<b>Jacek Kurowski</b><br><br> <b>Do TVP trafiłem w 2003 roku z telewizji TV4. Zjedzony niemal do cna przez tremę zadebiutowałem prowadząc studio do meczu Ligi Mistrzów Arsenal – Roma. Przez dłuższy czas nie było wcale lepiej, bo presja związana z tym miejscem i oczekiwania wobec dziennikarzy pracujących na wizji bywają paraliżujące.</b> <br><br>Przyszedłem tu, bo chciałem się rozwijać, uczestniczyć w wielkich sportowych imprezach, poznawać ludzi z plakatów i mieć możliwość rozmawiania z nimi. I mogę śmiało powiedzieć, że swój cel zrealizowałem. <br><br>Dakar – to kurz, bród, piach, podejrzane jedzenie, skwar w ciągu dnia i lekkie przymrozki w nocy. To jednoosobowy namiot spełniający funkcję sypialni rozłożony pod skrzydłami samolotu. To tam nauczyłem się presji czasu i samodzielnego działania w trudnych warunkach. To był poligon, który śmiało poleciłbym każdemu dziennikarzowi. <br><br>MŚ w Niemczech – najważniejsza impreza dla dziennikarza piłkarskiego. Obecność gwiazd światowego formatu, historyczne mecze obejrzane na żywo i rozmowy(króciutkie, ale zawsze) z Ronaldinho lub Roberto Carlosem. Mundial to wielkie, bezcenne doświadczenie, to praca w ogromnym stresie, który jednak potrafią wynagrodzić ogromne emocje. <br><br>Igrzyska – dla mnie to możliwość zbliżenia się do dyscyplin, o których na co dzień wiele się nie mówi. Praca przy igrzyskach w studiu to chwilami także balansowanie na linie. Bo trzeba się zmieścić między jedną a drugą transmisją, wypełniając lukę 2-4 a czasami 10 minutową. Trzeba mówić, mówić i mówić Czasem zawieszać głos, innym razem odwoływać się do historii. Najważniejsze jednak to mówić. W telewizyjnym slangu nazywamy to „szyciem”.