| Piłka nożna / Liga Konferencji

Liga Konferencji Europy. Bo Andersson: nie ma drugiego zagranicznego klubu, o którym wiedziałbym tyle, co o Lechu

Szwedzi będą kolejnym rywalem mistrza Polski w Lidze Konferencji Europy (fot. Getty).
Szwedzi będą kolejnym rywalem mistrza Polski w Lidze Konferencji Europy (fot. Getty).
Kamil Rogólski

Bo Magnus Andersson reprezentował Djurgardens IF jako piłkarz, po czym piłkarską szatnię zamienił na gabinet dyrektora, gdzie łącznie spędził 21 lat. Za jego kadencji klub spłacił dziesięciomilionowy dług, awansował na najwyższy poziom ligowy w Szwecji i zdobył osiem trofeów, w tym cztery razy tytuł mistrzowski. W długiej rozmowie z TVP SPORT.PL Andersson tłumaczy genezę sukcesu, zdradza kulisy polityki transferowej z naciskiem na Sztokholm i Afrykę oraz komplementuje Lecha Poznań.

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ
Polski akcent w Djurgarden. "Zespół unika gry przez niego"

Czytaj też

Piotr Johansson (fot. Getty)

Polski akcent w Djurgarden. "Zespół unika gry przez niego"

– Właściwie powinienem zacząć od gratulacji. Przygotowując się do wywiadu, rozmawiałem z kilkoma pańskimi byłymi współpracownikami i wszyscy wypowiadają się o panu w samych superlatywach. Z ich słów wynika, że jest pan żywą legendą Djurgardens IF. Czy czuje pan swój status na co dzień?
– Na co dzień tego nie czuję. Czasem jestem chwalony, gdy rozmawiam z ludźmi, ale podczas pracy nie czuję się legendą ani nawet popularną osobą. Muszę ciężko pracować każdego dnia dla klubu. Może jestem popularny w Szwecji, ale liczy się przede wszystkim ciężka praca, bo rezultaty możesz po sobie zostawić, a popularności nie. To jest moja misja i pasja. Jestem dla siebie krytyczny, jednak czasem odczuwam wielką dumę, jeśli pod presją podejmuję właściwą decyzję. W Lidze Konferencji gra dalej szesnaście klubów i Djurgardens jest wśród nich. Jesteśmy klubem ze Szwecji, który pierwszy raz znalazł się na tak dalekim etapie europejskich pucharów, to duża nobilitacja.

– Stawką meczu Lech - Djurgardens jest awans do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Dla obu klubów będzie to potencjalnie największy sukces w historii występów w europejskich pucharach.
– Chcę podkreślić, że bardzo szanuję Lecha i otoczkę wokół tej drużyny. Każdy klub ma taki jeden zagraniczny odpowiednik, z którym stosunki są szczególne i dla mnie takim klubem jest Lech Poznań, ponieważ znam Piotra Rutkowskiego już od lat. To dla mnie zaszczyt, że mogę gościć w Poznaniu z Djurgardens. Europa otwiera nowe możliwości. Gdyby Djurgardens nie awansował do 1/8 finału Ligi Konferencji, nigdy byś do mnie nie zadzwonił.

– Zakończył pan karierę piłkarską w latach 90. W 1997 roku został pan dyrektorem Djurgardens, który wtedy grał na drugim poziomie rozgrywkowym. Znalazłem informację, że mieliście wtedy 10 milionów koron szwedzkich długu. W 2002 i 2003 roku zostaliście mistrzem Szwecji dwa razy z rzędu. Jak pan to zrobił?
– Początki w Djurgardens to trudne doświadczenie. Dziś mamy rok 2023, a ja nadal tak samo uwielbiam być częścią klubu jak w 1997. Uwielbiam tę atmosferę. Potrzebowałem mnóstwo zapału, żeby przezwyciężyć wszelkie problemy. Djurgardens IF to klub mojego życia. Dla niego grałem i dla niego się poświęciłem. Gdy prowadzisz klub z małego obszaru, stykasz się z ludźmi i czujesz przed nimi presję. Wtedy Djurgardens bardzo pomogli zwykli kibice, którzy pomagali klubowi wstać. Ściągnęliśmy młodych piłkarzy z potencjałem. Rozwijaliśmy dosłownie każdy obszar klubowej działalności. W 2002 roku zdobyliśmy pierwsze mistrzostwo od 36 lat.

– Które decyzje z perspektywy czasu uznaje pan za kluczowe? Mam na myśli okres między 1997 a 2002 rokiem.
– Jedna uwaga. Brałem odpowiedzialność za decyzje, ale za sukcesem Djurgardens stało wielu ludzi. Na pewno kluczowe było dążenie do komercjalizacji. Nawet w najtrudniejszych czasach mieliśmy potencjał ze względu na dużą bazę kibiców w skali Szwecji. Kibice wykupowali udziały, uzyskując specjalny status członków. Równocześnie podpisywaliśmy coraz korzystniejsze kontrakty sponsorskie. Spłacaliśmy należności i jednocześnie rozwijaliśmy drużynę sportowo. Reszta to już odpowiednie poukładanie wszystkiego w klubie. Trenerzy, dział skautingu itd. Zmiany nie nastąpiły tylko na boisku. W każdym aspekcie działalności Djurgardens stał się klubem profesjonalnym. Poza tym byliśmy głodni sukcesu. Niektórzy myślą, że jak jesteś na szczycie, to już wszystko idzie łatwo. Bzdura. Trudniej utrzymać się na szczycie, niż się na niego wspiąć. W pierwszym okresie pracy w Djurgardens pracowałem jedenaście lat i wiem, że głód sukcesu trzeba podtrzymywać. Nie można stracić koncentracji, kiedy podejmuje się co roku kluczowe decyzje dla działalności klubu.

– Komercyjne success story jak na lata 90. brzmi nieco wizjonersko. Wyczuł pan, skąd wieje wiatr zmian.
– Komercjalizacja była zaczynkiem do wszystkiego, całej profesjonalizacji piłki nożnej w Szwecji. W Polsce też to macie. Macie wysoki kontrakt z telewizją. Wykreowała się świetna otoczka wokół rozgrywek. Myślę, że realia Szwecji i Polski są do siebie podobne.

– Dlaczego odszedł pan z Djurgardens w 2008 roku?
– Czasem na takim stanowisku nie możesz pracować zbyt długo. Poczułem się wypalony. W pewnym momencie przestałem wierzyć, że będę jeszcze w stanie prowadzić klub. Przestałem wierzyć w projekt. Nie byłem maksymalnie zaangażowany w decyzję raz, dwa razy, ale nie mogłem tego wiecznie przeciągać. Potrzebowałem spokoju, chciałem poświęcić czas dla siebie i tak rozstałem się z klubem. Posadę dyrektora przejąłem praktycznie od razu po zakończeniu kariery piłkarskiej, więc nawet nie miałem chwili odpoczynku. Mój kalendarz od wielu lat był wypełniony obowiązkami. Niemniej byłem dumny z tego, co udało nam się osiągnąć. Sześć trofeów to świetny wynik, biorąc pod uwagę miejsce, z którego zaczynaliśmy.

Polski akcent w Djurgarden. "Zespół unika gry przez niego"

Czytaj też

Piotr Johansson (fot. Getty)

Polski akcent w Djurgarden. "Zespół unika gry przez niego"

Liga Konferencji. Lech Poznań poznał rywala w 1/8 finału [WIDEO]
fot. TVP Sport
Liga Konferencji. Lech Poznań poznał rywala w 1/8 finału [WIDEO]

Lech chce pobić nowy rekord. Te liczby robią ogromne wrażenie!

Czytaj też

Piłkarze Lecha Poznań (fot. Getty)

Lech chce pobić nowy rekord. Te liczby robią ogromne wrażenie!

– Wrócił pan do Djurgardens w 2013 roku i znowu zastał pan klub w kryzysie. Który był trudniejszy? Czy da się jakoś porównać sytuację z 1997 i 2013 roku?
– Zależy od interpretacji. W 1997 roku byliśmy na zapleczu Allsvenskan. Sytuacja finansowa była gorsza. Ale gdybym miał wybrać, to trudniej było mi wrócić, bo presja była dużo większa. Trzeba było sobie udowodnić, że jeśli raz wyprowadziłem klub na prostą, to drugi raz też potrafię. Trzeba było zaakceptować, że po latach pracy w Djurgardens wracam praktycznie do tego samego punktu w życiu, w którym już byłem. Znowu musiałem się zmierzyć z trudną sytuacją finansową. Poprosiłem zarząd o zaufanie. Powiedziałem, że krok po kroku z tego wyjdziemy. Podczas narady ustaliliśmy nasze cele – wymieniliśmy je w punktach, co jest dla nas ważne. Sześć lat później mieliśmy już na koncie mistrzostwo i Puchar Szwecji. Może to zabrzmieć banalnie, ale jeśli jesteś w stanie tanio kupić piłkarza i potem drogo sprzedać, to sytuacja ekonomiczna się poprawia. Potem te pieniądze trzeba konsekwentnie inwestować. Jestem bardzo dumny z sukcesów ostatnich lat. Oprócz trofeów w Szwecji, przyszedł upragniony sukces w Europie. Sukcesem jest też to, że mamy już 25 tysięcy deklarowanych członków klubu, a nasza sytuacja finansowa jest znakomita. W 1997 wszystko zaczęło się od zachęcania, żeby ludzie chcieli przychodzić na stadion i płacić za bilety. Chcieliśmy zdobyć ich zaufanie. Współcześnie – tylko w ciągu ostatnich trzech, czterech lat nasz skład “socios” powiększył się o dziesięć tysięcy członków. Każdy może być dumny z tego, że jest członkiem Djurgardens. Jesteśmy jedną wielką rodziną. Djurgardens łączy pokolenia. 12 marca będziemy obchodzić 132. rocznicę powstania klubu. Tak właśnie udało nam się zbudować swoje struktury. Kiedy poziom sportowy się zgadza, ludzie angażują się w życie klubu, to sponsorzy sami się do nas zgłaszają. A wtedy wszystko działa jak sprawnie naoliwiona maszyna.

– Jeśli Transfermarkt nie kłamie, szesnaście najdroższych transferów wychodzących w historii Djurgardens IF to piłkarze ściągnięci przez pana. Jednym z nich jest Hjalmar Ekdal, który trafił do was za symboliczną kwotę, a potem został sprzedany do Burnley za 2,8 miliona euro. Z którego transferu do Djurgardens jest pan najbardziej dumny i który kosztował pana najwięcej wysiłku?
– Trudno nawet określić dokładną liczbę ludzi w departamencie. Mamy zespół ludzi i różnych konsultantów w zależności od regionu. Prześwietlamy Sztokholm. Zależy nam, by piłkarz był ze Sztokholmu, uczył się w Sztokholmie, dorastał w Sztokholmie. Jednym z takich przykładów jest Jesper Karlstrom, którego ściągnęliśmy z IF Brommapojkarna, gdy miał dziewiętnaście lat. Trafił do większego klubu w Sztokholmie, nauczył się wielu rzeczy i trafił do Polski jako gotowy piłkarz, reprezentant Szwecji. Połowa składu Djurgardens IF jest ze Sztokholmu i okolic. Czasem mniej, czasem więcej, ale zawsze około połowy. Chcemy promować piłkarzy do silniejszych lig europejskich, ale potem chcielibyśmy, żeby wrócili. Nasze drzwi są dla nich zawsze otwarte. Takimi przykładami są Kim Kallstrom i Andreas Issakson. Obaj trafili w 2004 roku do Rennes, a karierę zakończyli w Djurgardens. Naszym celem jest również rynek afrykański. Przez lata mieliśmy u siebie co najmniej kilku bardzo zdolnych piłkarzy z Afryki. Ukształtowanie afrykańskiego piłkarza w Europie może trwać nawet do czterech lat. Oczywiście obserwujemy też kraje ościenne, czyli Norwegię i Finlandię. Priorytetem zawsze będzie Szwecja. Ogromny sukces to transfer Marcusa Danielsona z innego szwedzkiego klubu. Sprzedaliśmy go do Chin za pięć milionów euro, a półtora roku później trafił do nas z powrotem bez kwoty odstępnego. Ostatnio podpisaliśmy kontrakty z trzema utalentowanymi piłkarzami wychowanymi w Sztokholmie. To Lucas Bergvall, Theo Bergvall i Wilmer Odefalk. Te transfery to nasz sukces, ponieważ ci piłkarze mieli oferty spoza Szwecji, a mimo to wybrali nas. Po prostu wiedzieli, że można się u nas wypromować. Wiedzieli również o naszych zdolnościach pracy z młodzieżą. Wspomniałeś o Hjalmarze Ekdalu. To był z pewnością szczególny transfer. Ekdala zawsze będę miał w sercu. Wrócę jeszcze na chwilę do Jespera Karlstroma. Sprzedaliśmy go Lechowi Poznań, a on przyczynił się do zdobycia mistrzostwa Polski. Jestem z tego dumny. Największą radość sprawia mi obserwowanie postępu zawodnika. Nie tylko pod względem sportowym, ale też ludzkim.

– Wspomniał pan o rynku afrykańskim. U was grał Tino Kadewere, który teraz gra w Mallorce na wypożyczeniu z Olympique Lyon. Michael Olunga wykręca szalone statystyki w Azji. No i przede wszystkim Daniel Amartey, który dziś gra dla Leicester City. Jak się panu udało ich ściągnąć?
– Znamy rynek afrykański, mamy tam silne koneksje. Są różne drogi. Dla mnie najważniejsze, żeby pojechać tam samemu i na własne oczy zobaczyć piłkarza oraz środowisko, w którym funkcjonuje. Staramy się unikać pośredników. Kiedy w Afryce spotykam się z zawodnikiem i jego rodziną, buduje się wzajemne zaufanie. To ma duże znaczenie w perspektywie współpracy. Oprócz piłkarzy, których wymieniłeś – grał u nas Omar Colley, który dziś jest w Besiktasie. On akurat trafił do nas z KuPS. Aliou Badji jest dziś w Bordeaux. Afrykańczycy nawet po transferze z Djurgardens o nas nie zapominają i okazują nam swoją wdzięczność.

– Podobno afrykańscy piłkarze często goszczą w pańskim domu, co niezbyt podoba się pańskiej żonie.
– To prawda. Czuję odpowiedzialność za tych zawodników, ponieważ to ja ściągam ich do obcego kraju. Moja żona rzeczywiście nie jest z tego powodu szczęśliwa, ale za to jest szczęśliwa, gdy przychodzi Boże Narodzenie i ci wszyscy zawodnicy składają świąteczne życzenia, dziękują za pomoc i gościnność niezależnie od miejsca na świecie, w którym akurat są. To wynagradza wszelkie niedogodności. Obecność Afrykańczyków w moim domu to też edukacja dla moich dzieci. Mogą zobaczyć, że człowiek różni się ze względu na kolor skóry, kulturę, ale tak naprawdę jesteśmy tacy sami i przez to uczą się akceptacji drugiego człowieka. W Afryce najbardziej możesz okazać szacunek drugiej osobie, gdy zapraszasz ją do swojego domu na posiłek. Tak robię, gdy zawodnik przyleci do Szwecji. Mój dom jest dla nich otwarty i tak zdobywam ich szacunek.

– Czego musi dokładnie nauczyć się afrykański piłkarz po podpisaniu kontraktu z Djurgardens?
– Chodzi o podstawowe rzeczy. Piłkarz musi umieć gotować, a czasem nawet nauczyć się używania sztućców. Musi umieć sobie zrobić pranie i opłacić rachunki. Musi nauczyć się rutyny – kiedy iść spać, kiedy pracować, kiedy wypoczywać. Są aspekty kulturowe, dzięki którym piłkarzowi będzie się żyło łatwiej w Europie. Pamiętam, gdy przyleciał do nas Michael Olunga pierwszy raz. Był luty, temperatura grubo poniżej zera, a on nie miał na sobie skarpetek. Dlatego trzeba tym chłopakom pomóc nauczyć się funkcjonować.

– Który afrykański piłkarz potrzebował największej pomocy po transferze?
– Tino Kadewere z Zimbabwe. Podpisał z nami kontrakt, gdy był jeszcze nastolatkiem. Zmarł mu ojciec. Kadewere jest przykładem kultury, jaką udało nam się zaprowadzić w klubie. Pamiętam mecz z Helsingborgiem w lidze. Był 2015 rok, mecz u siebie, prowadziliśmy 2:1. Kadewere wszedł na boisko w końcówce. Zaplątał się w drybling, stracił piłkę i rywal wyrównał.. Wszyscy na stadionie wiedzieli, że to jego wina. Tino bardzo to przeżył. Płakał w szatni, nie chciał z niej wyjść, koledzy go pocieszali. Kilka lat później kupił go Olympique Lyon. Jak chciałbyś odnieść sukces, skoro nie czujesz się komfortowo w środowisku, w którym funkcjonujesz? Do dziś, gdybyś go zapytał o najważniejszy moment w karierze, to właśnie ten mecz ligowy, o którym wspominałem, gdy Kadewere otrzymał konieczne wsparcie.

Lech chce pobić nowy rekord. Te liczby robią ogromne wrażenie!

Czytaj też

Piłkarze Lecha Poznań (fot. Getty)

Lech chce pobić nowy rekord. Te liczby robią ogromne wrażenie!

Duże wzmocnienie Djurgarden. Ważny zawodnik wraca do gry

Czytaj też

Piłkarze Djurgarden (fot. Getty)

Duże wzmocnienie Djurgarden. Ważny zawodnik wraca do gry

– W Polsce czasami dyskutujemy o tym, czy polskie kluby powinny eksplorować afrykański rynek. Przeciwnicy tej idei mówią, że to nieopłacalne i skomplikowane. Załóżmy, że jestem dyrektorem polskiego klubu i pytam o radę. Jak zacząć?
– Jak już wspomniałem, lepiej pojechać osobiście. Idziesz na stadion, wymieniasz się numerami, tworzysz swoją własną siatkę kontaktów. W dalszej kolejności są agenci i byli piłkarze, ale wtedy zwiększa się ryzyko braku kontroli. Polecam obserwować afrykańskie reprezentacje. Musisz zaangażować kogoś, kto zna języki. Rozmawiamy po angielsku i jest nam łatwo. Tak samo tam musisz mieć kogoś, kto zna francuski, a najlepiej opanować ten język samemu. Dwa razy zdarzyło się, że ściągnęliśmy piłkarzy, którzy komunikują się tylko po francusku, więc uczyli się angielskiego od naszych nauczycieli. Pozostaje kwestia limitów piłkarzy spoza Unii Europejskiej. Nie wiem jak to wygląda w Polsce, ale w Szwecji przepisy są liberalne, tym łatwiej jest u nas afrykańskim piłkarzom. Szwecja, ale też cała Skandynawia ma duże tradycje, jeśli chodzi o promowanie afrykańskich piłkarzy, więc z czasem jest łatwiej. Kontakty się powiększają, piłkarze wraz z agentami analizują optymalną ścieżkę kariery i czasem nawet sami zabiegają o to, żeby zawodnik trafił właśnie do nas. Tak budujesz pewien trend. Lech Poznań oprócz tego, że ma dobrych polskich piłkarzy, ma tradycję pozyskiwania graczy ze Skandynawii. Jest tam Dagerstal, Karlstrom, Isak i jeszcze Velde z Norwegii. Jest to podobny rodzaj funkcjonowania, gdzie różnicę wyznacza jedynie miejsce, z którego kupujesz piłkarzy. W przypadku Djurgardens za przykład może służyć Zambia. Grał u nas Boyd Mwila, potem Edward Chilufya, którego sprzedaliśmy do FC Midtjylland. No i Emmanuel Banda, który dziś gra w Rijece. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie.

– Wygląda na to, że skuteczne strategie eksploracji afrykańskiego rynku są różne. RB Salzburg współpracuje z agencją należącą do Frederica Kanoute.
– Lubię przykład Salzburga, ponieważ ludzie są tam kreatywni i otwarci na nowe idee. Między nami są pewne powiązania. My dostarczyliśmy do seniorskiej reprezentacji Zambii Bandę i Chilufyę, oni Patsona Dakę i Enocka Mwepu. Naturalnym jest, że piłkarze rozmawiają ze sobą w szatni o klubach i nasi byli piłkarze są naszymi ambasadorami w pewnym sensie.

– Jakich cech szukacie u piłkarzy?
– Myślę, że w tej kwestii nie różnimy się zbytnio od reszty. Od pomocników wymagamy kreatywności. Z wyszczególnieniem szybkości połączonej z techniką u skrzydłowych, którzy muszą potrafić grać jeden na jeden. W mojej ocenie za cechami afrykańskich piłkarzy stoi środowisko, w którym grają. Inaczej trenujesz, gdy na każdego z 25 zawodników przypada jedna piłka na treningu, a inaczej, gdy jest jedna piłka na 25 zawodników . Wtedy na treningu możesz ją dotknąć raptem kilka razy. Jeszcze ważne jest dla nas, żeby napastnik dobrze odnajdywał się w polu karnym i utrzymywał przy piłce. Wtedy jego wzrost odgrywa bardzo duże znaczenie. Natomiast im dłużej pracuję w zawodzie, tym ważniejsze jest dla mnie, kto jakim jest człowiekiem. Sytuacja piłkarza może być często zagmatwana. Chodzi o udziały poszczególnych klubów, tłum agentów. Zawodnik musi wytrzymać zgiełk wokół siebie. Celem Afrykańczyków jest gra w Europie. Jednak jest różnica, czy grasz dla Liverpoolu i jak Sadio Mane budujesz całą wioskę, czy grasz dla Djurgardens, gdzie zarabiasz zaledwie ułamek tego, co płacą w Liverpoolu. Zawodnicy muszą znać aspekty kulturowe i być skupieni na pracy, by ze Szwecji trafić do topowych lig, gdzie zarabia się potężne pieniądze. Duże znaczenie odgrywa to, czy piłkarz przed przyjazdem zorientuje się, gdzie przyjdzie mu funkcjonować. Dobrze by było, gdyby potrafił wskazać Szwecję na mapie, znał panujące warunki, zwyczaje itd. Będzie mu łatwiej i to kwestia samodyscypliny. Reasumując, umiejętności przy piłce, warunki fizyczne, ale przede wszystkim głowa. Nie przywołuję Sadio Mane przypadkowo. Nasz były napastnik – Aliou Badji i Sadio Mane w Senegalu to praktycznie sąsiedzi, ponieważ ich domy rodzinne są blisko siebie. Znają się. Mane udziela mu rad na płaszczyźnie osobistej i zawodowej.

– Co sądzi pan o lidze szwedzkiej? Chodzi mi o poziom sportowy i otoczkę. Może jest coś, co chciałby pan rozwinąć lub zmienić?
– Liga szwedzka dokonała dużego postępu w ostatniej dekadzie. Wszystko jest w całkiem profesjonalne, piłkarze mogą ufać szwedzkim klubom, wypłaty są regularne. Wiadomo, że poziom sportowy zawsze może być większy, niemniej jednak Allsvenskan nadrabia atmosferą na meczach. Kibice są znakomici. Notujemy ciągły wzrost zainteresowania rozgrywkami. Czołowe szwedzkie drużyny przedstawiają przyzwoity europejski poziom. Sportowo – wiadomo, że czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale biorąc pod uwagę wszystko razem, w tym otoczkę, cały brand, to według mnie Szwecja ma najatrakcyjniejszą ligę w Skandynawii. Poziom zainteresowania ze strony topowych lig piłkarzami ligi szwedzkiej również wzrasta. Następnym krokiem dla nas jest awans do TOP 15 rankingu UEFA, żeby mieć dwa kluby w eliminacjach Ligi Mistrzów i pięć w pucharach ogółem. Potrzebujemy do tego takich wyników jak Malmo FF w ostatnich latach albo Djurgardens obecnie. Polska jest w podobnym położeniu co Szwecja. Też z pewnością analizujecie, że jeśli Lech awansuje do pucharów w przyszłym sezonie, to będzie rozstawiony aż do rundy play-off. Będzie mógł dalej zarabiać pieniądze, budować ranking. Ta maszyna się nakręca. Wystarczy jeden sezon bez pucharów i już jest trudno.

– Co pan wie o Lechu Poznań przed dwumeczem oprócz tego, co już powiedział?
– Mam szczęście, ponieważ nie ma drugiego zagranicznego klubu, o którym miałbym aż taką wiedzę jak o Lechu. Kiedy robi się wspólne transfery, to więzi między klubami się zacieśniają. Regularnie aktualizuję sytuację w Lechu. Wiem, jak grają. Oczywiście nie będę teraz tego analizował. Znam charakterystykę poszczególnych piłkarzy. Podkreślam jeszcze raz duży szacunek do Lecha Poznań. Spodziewam się kapitalnej atmosfery. Z tego, co wiem, bilety są już prawie wyprzedane. Cała Europa kojarzy kibiców Lecha z ich fanatyzmu. Lech jest w dodatkowo uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ jest w środku sezonu ligowego, a my dopiero zaczniemy sezon. Mamy już za sobą mecze w Pucharze Szwecji, jednak w czwartek czeka nas coś zupełnie innego zarówno pod względem poziomu sportowego rywala, jak i atmosfery na stadionie.

– Czy chciałby pan, żeby liga szwedzka przeszła na system jesień–wiosna jak Rosja kilka lat temu?
– Rozgrywki wystartowały w 1924 roku i od początku gra się systemem wiosna–jesień. Nie wyobrażam sobie zmiany, ponieważ warunki atmosferyczne determinuje nasze położenie geograficzne. Zimy są długie i mroźne. Mamy marzec i śnieg leży nawet w Poznaniu. A Szwecja ciągnie się na północ aż za koło podbiegunowe. Druga kwestia jest taka, że rywalizujemy o zainteresowanie z hokejem na lodzie, który w Szwecji jest bardzo popularnym sportem. Jestem konserwatystą i wierzę już w to, co mamy. Przyzwyczaiłem się, że gramy od kwietnia do listopada. Warunki pogodowe decydują również o frekwencji na stadionie. Kibice to ogromny kapitał Allsvenskan. Z szacunku do nich musi zostać tak jak jest.

Bo Magnus Andersson – dyrektor sportowy Djurgardens IF. Jako piłkarz grał na pozycji napastnika. Reprezentował barwy m.in. Djurgardens IF i SC Braga. Zakończył karierę w 1997 roku. W tym samym roku pierwszy raz został dyrektorem Djurgardens i pozostał na stanowisku do 2008 roku. Wrócił w tej samej roli w 2013 roku. Za jego kadencji klub zdobył cztery razy mistrzostwo Szwecji oraz cztery Puchary Szwecji.

Duże wzmocnienie Djurgarden. Ważny zawodnik wraca do gry

Czytaj też

Piłkarze Djurgarden (fot. Getty)

Duże wzmocnienie Djurgarden. Ważny zawodnik wraca do gry

Zobacz też
PKO BP Ekstraklasa: oglądaj transmisje w TVP Sport! [ZAPOWIEDŹ]
PKO BP Ekstraklasa 2024/25: oglądaj transmisje w TVP Sport! [ZAPOWIEDŹ]

PKO BP Ekstraklasa: oglądaj transmisje w TVP Sport! [ZAPOWIEDŹ]

| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Mobilizacja rywala "Jagi". 31 tysięcy fanów na... treningu! [WIDEO]
Piłkarzy Betisu czekają prestiżowe derby... a potem starcie z Jagiellonią w Lidze Konferencji (fot. PAP/EPA)

Mobilizacja rywala "Jagi". 31 tysięcy fanów na... treningu! [WIDEO]

| Piłka nożna / Liga Konferencji 
Bilety na mecz Legia – Chelsea. Jak i gdzie kupić wejściówki?
Bilety na mecz Legia – Chelsea. Jak i gdzie kupić wejściówki? (fot. Getty)

Bilety na mecz Legia – Chelsea. Jak i gdzie kupić wejściówki?

| Piłka nożna / Liga Konferencji 
Porażka Chelsea i wygrana Betisu. Legia i Jaga czekają...
Marc Cucurella i spółka przegrali z Arsenalem (fot. Getty Images)

Porażka Chelsea i wygrana Betisu. Legia i Jaga czekają...

| Piłka nożna / Liga Konferencji 
Wielki wyczyn polskich klubów! Miały tylko... 5 procent szans
Jesus Imaz (fot. Getty)

Wielki wyczyn polskich klubów! Miały tylko... 5 procent szans

| Piłka nożna / Liga Konferencji 
wyniki
terminarz
tabela
Wyniki
13 marca 2025
Piłka nożna

Chelsea

FC Kopenhaga

Fiorentina

Panathinaikos Ateny

Vitoria Guimaraes

Real Betis

Rapid Wiedeń

Borac Banja Luka

Djurgarden

Pafos FC

Lugano

(k. 1 - 3)

NK Celje

Cercle Brugge

Jagiellonia Białystok

06 marca 2025
Piłka nożna

Borac Banja Luka

Rapid Wiedeń

Pafos FC

Djurgarden

NK Celje

Lugano

Jagiellonia Białystok

Cercle Brugge

FC Kopenhaga

Chelsea

Panathinaikos Ateny

Fiorentina

Real Betis

Vitoria Guimaraes

20 lutego 2025
Piłka nożna

Shamrock Rovers

(k. 4 - 5)

Molde

Panathinaikos Ateny

Vikingur Reykjavik

APOEL Nikozja

NK Celje

Jagiellonia Białystok

TSC Backa Topola

Olimpija Lublana

Borac Banja Luka

Pafos FC

Omonia Nikozja

FC Heidenheim

FC Kopenhaga

Terminarz
10 kwietnia 2025
17 kwietnia 2025
01 maja 2025
Piłka nożna

Real Betis/Jagiellonia Bialystok

19:00

NK Celje/Fiorentina

Chelsea/Legia Warszawa

19:00

Djurgaarden/Rapid Wien

08 maja 2025
Piłka nożna

NK Celje/Fiorentina

19:00

Real Betis/Jagiellonia Bialystok

Djurgaarden/Rapid Wien

19:00

Chelsea/Legia Warszawa

28 maja 2025
Piłka nożna

Zwycięzca SF 1

19:00

Zwycięzca SF 2

Tabela
Liga Konferencji
 
Drużyna
M
+/-
Pkt
1
6
21
18
2
Vitoria Guimaraes
Vitoria Guimaraes
6
7
14
3
6
11
13
4
6
6
13
5
6
4
13
6
Lugano
Lugano
6
4
13
8
Cercle Brugge
Cercle Brugge
6
7
11
10
Shamrock Rovers
Shamrock Rovers
6
3
11
11
APOEL Nikozja
APOEL Nikozja
6
3
11
12
Pafos FC
Pafos FC
6
4
10
13
Panathinaikos Ateny
Panathinaikos Ateny
6
3
10
14
Olimpija Lublana
Olimpija Lublana
6
1
10
15
6
1
10
16
6
0
10
17
6
0
9
18
FC Kopenhaga
FC Kopenhaga
6
-1
8
19
Vikingur Reykjavik
Vikingur Reykjavik
6
-1
8
20
Borac Banja Luka
Borac Banja Luka
6
-3
8
21
NK Celje
NK Celje
6
0
7
23
6
-1
7
24
TSC Backa Topola
TSC Backa Topola
6
-3
7
25
Hearts
Hearts
6
-3
7
26
6
-3
6
27
Mlada Boleslav
Mlada Boleslav
6
-3
6
28
FK Astana
FK Astana
6
-4
5
29
St. Gallen
St. Gallen
6
-8
5
30
HJK
HJK
6
-6
4
31
FC Noah
FC Noah
6
-10
4
32
TNS
TNS
6
-5
3
33
Dynamo Mińsk
Dynamo Mińsk
6
-9
3
34
Larne
Larne
6
-9
3
35
6
-10
3
36
CS Petrocub
CS Petrocub
6
-9
2
Rozwiń
Najnowsze
"Dylematy zdrowotne" w kadrze. Enigmatyczne słowa selekcjonerki
nowe
"Dylematy zdrowotne" w kadrze. Enigmatyczne słowa selekcjonerki
Dawid Brilowski
Dawid Brilowski
| Piłka nożna / Reprezentacja kobiet 
Reprezentantki Polski w piłce nożnej kobiet (fot. Getty Images)
Ligowe trafienie kadrowicza. Pewne zwycięstwo
Karol Świderski, Przemysław Frankowski i Jakub Piotrowski (fot. Getty Images)
Ligowe trafienie kadrowicza. Pewne zwycięstwo
| Piłka nożna 
Polski piłkarz z 1. ligi z zarzutami. Grozi mu więzienie
S
Polski piłkarz z 1. ligi z zarzutami. Grozi mu więzienie
| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Astiz o kontuzjach w Legii: to jest moment dla zmienników [WIDEO]
fot. TVP Sport
Astiz o kontuzjach w Legii: to jest moment dla zmienników [WIDEO]
| Piłka nożna / Puchar Polski 
Robert Kolendowicz: zrobimy wszystko, żeby zwyciężyć [WIDEO]
fot. TVP Sport
Robert Kolendowicz: zrobimy wszystko, żeby zwyciężyć [WIDEO]
| Piłka nożna / Puchar Polski 
Puchar Polski: po półfinałach (podsumowanie)
Puchar Polski: po półfinałach [transmisja na żywo, online, live stream] (3.04.2025)
Puchar Polski: po półfinałach (podsumowanie)
| Piłka nożna / Puchar Polski 
Zmiany w turniejach wielkoszlemowych? Tenisiści apelują
Iga Świątek (fot. Getty)
Zmiany w turniejach wielkoszlemowych? Tenisiści apelują
| Tenis / Wielki Szlem 
Do góry