kartotekę. Delegaci UEFA są wyczuleni przyjeżdżając na Łazienkowską, bo nie chcą być posądzeni o niedopatrzenie. Protokół często wygląda źle. Nie jest tak, że ktoś nas nie lubi. Sądzę wręcz, że UEFA cieszy się, że Legia gra w Europie. Jest marka, a dodatkowo chcą klubu z Polski. Dostałem z ich strony wiele ciepłych słów po awansie.
Kary wynikają z przepisów i regulaminów. Żeby dojść do normalności, musimy zachowywać się lepiej od reszty. Są rozmowy, jest komunikacja z fanami, ale… na końcu pojawiają się emocje. Budżet na pewno sprawi, że nie stracimy pieniędzy. Musimy co roku zakładać, że zagramy w pucharach. Ostatnie lata powodowały turbulencje, ale teraz tak nie będzie. Inna sprawa, że nie stworzyła się wielka górka pozwalająca na mnóstwo inwestycji. Rozwijamy się organicznie, ale jest teraz bardzo stabilnie. Cały czas obsługujemy też spory dług, choć jest to pod kontrolą.
– W jakiej kondycji finansowej jest Legia po awansie do Ligi Europy, ale też jakie piętno odcisnęła pandemia koronawirusa?
– Skutek pandemii był inny, niż inny kryzys. Zazwyczaj najbardziej cierpią najmniejsi, a tym razem to największe kluby cierpiały przez pandemię. To kwestia tego, że Legia, Lech czy Wisła Kraków zyskują sporo na dniach meczowych. To około 30 procent wszystkich przychodów. Nie było łatwo, gdy ta gałąź została odcięta. Radziliśmy sobie, ale awans do Ligi Europy dodatkowo pomógł w stabilizacji sytuacji. Nie musimy myśleć, jak połączyć koniec z końcem, za to możemy realizować normalny plan.
Moskiewska trójca. pic.twitter.com/jSAtyO2hU1
— Piotr Kamieniecki (@PKamieniecki) September 14, 2021
Finalnie będziemy chcieli, by Legia dobierała trenerów do wizji i modelu klubu, a nie odwrotnie. Szkoleniowiec i cały sztab muszą uczestniczyć w procesie budowania drużyny. Wiemy, jakie są profile zawodników preferowane przez trenera. Staramy się do tego dostosować, ale jednocześnie musimy sprawiać, by wzrost kadry zwiększał się z okienka na okienko. W tej chwili mamy jedną z najmłodszych kadr w lidze, a i tak liczbę naturalnie zawyża Artur Boruc. Mamy raptem kilku zawodników powyżej 25 roku życia. Lech z tego słynie, a nawet on nie jest w takiej sytuacji. Mowa o graczach, którzy w kolejnych latach powinni zyskiwać na jakości i wartości. Każdy trener chce wygrywać i dlatego chce doświadczonych piłkarzy.
Trener bierze udział w procesie transferowym, choć nie odpowiada za identyfikację zawodników. Na końcu, zanim podpiszemy kontrakt, szkoleniowiec dostaje informację, a czasem ma też opcję wyboru. Nie dzieje się tak, że ściągniemy do klubu zawodnika, którego nie chce sztab. To nie miałoby sensu. Trener może powiedzieć ”nie”, a wiemy, że Czesław Michniewicz lubi stawiać na tych, których zna. Niektórzy uważają, że pozyskaliśmy Maika Nawrockiego, bo szkoleniowiec tego chciał. Mogę zapewnić, że to piłkarz, który i tak byłby w Legii.
– Nawrocki zostanie w klubie? Na razie jest tylko wypożyczony.
– Traktuję go, jak naszego zawodnika. To tylko kwestia zapłacenia uzgodnionej ceny. Nie ma nawet większej kwestii negocjacji.
– Będzie pewniakiem, gdy z klubu odejdzie Mateusz Wieteska?
– Każdy z naszych piłkarzy budzi zainteresowanie lub ma propozycje. Nie siedzimy i nie myślimy, kogo chcemy sprzedać, lecz reagujemy i przygotowujemy się do potencjalnych ruchów. Wieteska jest z nami od wielu lat i byłbym zdziwiony, gdyby nie myślał o kolejnym kroku. Zaczął grać naprawdę dobrze i jeśli będzie miał interesującą ofertę, to porozmawiamy, ale będziemy mieli też swoje wymagania.
– Kogo postrzega pan jako największe aktywa Legii? Zawodników, na których można najwięcej zarobić?
– W przeciągu roku nie patrzę nawet na to, kto może odejść z Legii. Generalnie duże zainteresowanie wzbudza Luquinhas. Brazylijczyk jest jednak tak ważny dla naszego klubu, że musiałby otrzymać naprawdę bardzo dobrą ofertę, byśmy mogli rozmawiać o zmianie klubu. Jak dla mnie, może zostać do końca kontraktu. Specjalnie chcieliśmy z nim na długo przedłużyć umowę. Widzę też duży potencjał w Mucim i Celhace. Do tego dochodzi nasza młodzież. Mahir Emreli też będzie pewnie chciał zmienić klub, jeśli regularnie będzie zdobywał bramki. Cieszy mnie to, że stajemy się atrakcyjnym klubem, do którego piłkarze chcą trafiać. Jeśli jesteśmy na odpowiedniej półce finansowej, to gracze są zainteresowani Legią.
– Trener często mówi o tym, że potrzebuje mobilnych zawodników, którzy wybiegają do podań, a nie czekają na piłkę w miejscu.
– Wszystko ma swój sens. Sprowadziliśmy Ernesta Muciego, Jurgena Celhakę czy Jasurbeka Yaxshiboyeva, bo spoglądamy w przyszłość. Do klubu trafił też Josue, ale każdy mógł zobaczyć, jak gra w piłkę. Może nie być mobilny, ale sprawia, że drużyna gra do przodu. Zabrakło go nam choćby we Wrocławiu. Byłoby idealnie, gdyby nie brakło mu dynamiki, ale wtedy kosztowałby znacznie więcej. Czasem trzeba iść na kompromis. Młodzież często jest mobilna, a przy tym ma potencjał techniczny, ale na rozwój potrzebny jest czas. Niezbędna jest też równowaga pomiędzy doświadczeniem i płynącą z tego jakością, a juniorami, którzy wiele mają przed sobą.
Wspomniany Yaxshiboyev jest piłkarzem, który może wiele osiągnąć. Ale czasem jest tak, że nie tylko umiejętności decydują o sukcesie. Na to składa się też mentalność. Nie zawsze to tylko kontuzja, choć tylko sama osoba wie, jak bardzo boli. Czasem rezonans wskazuje, że tak bardzo nie może boleć. Kiedy jest trudno, to psychika wpływa na samopoczucie. To gracz, któremu pobyt w Tyraspolu może dobrze zrobić. Zobaczymy, co stanie się w przyszłości, ale nie stracimy na nim pieniędzy.
– Główną siłą napędową Legii były w poprzednim sezonie wahadła. Nie żałuje pan, że nie udało się zatrzymać w klubie jednego z zawodników z prawej flanki? Wówczas o miejsce w składzie rywalizowali Marko Vesović, Paweł Wszołek i Josip Juranović.
– Gdzie jest dziś Paweł Wszołek? Marko Vesović na ogół wchodzi na boisko z ławki rezerwowych. Chcieliśmy go zatrzymać, ale wynikła dobrze znana sytuacja i… sprawa stała się niemożliwa do realizacji. Mamy teraz lepszych zawodników. Dużą wartością był Josip Juranović, ale nadal sądzę, że jakość jest wystarczająca. W ostatnim dniu okna transferowego dołączył do nas Lirim Kastrati. Do tego dochodzi Mattias Johansson, który nie miał jeszcze okazji, by pokazać swoją jakość. Wszyscy wiedzieli, jak gra Legia i obecnie nauczono się z nami rywalizować. Mamy sporo opcji, bo trzeba także stosować grę z udziałem środka pola.
– Legia otrzymała za Juranovicia około trzech milionów euro. Nie dało się zarobić więcej? A jeśli nie, to jakie czynniki na to wpływały?
– Wszyscy żyją wielkimi transferami z ligi angielskiej, lecz wydaje mi się, że jest niska świadomość sytuacji transferowej w Europie. Rynek siadł w ciągu ostatnich dwóch lat. Mówimy o spadkach sięgających kilkudziesięciu procent. To odbija się na większości realnych transakcji, choć trzeba pomijać pojedyncze przypadki, przy których pojawiają się nazwy Manchesteru City czy PSG. Gdyby porozmawiać z praktycznie każdym prezesem klubów z naszego kontynentu, to praktycznie od każdego można by usłyszeć, że otrzymaliśmy dobrą kwotę.
Jest kilka klubów celujących w spektakularne transfery, ale pozostali… Trudno dokonywać transferów przekraczających kilka milionów. Nie byliśmy w stanie uzyskać wyższej kwoty. Juranović został najdrożej sprzedanym zawodnikiem powyżej 24 roku życia w polskiej lidze. Przypomnę, że pozyskaliśmy go za 400 tysięcy euro. Czas podejść do transferów z większym obiektywizmem. Dodatkowo nie jest tak, że wystawiliśmy go na listę i chcieliśmy sprzedać. Takie ruchy zwykle są inicjowane przez agentów czy samych piłkarzy. Planujemy i zdajemy sobie sprawę z tego, kto może otrzymać oferty lub zmienić klub. Juranović chciał wykorzystać to okienko po dobrym sezonie i wyjeździe na Euro. To była kwestia konkretnych propozycji. Zainteresowanie Chorwatem było duże, ale nie było wielu mocnych ofert.
– Pojawiła się też kwestia dotycząca sprzedaży Juranovicia pomiędzy meczami ze Slavią.
– Musieliśmy mocno negocjować, by zagrał choćby w meczu ze Slavią. Postawiłem Szkotom warunek, że jeżeli nie zagra w Pradze, to nie będzie porozumienia. Nie wyszło w kontekście spotkania, bo w grze były kwestie formalne i wizowe. To były trudne negocjacje, które prowadziłem bezpośrednio z prezesem Celtiku, a zwykle nie uczestniczę w takim procesie, bo zajmuje się tym Radosław Kucharski.
– Z ostatnimi transferami czekaliście do momentu rozstrzygnięcia losów eliminacji europejskich pucharów?
– Pierwsze mecze w eliminacjach gramy zazwyczaj zanim okno transferowe się na dobre otworzy. Nigdy nie jest tak, a zwłaszcza latem, że na początku tego okresu dostanie się piłkarzy, których chce się pozyskać. To pojedyncze sytuacje. Im bliżej końca, tym większy jest ruch. Zawsze chce się sprowadzić graczy teoretycznie lepszych od tych, na których nas stać. Wycisnęliśmy latem maksimum i sądzę, że dostarczyliśmy wiele jakości do drużyny. Dawno nie mieliśmy takiego okna.
– Lirim Kastrati został pozyskany za 1,3 miliona euro i został drugim najwyższym transferem w historii Legii.
– Mieliśmy budżet przygotowany na tę pozycję. Mieliśmy pewien priorytet… Szysz? Nie. To był Deian Sorescu, ale Rumuni okazali się kompletnie niepoważni, choć zaakceptowaliśmy wszystkie warunki. Kastrati pojawił się w ostatnim momencie. Miesiąc temu nie było opcji realizacji tej transakcji, a cena byłaby dwukrotnie wyższa. Kosowianin został okazją, doszliśmy do porozumienia, a kwota była wręcz wyższa od tej, która wymieniana jest w prasie. Jakiś czas temu był nieosiągalny, ale podjęliśmy ryzyko przekraczając nieco wcześniej ustalone budżety.
– Co z zawodnikami, którym kończą się kontrakty? Jednym z nich jest Tomas Pekhart.
– Wiele będzie zależało od samego Pekharta. Latem interesowały się nim klubem i pojawiały się propozycje, o których myśleliśmy, że piłkarz będzie chciał z nich skorzystać. Potencjalni kontrahenci byli gotowi spełnić nasze wysokie oczekiwania. Ostatecznie sprawy rozsypywały się na poziomie Tomasa. Dla nas było to w porządku, bo nie mieliśmy intencji, by go sprzedawać. Rozumielibyśmy jednak, gdyby chciał skorzystać z lukratywnej oferty z innej części świata. Zobaczymy, co się stanie zimą. Jak dla mnie, może zostać do końca kontraktu, a potem zobaczymy.
– Bartosz Kapustka?
– Jest dla nas ważnym zawodnikiem. Rozmawiałem z nim ostatnio i powiedziałem, że jeśli będzie w Warszawie (gracz rehabilituje się w Krakowie – red.), to powinniśmy się spotkać i porozmawiać. Ten rok będzie dla niego stracony, więc rozsądną opcją byłoby przedłużenie umowy o rok i pozostawienie opcji przedłużenia współpracy o kolejne dwanaście miesięcy. To dyskusje, które będą przed nami.
– Będzie pan namawiał Artura Boruca na kolejny rok gry?
– Artur powiedział, że po tym sezonie zakończy karierę. To temat, o którym możemy porozmawiać, ale bardziej zimą. To zawodnik meczowy, który czasem potrzebuje nieco niższego wysiłku na treningach. Nie jestem zaskoczony jest formą. Ma przy tym dobre podejście do młodzieży, dla której może być wzorem i mentorem. Dobrze się wywiązuje z tej roli.
– Podobał się panu jego wpis na Instagramie po meczu ze Śląskiem?
– Nie mam instagrama, więc nie widziałem.
– Jak patrzeć na temat obecnego trenera Legii i jego kontraktu? To szkoleniowiec, który robi wynik, ale pasuje do przyszłości, o której pan mówi? Po sezonie kończy się umowa Czesława Michniewicza…
– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. W piłce jest obecnie tak, że zmiany trenerów są nieuniknione. Szczególnie dzieje się to w klubach, które aspirują do najwyższych celów. Ewentualny brak wyniku nakłada tak wielką presję… Od jakiegoś czasu chcemy budować filozofię i strukturę kadry tak, by dopasowywać do tego trenera. To bardzo trudne, bo każdy ma silne i słabe strony. Znalezienie ideału jest wyzwaniem.
Tarcie nie zawsze jest złe, bo może polepszać klub, trenera i jego sztab. Wszystko zależy od momentu. Wyniki determinują bardzo dużo. Trudno powiedzieć, co będzie za rok. Dzisiaj działamy, walczymy i musimy odbić się od trzech porażek w lidze.
– Czekacie w kwestii kontraktu?
– Rozpoczniemy rozmowy w najbliższym czasie. Tak umawiałem się z Mariuszem Piekarskim. Na razie nie znamy nawet oczekiwań trenera. Kolejne tygodnie wiele nam powiedzą. Jest plan, by podyskutować. Trener osiągnął sukces, awansowaliśmy do Ligi Europy i założenia zostały wykonane. Szczegóły? Czy się dogadamy? Nie wiem, bo nie znam też myśli drugiej strony.
– W kadrze jest wielu obcokrajowców. To problem czy nie?
– Byłoby świetnie mieć jak najwięcej Polaków, ale… nie jest nam łatwo ich pozyskiwać, a do tego potrzebujemy jakości. Pozyskujemy obcokrajowców, choć często są to młodzi zawodnicy. Chciałbym, by w kadrze Legii było wielu wychowanków, ale czy to jest realistyczne? Mam nadzieję. To też część, w której trener musi rozumieć, że to istotne dla filozofii klubu. Nie można przy tym oczekiwać, że jakiś zawodnik trafi do pierwszej drużyny z rezerw i od razu stanie się czołową postacią. Zdarzają się jednostki, choć nawet Szymańskiego i Karbownika trzeba było trochę pociągnąć za uszy, ale to błyskawicznie się zwróciło.
– Legia nie podzieli losów Lecha, który w poprzednim sezonie grał w Lidze Europy, ale przez wąską kadrę poległ w Ekstraklasie?
– Nie wyobrażam sobie, że wystawimy drugi garnitur w meczu z Napoli czy Leicester. To byłoby złe dla samych zawodników, którzy długo pracowali, by dostać szansę rywalizowania z takimi przeciwnikami. To nie do pomyślenia. Ale nasza kadra jest bardzo zbilansowana na każdej pozycji. Mamy dobrych zawodników, a kluczem będzie odpowiednia rotacja i poczucie, że wszyscy są pod grą. Na początku sezonu nasz skład był węższy, ale właściwe roszady będą niezwykle istotne dla losów rozgrywek.
Generalnie, jest na to sposób: zdobywanie kolejnych punktów i awans w rankingu krajowym UEFA. Droga do piętnastego miejsca nie jest tak daleko. Celtic przez lata dominował. Doszło do odbudowy Rangers FC i Szkoci nagle zaliczyli potężny skok. Wciąż mowa o dwóch drużynach. Musimy tego dokonać w ciągu pięciu lat, ale jestem przekonany, że robimy progres. Wystarczy spojrzeć na Lecha, Raków, Pogoń czy nawet Śląsk i Lechię. Ten kierunek może nam pozwolić na to, by mieć więcej niż jedną drużynę w pucharach. To zajmie trzy lub pięć lat, ale to się może stać. Połączenie gry w pucharach i lidze jest inną dyscypliną sportu. Gra się co trzy dni i sama budowa kadry jest inna. Nigdy nie byłem też zwolennikiem rozszerzenia ligi, bo europejski trend jest odwrotny. Ale jest co jest, należy się przyzwyczaić, choć trzeba sobie zdawać sprawę, że rośnie brak zainteresowania pewną częścią meczów.
– Nie kreśli pan długiej drogi dla polskiej piłki?
– Przede wszystkim nie wszyscy mogą aspirować do mistrzostwa Polski. Każdy klub musi znaleźć swój optymalny model. Pracujemy na poziomie Ekstraklasy nad planem rozwoju, także w kwestiach komercyjnego wspomagania klubów. Chodzi też o kwestie regulacji, które mogą pomóc w rozwoju. Sądzę, że czeka nas proces stopniowego wzrostu jakości. Zastanawiam się czy nie byłoby lepiej, gdyby spadały z ligi dwie drużyny, a jedna grała w barażach. Obecnie presja związana z walką o utrzymanie jest ogromna.
Nigdy nie byłem przeciwko przepisom dotyczącym młodzieżowców. Trenerzy są wynikowcami, którzy patrzą na tu i teraz. Za kilka lat, kiedy nasz futbol juniorski będzie w innym miejscu, to pewne rzeczy staną się naturalne. To naturalne i proszę tych słów nie odbierać negatywnie. Jednak niektóre kluby muszą stanąć przed lustrem, realnie się ocenić i zbilansować. Niektórzy chcą grać w pucharach, stawiać na młodych zawodników i… rzeczywistość trochę się łamie. Nawet w Legii jest o to trudno.
Ale i tak uważam, że mamy większe problemy, które da się dostrzec w niższych ligach. Durny jest choćby przepis ograniczający liczbę obcokrajowców. A może znalazłby się zespół, który nawiążę współpracę z akademią w Afryce czy Ameryce Południowej? Jeśli byłby to model biznesowy, który się sprawdza i pozwala na budowę stabilizacji, to co w tym złego? Tak robi wiele zespołów z krajów, które są znane ze szkolenia. To podstawy i trzeba pomyśleć o pewnych zmianach.
Możemy wynagradzać, choć nie wymuszać grę młodymi zawodnikami. Jest Pro Junior System, który finansuje PZPN I powinien jeszcze bardziej rozwijać. Dziwie się tylko, że rezerwy klubów w tym nie uczestniczą. Mam nadzieję, że zmieni się to, jak i pewne zasady dotyczące gry zawodników w drugich zespołów.
– Skonkretyzujmy: o jakich zmianach przepisów myśli się po zmianie władzy w PZPN?
– Zainicjowałem grupę roboczą, która miała spojrzeć na funkcjonowanie klubów profesjonalnych i spojrzenie, które przepisy warto dostosować do dzisiejszych czasów. Powstał cały katalog kwestii, które wynikają z dokumentów międzynarodowych (FIFA) lub mogą być ułatwieniami. To choćby kwestie dotyczące rezerw, czasu gry zawodników w drugim zespole i tym podobnych spraw. Potrzebujemy racjonalizmu i PZPN otrzymał propozycję wdrożenia.
Trzeba też myśleć o zmianach systemowych, rozmawiać o wsparciu piłki nożnej ze strony władz. Często spogląda się w Polsce na Węgry, a działa tam program rządowy, który wzmacnia ligowe kluby. Jeśli chcemy konkurować, to inteligentne wsparcie byłoby wskazane.
Legia zmierzy się ze Spartakiem w środę (15.09) o godzinie 16:30. Mistrzowie Polski rozpoczną w ten sposób rywalizację w fazie grupowej Ligi Europy. Spotkania mistrzów Polski na arenie międzynarodowej będzie można obejrzeć w Telewizji Polskiej, a także na TVPSPORT.PL oraz w aplikacji mobilnej.