{{title}}
{{#author}} {{author.name}} / {{/author}} {{#image}}{{{lead}}}
{{#text_paragraph_standard}} {{#link}}Czytaj też:
{{link.title}}
{{{text}}}
{{#citation}}{{{citation.text}}}
WEC. Robert Kubica przed 24 Hours of Le Mans: po ostatnich latach dostrzegam, że jest życie poza F1 [WYWIAD]
Rafał Majchrzak /
Robert Kubica przed wyścigiem 24-godzinnym w Le Mans wrócił pamięcią do testów z 2017 roku w Walencji, kiedy po latach zasiadł za kierownicą Lotusa E20, samochodu Formuły 1. – W zależności od tych właśnie testów, ważyło się, czy dalej będę w głowie zamykał sobie furtki do F1. Chociaż nie robiłem tego, nie zamykałem sobie tej drogi. Był to pierwszy dzień, który dodał mi sił. Pokazał mi, że jestem w stanie wrócić i jeździć na wysokim poziomie – stwierdził Polak w rozmowie z TVP Sport.
24h Le Mans. Formuła 1 a Le Mans. Dwie serie, które przyciągają się wzajemnie
Rafał Majchrzak, TVP Sport: – Robert, zaczniemy od innej strony, od wspomnień. 6 czerwca 2017 roku, pięć lat temu testowałeś w Walencji Lotusa E20 i wsiadłeś po raz pierwszy od lat do samochodu Formuły 1. Jak dziś myślisz o tym dniu, gdy wracasz do niego pamięcią? To wtedy stało się jasne, że możesz wrócić do cyklu MŚ.
Robert Kubica, kierowca Prema Orlen Team: – Rzeczywiście. Nie zapisuję tego typu dat do kalendarza. Nie mam pamięci do statystyk, natomiast nie da się ukryć, że przypomniałeś wyjątkowy dzień w moim życiu. Życie to słowo-klucz. Moja kariera sportowa to całe życie. Ale w tamtym dniu nie chodziło o sport, o karierę. To był pierwszy krok w kierunku to, co będzie dalej.
– Trwa drugie wyścigowe życie Roberta Kubicy. Po czwartym miejscu w Sebring w USA, po siódmej pozycji w belgijskim Spa – czy teraz ujrzymy pełnię potencjału Premy? Wyniki na razie nie oddają ambicji włoskiej ekipy.
- Le Mans to najważniejszy wyścig sezonu. Cały świat, któremu WEC (cykl mistrzostw świata wyścigów długodystansowych - przyp. red.) leży na sercu zjeżdża do Francji, gdzie mamy do czynienia z czymś w rodzaju igrzysk olimpijskich. Tak się czujemy: jakby to było święto, tak jak igrzyska dla olimpijczyków. Ubiegły rok mógł przynieść zwycięstwo, wraz z WRT szło nam bardzo dobrze, prowadziliśmy z dużą przewagą. Ale je straciliśmy.
Z jednej strony przyjeżdżam tu znowu, z drugiej strony to może być nie do końca tak, że będzie nam łatwiej znaleźć się w tym miejscu, co rok temu. Prowadzić w wyścigu, zbudować dystans względem rywali - wiele elementów musi się zgrać, aby doprowadzić do takiej sytuacji. Oczywiście, będziemy walczyli o jak najlepszy wynik. Konkurencja jest większa niż rok temu (United Autosports, dwie załogi WRT, dwie załogi Joty – przyp. red.).
Poprzednie wyścigi nie ułożyły się po naszej myśli. Szczególnie w Sebring rywalizacja przerywana była aż dwa razy, w niefortunnych chwilach. W Spa popełniliśmy błędy jako zespół i mam nadzieję, że wyciągnęliśmy wnioski. W Le Mans wszystko musi zagrać perfekcyjnie, jeśli marzymy o lepszym wyniku.
– Z czego teraz ty jako bardziej doświadczony kierowca możesz czerpać spokój przed takim wyścigiem? Pamiętam przecież w miarę stonowanego Roberta Kubicę, który mówi, że Polak, który po raz pierwszy w historii wystartuje z pole position w F1 czuje się tak samo, jak Polak ruszający z szóstego pola.
– Wiesz, muszę się przyznać, że z perspektywy lat już inaczej do tego podchodzę. Teraz dociera do mnie, że to była pozytywna rzecz. Ustawić bolid F1 na pierwszym polu to naprawdę duża dawka emocji. Wtedy przyzwyczaiłem się do tego, że jeżdżę na najwyższym poziomie, wyścigi stawały się formalnością. Le Mans jest inne – emocje, które towarzyszyły mi rok temu były totalnie różne podczas tych kilkunastu dni. Czułem się trochę jak dzieciak. Jechałem pierwszy raz, nic nie wiedziałem o Le Mans, debiutowałem podczas tej 24-godzinnej rywalizacji.
W wyścigach sprinterskich, takich jak nawet rozgrywana na przestrzeni dwóch godzin F1, ściganie się to codzienność. Tutaj towarzyszyły temu wyjątkowe emocje. Pozytywne i negatywne – łącznie z utratą wygranej. Spokój... wydaje mi się, że czerpię go z pewności. Natomiast nie jestem zbyt pewny. Mam szacunek do rywalizacji, konkurencji, samego siebie. Możemy wykonać świetnie swoją pracę, ale jeśli ktoś wykona ją jeszcze lepiej, wtedy to on wygra.
– A co było najbardziej pozytywne, a co najtrudniejsze w ubiegłorocznym Le Mans?
– Najpierw rzeczy trudne. Długość wyścigu, utrzymywanie koncentracji, a raczej zarządzanie nią. Wyłączenie umysłu poza autem, gdy ktoś się ściga, ty jesteś poza samochodem, a zespół dalej rywalizuje. Trzeba pamiętać o tym, żeby się regenerować, najlepiej po prostu spać. Myślisz o samym sobie, pilnujesz tego, by odpoczywać.
Jestem sportowcem, ale też pasjonatem motorsportu. Element dekoncentracji mnie destabilizuje. Nagle muszę odłączyć się od tego, co jest moim życiem. To dla mnie trudne. A regeneracja i dbanie o kondycję to jedna z części przygotowań. To istotne. Jeszcze 15 lat temu po prostu bym szedł spać po wyścigu i niczego więcej nie musiałbym robić. Teraz nawet sen jest częścią rywalizacji – a konkretnie odpowiednie gospodarowanie energią.
Czytaj też:
24h Le Mans. Momenty, które wstrząsnęły Le Mans. Ginęli tutaj kierowcy, kibice, odbywały się ludzkie dramaty
– Nawet wspominał o tym w rozmowie z nami Lorenzo Colombo. "Od Roberta uczę się ludzkiej strony Le Mans. O to, kiedy spać, kiedy się przygotować do jazdy, bowiem nawet takie szczegóły są ważne. Jest dla mnie jak starszy brat. Rozmawiamy w tym samym języku, bo jego włoski jest perfekcyjny, mówi jak native speaker". Zbliżyło was to, że umiecie się porozumiewać po włosku?
– Na pewno. Ważne jest to, żeby w takiej serii, jak WEC, mieć odpowiednich partnerów. Kiedy jesteś "młodym wilkiem", walczysz o to, by wyrobić sobie pozycję. Są tego plusy i minusy, bo z kolei doświadczenie i nauki ze sportowego życia pozwalają spojrzeć lepiej na całą sytuację. Louis i Lorenzo są w pogoni, ja jestem doświadczony – to taka mieszanka. Dzięki temu zestawieniu z młodymi kierowcami, potrafię odnaleźć się w ich sytuacji.
Często staram się pokazać moje podejście, mówię to, czego jestem pewny. Jestem szczerym człowiekiem, walę prosto z mostu to, co myślę. Możliwe, że teraz tego chłopaki nawet nie rozumieją, a pojmą dopiero za dziesięć lat. Ale też byłem młody i miałem inne podejście niż dzisiaj. Natomiast myślę, że ważne jest mieć w załodze kogoś, kto gra zespołowo, a nie tylko na swoje konto. Nie mówię, że to robią.
Oczywiście każdy chce się pokazać, ale jesteśmy drużyną i pracujemy na rzecz całego zespołu. Ja się tego nauczyłem rok temu, nie wiedziałem, jak się w tym odnajdę. Wielu ludzi może nawet o tym nie myśli, ale to, co mnie interesuje to końcowy wynik. To trochę, jak w piłce nożnej. Niekoniecznie każdy jest napastnikiem, są różne role – obrońcy, pomocnicy, bramkarze. Zadania są przypisywane. Ale nawet "snajper" może wrócić do obrony. Każdy dba o to, by klub znalazł się na koniec w jak najlepszym miejscu.
– Nawet patrząc na twój ukochany Milan, można odnieść wrażenie, że nawet wygrywając 1:0 i nie będąc ofensywną potęgą, można odzyskać mistrzostwo Włoch. Jak się czujesz, jako kibic Milanu, po odzyskaniu scudetto?
– Wyśmienicie. Rossoneri w tym roku pokazali, co to znaczy "być drużyną". We Włoszech, gdzie spędzam dużo czasu, poprzednie lata nie były najlepszym okresem dla fana Milanu. W ekipie Stefano Piolego jest wielu młodszych piłkarzy, na których być może nikt by nie postawił. Ale ta mieszanka rutyny z młodością to właściwa droga. Jako kibic, oczywiście każdy chce więcej. Mam nadzieję, że jeszcze mnie ucieszą, choć konkurencja w Serie A jest duża. Pamiętam, jak przed laty oglądałem Milan w Lidze Mistrzów, gdy odnosili sukcesy w 2003 czy 2007 roku.
– Zwycięski trener się zgadza nawet dzisiaj. Wtedy Carlo Ancelotti, dziś Carlo Ancelotti, tyle że już teraz z Realem Madryt. Masz wśród obecnej drużyny Milanu jednego ulubionego zawodnika?
– Wiąże się z tym fajna historia. Pamiętam, jak chyba cztery lata temu zostałem zapytany o to, z kim spośród sławnych ludzi poszedłbym na kolację. Odpowiedziałem, że ze Zlatanem Ibrahimoviciem i Jose Mourinho. Obaj w tym roku odnieśli sukcesy – Szwed w Milanie, a Portugalczyk w Romie.
Kiedy ogłoszono transfer "Ibry", on ogłosił, że wraca odzyskać scudetto. Nawet moi znajomi-kibice Rossonerich kręcili nosem, nie wierzyli. Myśleli, że zwariował. Czasami w sporcie to, co widzimy podczas wyścigów i meczów, zależy od rzeczy wykonanych na treningach, a nawet poza nimi. Chodzi o środowisko, o atmosferę. Wykonał na tym tle ogromną pracę i za to "chapeau bas".
– Czyli ustalone: Robert Kubica po wygranej w Le Mans wywraca stół tak, jak on w szatni po przemowie do całej drużyny.
– Albo całe podium!
– Skoro przy drużynowych aspektach jesteśmy, ty jesteś w stanie dziś stwierdzić, że Louis Deletraz to kierowca, z którym masz najlepsze stosunki, jeśli chodzi o zespołowych kolegów? Porównując to z Nickiem Heidfeldem, Witalijem Pietrowem, George'em Russellem, ale też pamiętając, że F1 i WEC to różne serie...
– Zawsze pracujesz na konto zespołu, czy to w F1, czy to w "długich dystansach". Ale kiedy jeździsz sam, a nie dzielisz auta z kimś, to masz inne podejście. Tutaj ich nie da się porównać. W Formule 1 czy DTM pracowałem też dla siebie, liczyły się punkty, które sam zdobyłem. W WEC czy European Le Mans Series razem pracujemy na rzecz załogi i to nasze konto jest ważne. Partner z ekipy jest punktem odniesienia, ale pozytywnym.
W F1 jest to też możliwe, ale np. od Nicka chciałem się jak najwięcej nauczyć, lecz uczyłem się dla siebie. Wszystko zależało od tego, jak ja sobie poradzę. To ode mnie zależał wynik, nie od niego. Spotykam się czasem z kierowcami, którzy nawet woleliby dojechać na ósmym miejscu i pokonać partnera z ekipy, zamiast być na trzeciej pozycji i z nim przegrać, bo np. wygrał lub był drugi. To dla mnie dziwne podejście.
– Czego ty jesteś w stanie się nauczyć zatem od Deletraza i Colombo?
– To zależy. Ja postrzegam wyścigi długodystansowe w szerszej perspektywie. Nie jest dla mnie najważniejsze, by przejechać dany zakręt na treningu najszybciej, jak się potrafi i na ile jest to możliwe. Młodzi ludzie podchodzą do tego inaczej.
Szczerze? Czasem zazdroszczę im tego wigoru, samego faktu bycia młodszym. Zazdroszczę tego, że nie myślą tak bardzo o wszystkim. Ja jestem kierowcą, który angażował się też w sprawy pozatorowe, interesowały mnie technikalia. Niekoniecznie zawsze idzie to w parze ze sportem. Z nimi jest inaczej niż ze mną, gdzie w F1 nauczyłem się takiego bardzo "wiedzowego" stylu, że musiałem wszystko wiedzieć o samochodzie i nie miał żadnych sekretów.
– Ty jeszcze jesteś głodny wrażeń w innych seriach, masz chęć ich odkrywania? Patrząc na to, że Ferrari wchodzi do klasy Hypercar w WEC w 2023 roku, czy to w "endurance" jest raczej dalej twoje miejsce?
– Powiem ci szczerze... po startach w Williamsie w 2019 roku nadal mam w sobie poczucie, że F1 to "królowa sportów motorowych". Nie ma serii, która mogłaby się zbliżyć do niej pod względem prestiżu. Startowałem w DTM, European Le Mans Series, a teraz jestem w WEC. Pokazało mi, że mimo doświadczenia, wciąż są serie, które mogę odkrywać, dzięki którym stanę się jeszcze lepszym kierowcą. Te lata pokazały mi prymat F1, ale – jako pasjonat motorsportu – dostrzegam, że jest życie poza F1.
Cieszę się, że jestem w wyścigach długodystansowych. Zaczęła się nowa era, producenci chętnie wchodzą do tej serii: tak jak wspomniane Ferrari, a także Peugeot już aktywny w tym roku. Wejdzie tu wiele nowych marek, być może 2023 roku stanie się jednym z ciekawszych sezonów w historii. Zawsze czy to w klasie LMP1, czy teraz w Hypercarach będzie tak, że o wygraną będą walczyli ci najwięksi: Audi, Peugeot, Toyota, wcześniej też Porsche. Fanów czeka naprawdę dobry okres.
– Czyli to nie ty będziesz "kolejnym Polakiem w F1", a raczej ktoś z grupy Maciej Gładysz, Mateusz Kaprzyk, Roman Biliński, Kacper Sztuka czy wspierany przez ciebie Tymek Kucharczyk?
– Zadałeś podchwytliwe pytanie. Natomiast wchodziłem już tam tyle razy...
– Właściwie trzy razy, jeśli pomyślimy o wyścigowych debiutach i powrotach. Węgry 2006, Australia 2019, Holandia 2021...
– Dużo tego było. Na pewno "nigdy nie mówmy nigdy". Podchwytliwość pytania wynika z tego, że moje życie wiązało się z motorsportem i poznałem go bardzo dokładnie. Na pewno jednak długo jeszcze poczekamy na następnego Polaka w F1, droga przed tym jest długa. Te młode chłopaki, o których wspominasz, powinni się skoncentrować na tym, by w wieku 14, 15 lub 16 lat stawać się coraz lepszym kierowcą.
Mają ogromną konkurencję i dużo nauki przed sobą. Ja im życzę, by stali się zawodowymi kierowcami. A widzę, że to możliwe. Znam wielu moich kolegów z dzieciństwa czy lat kartingu, którzy nie dostali się do wyścigów Grand Prix. Nie byli słabi, tylko po prostu im się nie udało. Ja, idąc aż do F1, byłem sam, natomiast powiodło mi się. Teraz trzymam kciuki za wszystkich młodych, bo dostrzegam, że jest ich naprawdę dużo. Mamy utalentowaną młodzież.
– Śledzisz wyniki Tymka? To 16-latek, którego wspierasz, który m.in. ścigał się w kartingowych mistrzostwach świata za kierownicą gokarta Birel ART spod marki KUBICA KART. Zwycięstwo oraz cztery podia dają mu, mimo roli debiutanta, drugie miejsce w generalnej klasyfikacji, za Nikolą Cołowem, którym opiekuje się Alpine i Fernando Alonso.
– Dla mnie nie jest zaskoczeniem, że Tymek tak świetnie sobie radzi. Dwa lata temu wymieniłem się wiadomościami z moim znajomym. Powiedziałem, że młody będzie sobie radził jeszcze lepiej w bolidach niż w kartingu. Ma jeszcze przed sobą pracę do wykonania, ale "skilla" mu nie brakuje. Ma talent, ale to nie wszystko.
Teraz przed nim ważny okres – na pewno dobrze zaczął, przywiózł kilka dobrych wyników.
Czytaj także:
24h Le Mans. Nietuzinkowe pojazdy i legendarny wyścig. Tu liczy się ekstrawagancja. Historia garażu numer 56
24h Le Mans. Momenty, które wstrząsnęły Le Mans. Ginęli tutaj kierowcy, kibice, odbywały się ludzkie dramaty
24h Le Mans. Jak wyglądały początki polskich startów? Zaglądamy w historię
24h Le Mans. Od Fabiena Bartheza po ikony kina. Gwiazdy kochają ścigać się we francuskim klasyku
24h Le Mans. Formuła 1 a Le Mans. Dwie serie, które przyciągają się wzajemnie
24 Hours of Le Mans. Terminarz wyścigu [daty, godziny]
Środa, 8 czerwca
13:45 – 17:15 – trening nr 1
18:45 – 20:15 – sesja pre-kwalifikacyjna
22:00 – 0:15 – trening nr 2
Czwartek, 9 czerwca
14:45 – 18:15 – trening nr 3
19:45 – 20:45 – wyścig kwalifikacyjny Hyperpole
21:45 – 0:15 – trening nr 4
Sobota, 11 czerwca
10.30 – sesja rozgrzewkowa (warm-up)
11.00 – wyścig Road to Le Mans
16:00 – start 90. edycji 24 Hours of Le Mans
Niedziela, 12 czerwca
16:00 – meta 90. edycji 24 Hours of Le Mans