Przejdź do pełnej wersji artykułu

Pekin 2022. Covid, wiatr i łzy, czyli obraz po konkursach skoków narciarskich

Skocznie narciarskie w Zhangjiakou (fot. Getty) Skocznie narciarskie w Zhangjiakou (fot. Getty)

Kiedy skoczkowie schodzą z olimpijskich obiektów, dla polskiego kibica kończy się pewien etap igrzysk. To jednak nie może dziwić. Od ponad dwudziestu lat ten sport rządzi niepodzielnie pod względem popularności. Wygląda na to, że ta dyscyplina jako jedyna przyniosła nam medalowe żniwo w Pekinie, chociaż tuż przed igrzyskami tylko najwięksi optymiści stawiali takie prognozy.

Cały świat patrzy

Konkursy olimpijskie są jedyną szansą dla skoków narciarskich na pokazanie się widowni szerszej niż ta pochodząca z kilku europejskich państw. Krótkie notki o skokach pojawiają się nawet w mediach niesportowych, a zdjęcia przedstawiające wyczyny skoczków są stałą częścią relacji olimpijskich. Najczęściej wiąże się to z koniecznością przybliżenia realiów tego sportu laikom zafascynowanym jego efektownością. Nad przebiegiem konkursów skoków narciarskich wisiało również widmo udręki, z jaką od dwóch lat męczy się cały świat. Pandemia miała wpływ na bieg zawodów przez ten czas, obawiano się, że zaraza również nie ominie igrzysk. Niestety wirus wykluczył ze zmagań faworytkę do medalu w zawodach kobiet, Austriaczkę Maritę Kramer. Nie było to pierwsze trofeum utracone przez Kramer z przyczyn od niej niezależnych. Rok temu straciła Kryształową Kulę po tym, jak ze względu na niejednoznaczne wyniki testów na COVID nie dopuszczono jej do udziału w konkursach w Rasnovie. Powód olimpijskiej absencji Johanna Andre Forfanga był podobny.


Nie tylko możliwość zakażenia czyhała na marzenia skoczkiń i skoczków. Od dobrych prób niejednokrotnie ważniejsze stało się przejście przez kontrolę sprzętu. Ostatnie przedolimpijskie zawody Pucharu Świata zdominowała kwestia obuwia używanego przez polskich skoczków. Interwencja trenera reprezentacji Niemiec Stefana Horngachera sprawiła, że Polacy musieli zrezygnować z tego technicznego rozwiązania. Wpłynęło to negatywnie na nastroje w kadrze, które i tak nie były zbyt dobre po nieudanych występach w bieżącym sezonie.

Boreasz im nie sprzyjał. Podobnie jak duet Baczkowska – Jukkara

Skoczkinie miały aż dwie szanse na zdobycie medali. Do konkursu indywidualnego, który jest już w programie trzecich kolejnych zimowych igrzysk olimpijskich, dołączyły zawody drużyn mieszanych. Nie przyniosły one upragnionego olimpijskiego złota Sarze Takanashi. Najwybitniejsza sportsmenka w historii kobiecych skoków narciarskich wśród swoich dokonań na igrzyskach ma jedynie brąz z Pjongczangu.

Japonka w indywidualnych zawodach na skoczni normalnej zajęła czwarte miejsce. Szansą na zdjęcie fatum miał być mikst. Dyskwalifikacja z pierwszej serii, jak się miało potem okazać, jedna z wielu, pozbawiła jej drużynę szans na mistrzostwo olimpijskie. Trzeba przyznać, że nawet z uznanym skokiem Japonki złoto pozostałoby w rękach Słoweńców. Drużynie z Kraju Kwitnącej Wiśni mimo jednej próby mniej niewiele brakło do zdobycia brązowego medalu. Takanashi zalała się łzami, ubolewając nad swoją winą za porażkę reprezentacji.

Czterokrotnej zdobywczyni Kryształowej Kuli być może uda się uzupełnić zbiór trofeów na następnych igrzyskach zimowych. Nie zanosi się, by taką szansę miał Piotr Żyła. Obecny mistrz świata nigdy nie stał na olimpijskim podium. Na skoczniach w Zhangjiakou nawet się o nie nie otarł. Nadzieję dawał dobry wynik w kwalifikacjach do konkursu na normalnej skoczni. Reszta występów nie była zachwycająca. Wszystkie starty olimpijskie w karierze jednego z najlepszych polskich skoczków w historii wyróżniają się na niekorzyść względem całokształtu jego dotychczasowych osiągnięć. Miejmy nadzieję, że ta ostatnia lista nie jest jeszcze domknięta.

Gdyby medale w Pekinie przyznawano za występy w treningach, to Halvor Egner Granerud wracałby do Norwegii jako jeden z największych bohaterów tych igrzysk. Norweg, który w ostatnich dwóch sezonach prezentował światowy poziom, po raz kolejny rozczarowuje na imprezie mistrzowskiej. Rok temu musiał opuścić część konkursów na mistrzostwach świata w Oberstdorfie po zakażeniu COVID. W Chinach zetknął się niemal ze wszystkimi możliwymi przygodami oprócz tych zakończonych szczęśliwie. Wśród nich były niekorzystne warunki wietrzne, dyskwalifikacja za kombinezon czy minimalna strata do wymarzonego medalu w konkursie drużynowym.

Dobrą dyspozycję w treningach prezentował również Daniel Andre Tande, który przyleciał wyłącznie na zmagania na dużej skoczni. Powodem absencji w poprzednich konkursach był COVID. Norweg w swoim jedynym starcie zajął 31. miejsce. Swojej jedynej szansy nie wykorzystała również jego rodaczka Thea Minyan Bjoerseth. Osiemnastolatka zajmowała szóste miejsce po pierwszej serii rywalizacji kobiet, by po drugiej próbie spaść o piętnaście pozycji.


Słabe starty wynikały też z sytuacji kuriozalnych. Szwedka Frida Westman toczyła zaciętą walkę na skoczni w Zhangjiakou. Jej przeciwnikiem nie były warunki pogodowe czy słabsza forma, a... gogle, które były mocno zaparowane. Przypadłość, z którą w czasach pandemii borykają się okularnicy w miejscach, gdzie trzeba nosić maski ochronne, opóźniła jej skok. Skończyło się 16. pozycją. Wymówek nie mogą znaleźć gospodarze. Państwa goszczące zimowe igrzyska w ostatnich dwudziestu latach nie słynęły z występów skoczków, ale w porównaniu z chińską kadrą wyglądają na hegemonów. Nie zanosi się, by w Państwie Środka z biegiem czasu było w tej kwestii lepiej.

Mnogość sukcesów

Przegranych zawsze jest znacznie więcej niż wygranych, ale w Pekinie ta druga grupa była nadzwyczaj liczna. Medale zdobywali przedstawiciele aż ośmiu państw, dwa razy więcej niż cztery lata temu. Na szczycie tej klasyfikacji jest reprezentacja Słowenii. Co ciekawe, największe żniwo medalowe przyniosły im zmagania drużynowe. Zarówno mężczyzn, jak i kadr mieszanych. Reprezentacją jeszcze nieco ponad rok temu targały spory po nieudanym występie na mistrzostwach świata w lotach w Planicy. Kontrowersji nie brakowało jeszcze w Pekinie, gdy trener Robert Hrgota nie wystawił do składu na konkurs indywidualny na normalnej skoczni dobrze sprawującego się w treningach Cene Prevca, decydując się na wybór Anze Laniska.

Lanisek był najsłabszym elementem słoweńskiej kadry w Pekinie. W swoim jedynym występie był trzynasty i nie uczestniczył w dalszych sukcesach swojej reprezentacji. Do konkursu mikstów Słowenia przystępowała w roli faworytów. Konkurs kobiet wygrała Ursa Bogataj, która dwa lata temu nie była jeszcze pewna, czy wróci na skocznię po poważnej kontuzji. Przed zawodami olimpijskimi w swojej karierze nie wygrała żadnyego konkursu w Pucharze Świata. Na trzecim stopniu podium stanęła jej koleżanka z reprezentacji Nika Kriznar.

Słowenia wygrałaby w konkursie mikstów, nawet gdyby nie doszło do fali dyskwalifikacji. Z kolei w zawodach indywidualnych mężczyzn nadzwyczaj dobry występ zaprezentował Peter Prevc, któremu brakło pół punktu do brązowego medalu na skoczni normalnej. Na skoczni dużej tak dobrze już nie było, ale w drużynówce skończyło się srebrem. A mogło być jeszcze lepiej - do kolejnego złota zabrakło lepszych skoków w drugiej serii.

W tym przeszkodzili im Austriacy. Gwiazdą ich reprezentacji został ten, który miał być jedynie dodatkiem do kadry. Manuel Fettner zdobył dwa medale – srebro w konkursie indywidualnym, złoto w drużynowym. Pierwszy olimpijski krążek na swojej szyi może zawiesić Stefan Kraft. Udało się w ostatnim możliwym momencie, czyli w zmaganiach drużynowych.

Nie zawiódł Ryoyu Kobayashi. Podczas gdy najlepsi zawodnicy w klasyfikacji Pucharu Świata nie dawali sobie rady z warunkami na skoczni K-95, Japończyk wyszedł na prowadzenie z przewagą sześciu punktów nad resztą stawki. W drugiej bez problemu utrzymał pozycję lidera. Scenariusz na skoczni dużej rysował się podobnie. Z tym, że na jego drodze do dołączenia do elitarnego grona skoczków z dwoma zwycięstwami w zmaganiach indywidualnych na jednych igrzyskach stanął Marius Lindvik.


Sukces dwudziestotrzylatka był pewnym pocieszeniem dla norweskich skoczków. Reszta kadry zawiodła na całej linii. Historie Graneruda i Tande przedstawiono już wcześniej. Robert Johansson skakał znacznie poniżej swoich możliwości, a dopełnieniem dalszych nieszczęść było czwarte miejsce w konkursie drużynowym. Wśród norweskich skoczkiń najlepiej zaprezentowała się Silje Opseth. Była na szóstej pozycji.

Norwegowie stracili brązowy medal na rzecz Niemców. Nasi zachodni sąsiedzi zawdzięczają ten sukces znakomitym skokom Markusa Eisenbichlera. Skoczek po raz kolejny przygotował szczyt swojej formy na konkurs drużynowy, w indywidualnych zmaganiach prezentując się gorzej, szczególnie na skoczni normalnej. Skazę z tego występu zmazał Karl Geiger, zdobywając brązowy medal w drugim konkursie indywidualnym. Kontrowersje wzbudziły kombinezony Niemców. Nie trzeba być wprawnym obserwatorem, by zauważyć w nich pewne luzy.

Dzięki kwestiom sprzętowym o skokach narciarskich zrobiło się głośno na całym świecie. O przebiegu konkursu drużyn mieszanych dyskutowano zawzięcie przez kolejne dni. Liczba dyskwalifikacji dorównywała rozgrywanym równolegle w Pekinie zawodom short-tracku. Najwięcej pretensji do decyzji polskiej kontrolerki sprzętu Agnieszki Baczkowskiej miała niemiecka reprezentacja, która przez dyskwalifikację srebrnej medalistki ze skoczni normalnej, Kathariny Althaus, nie weszła do drugiej serii zawodów. Jasnym jest, że FIS musi znaleźć nowy sposób w celu zapobiegania nadużyciom. Tylko czy włodarze są do tego zdolni? System rekompensat punktowych za niekorzystne warunki wietrzne nie zmniejszył wystarczająco roli losowości w sporcie, o czym mogliśmy się przekonać w konkursie mężczyzn na skoczni normalnej oraz w zawodach drużynowych. Wszyscy z nerwowością wpatrywali się w grafikę pokazującą warunki wietrzne na skoczniach, przypominającą butelkę. Z nowym systemem kontroli sprzętu może być podobnie.


Chaos, który przeszkodził jednym, pomógł drugim. Srebro zdobyła reprezentacja Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, brąz Kanada. Rosjanie prezentowali dobrą dyspozycję na igrzyskach, jednak w przypadku Kanadyjek i Kanadyjczyków sukces był głównie wynikiem zbiegu okoliczności. Chociaż kto wie, być może zapobiegnie on dalszemu niszczeniu skoczni w tym kraju i pozwoli się rozwijać zawodnikom.

Val di Fiemme przyniesie sukces?

Istniało bardzo duże ryzyko, że igrzyska w Pekinie będą najgorszymi dla polskich skoczków od lat. Tak się jednak nie stało. Duży swój udział w tym miał Dawid Kubacki. Jego najlepsze skoki na igrzyskach miały miejsce akurat w trakcie konkursu na skoczni normalnej. Starczyły na brąz. Blisko zdobycia medalu był Kamil Stoch. Powrót Polaka na skocznię, patrząc na to, przez co przeszedł przez ostatnie miesiące, robi wrażenie i zasługuje na pochwały. Stoch dwukrotnie plasował się w czołówce.

Stefan Hula ma za sobą ostatnie występy na igrzyskach. Na skoczni normalnej był dwudziesty szósty. Na początku swej kariery jest Paweł Wąsek. Dwudziestodwulatek prezentował się stabilnie w swoich próbach. Tego niestety nie można powiedzieć o naszych skoczkiniach. Występy Kingi Rajdy i Nicole Konderli były rozczarowujące. Nie można o nich powiedzieć nic pozytywnego.

Jak będzie za cztery lata? Perspektywa następnych zimowych igrzysk olimpijskich nie rysuje się w kolorowych barwach. Bardzo możliwe, że kadra, która pojedzie do Cortiny d'Ampezzo będzie się radykalnie różnić od tej, która niedługo wróci z Chin. Konkursy odbędą się w miejscu szczególnym dla polskich skoków, czyli w Val di Fiemme. To tam laury zdobywali Małysz i Stoch. Kto wie, może magia Predazzo zadziała ponownie i wykreuje kolejną wielką postać w historii naszego rodzimego sportu?

Źródło: TVPSPORT.PL
Unable to Load More

Najnowsze

Zobacz także