W czerwcu 2024 roku wygasa kontrakt Piotra Zielińskiego z Napoli. Z tego powodu media coraz częściej piszą o jego możliwym transferze do innego klubu już w trakcie najbliższego letniego okienka transferowego. Według Zbigniewa Bońka 28-letni pomocnik byłby najdrożej sprzedanym polskim piłkarzem.
Zieliński jest piłkarzem Napoli od 2016 roku. Został wówczas wykupiony z Empoli za 16 milionów euro. W barwach Azzurri wystąpił łącznie 308 razy. Strzelił 46 goli i 41 razy asystował. W trwającym sezonie neapolitańczycy idą jak burza. Po rozegraniu dwudziestu meczów mają 53 punkty i aż trzynaście punktów przewagi nad drugim w tabeli Interem. Do zakończenia rozgrywek ligowych zostało jeszcze osiemnaście spotkań, ale na tę chwilę to właśnie Napoli jest głównym faworytem do zdobycia tytułu mistrza Włoch.
Gdyby misja ta zakończyła się sukcesem, Zieliński zdobyłby z drużyną dopiero drugie trofeum, ale pierwsze tak cenne. W sezonie 2019/2020 jego drużyna wygrała Puchar Włoch. Niewykluczone, że trwające rozgrywki są dla Polaka ostatnią szansą na świętowanie sukcesów z Napoli. Jego kontrakt wygasa co prawda dopiero za rok, ale na Półwyspie Apenińskim coraz częściej mówi się o możliwej zmianie klubu jeszcze przed wygaśnięciem umowy. Włoskie media wskazują, że do takiego transferu może dojść już w najbliższe lato.
Obecnie najdrożej sprzedanym Polakiem jest rzecz jasna Robert Lewandowski. Latem ubiegłego roku Barcelona wykupiła go z Bayernu Monachium za 45 milionów euro. – Umówmy się, gdyby Zieliński latem odszedł z Neapolu, byłby na pierwszym miejscu w tym rankingu – powiedział Zbigniew Boniek na kanale Prawda Futbolu, odnosząc się do transferowych rekordów z udziałem polskich piłkarzy.
W ostatnim czasie o Zielińskim było głośno także z innego powodu. Kamery przyłapały go na ostrej wymianie zdań z Nicolą Zalewskim podczas meczu Romy z Napoli. Zachowanie polskich piłkarzy było często komentowane przez dziennikarzy znad Wisły. Ostatecznie wszystko wyjaśnili sami piłkarze, którzy za pośrednictwem mediów społecznościowych oznajmili, że na co dzień są przyjaciółmi, a język, którego używali w trakcie konwersacji, nie świadczy o żadnym konflikcie.
– Po prostu język szatni, język pomiędzy dwoma młodymi chłopakami czasami jest fajny, ostry, ale to o niczym nie świadczy. Najbardziej mnie dziwi, że poważni ludzie zaczęli to komentować, umoralniając Zalewskiego, co troszeczkę mnie zaskoczyło – dodał były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.