Sebastian Szymański miał być tym, który będzie wspierał Roberta Lewandowskiego – wraz z Piotrem Zielińskim – zza jego pleców. W meczu Polski z Holandią (0:2) nie wszystko poszło jednak po myśli biało-czerwonych. Piłkarz Feyenoordu nie błyszczał na PGE Narodowym.
– Robert Lewandowski jest jednym z najlepszych zawodników na świecie. Za swoimi plecami ma Szymańskiego. To młody i zdolny piłkarz. Podoba mi się jego gra – mówił w środę Louis van Gaal, szkoleniowiec holenderskiej kadry.
Sebastian Szymański wykonał latem kolejny krok w karierze. Zegar tykał i odliczał dni, przez które piłkarz pozostawał w Rosji po wybuchu wojny w Ukrainie. Mariusz Piekarski opowiadał, że pomocnik dokończy sezon, spakuje się i nie wróci już do Dinama Moskwa, w którym występował przez ostatnie trzy lata. Tam dorósł, oswoił się z wysoką intensywnością i stał się lepszym piłkarzem.
Szymański debiutował w kadrze jako piłkarz rosyjskiego klubu. Ale nową rolę, wysoką presję, miał już dźwigać w barwach innej drużyny. Pomocnik przez pewien czas trenował z Legią Warszawa, swoim byłym klubem. W tym okresie ważyła się jego przyszłość. Pojawiało się zainteresowanie z Hiszpanii, więcej konkretów przedstawiali Niemcy, ale zdecydował się na Feyenoord Rotterdam. Klub z Eredivisie, gdzie króluje ofensywa.
Następne
Szymański nie próbował ograniczać się do bezpiecznych podań w kierunku najbliższego z partnerów. 23-latek chciał podejmować ryzyko, choć przypłacił to skutecznością podań na poziomie 67 procent (10/15). Dodatkowo w statystykach znalazło się także czternaście strat, a żadne z jego czterech długich podań nie dotarło do kolegów. Nie sposób nie dostrzec też faktu, że ci, którzy mieli wspierać Lewandowskiego, nie dostarczyli mu żadnej konkretnej piłki. Kapitan kadry nie oddał żadnego strzału.
Następne
Komentarz:
Jacek Laskowski, Robert Podoliński